Powiem Wam kochani tak: mam straszny strach otworzyć
YouTube przez ten #hot16challenge2. Już chyba nie ma w Polsce celebryty i polityka
(oprócz PiS, bo ta akcja była wymierzona w nich), który nie rapował. Mam też już
drugi straszny strach, bo nie mam sesji na tym kanale, aby mi nie wyskakiwał Adam Szustak
OP. Myślicie, że już gorzej być nie może? Zapewniam Was, że może! Wczoraj rano
otwieram YouTube, a tam..., a tam dwa w jednym, Adam Szustak OP r a p
u j e według tego szablonu #hot16challenge2 (sic!) Ale ja nie o tym rapowaniu miałem, a o pewnym wykładzie, na zupełnie inny temat.
„Czwartym składnikiem miłości jest seksualność, no nie?”. Tak rozpoczyna swój wykład ks. Szustak OP na temat ludzkiej seksualności. Nie wnikam, który to składnik według kolejności (ważności?), ale się zgodzę z jednym, na pewno nie jest najważniejszym, choć ważny. Wykład słuchałem i oglądałem z pewną dozą niezdrowej ciekawości. Ważne jest tu też to oglądanie. Na wstępie pozwolę sobie na drobny sarkazm: nieżonaty facet z pokaźnym brzuszkiem, w białym habicie, który nie bardzo wie, co zrobić z lewą ręką, lub prawą, w zależności od tego, w której trzyma mikrofon, tłumaczący słuchaczom, parom narzeczeńskim i małżeńskim, co jest źle z ich seksualnością. O tyle to dziwne, bo gdy kamera najeżdża na widownię, u żadnej pary, przynajmniej na zewnątrz, nie widać, aby mieli z tym problem. Część nawet czule się tuli do siebie. Ze spokojem wytrzymałem to do momentu, gdy ten gościówa (i to jest bardzo łagodne określenie) przyrównuje facetów do bezrozumnych stworzeń, bo tak funkcjonuje ich seksualność. Chętnie bym go zapytał, dlaczego on tak nienawidzi facetów? Nie wiem jak mój laptop to wytrzymał, ale wytrzymał, bo tej notki by nie było. Tyle tytułem drugiego wstępu.
„Czwartym składnikiem miłości jest seksualność, no nie?”. Tak rozpoczyna swój wykład ks. Szustak OP na temat ludzkiej seksualności. Nie wnikam, który to składnik według kolejności (ważności?), ale się zgodzę z jednym, na pewno nie jest najważniejszym, choć ważny. Wykład słuchałem i oglądałem z pewną dozą niezdrowej ciekawości. Ważne jest tu też to oglądanie. Na wstępie pozwolę sobie na drobny sarkazm: nieżonaty facet z pokaźnym brzuszkiem, w białym habicie, który nie bardzo wie, co zrobić z lewą ręką, lub prawą, w zależności od tego, w której trzyma mikrofon, tłumaczący słuchaczom, parom narzeczeńskim i małżeńskim, co jest źle z ich seksualnością. O tyle to dziwne, bo gdy kamera najeżdża na widownię, u żadnej pary, przynajmniej na zewnątrz, nie widać, aby mieli z tym problem. Część nawet czule się tuli do siebie. Ze spokojem wytrzymałem to do momentu, gdy ten gościówa (i to jest bardzo łagodne określenie) przyrównuje facetów do bezrozumnych stworzeń, bo tak funkcjonuje ich seksualność. Chętnie bym go zapytał, dlaczego on tak nienawidzi facetów? Nie wiem jak mój laptop to wytrzymał, ale wytrzymał, bo tej notki by nie było. Tyle tytułem drugiego wstępu.
Przejdźmy do konkretów, przy czym od razu
uprzedzę, moja opinia na temat tego wykładu jest moją osobistą, człowieka, dla którego
seksualność dziś nie jest nawet czwartym składnikiem miłości, bo ja żyję
już tylko miłością własną, czyli tą najbardziej doskonałą...
Szustak stwierdza beztrosko, że za wszystkie problemy seksualne w związkach małżeńskich jest winien facet, jak z tym głosowaniem na Tuska, tylko gorzej bo 98:2 w procentach. Widać ma taki wyjątkowy uraz, bo on jest facet i wie, że my mamy (faceci) problemy z właściwym podejściem do seksualności (sic!). Otóż panie Szustak, jeśli facet nie jest wynaturzony, i nie jest prawiczkiem, to nie ma żadnych problemów z tym właściwym podejściem. Faceta stworzył twój Bóg, więc miej pretensje do Niego. A zbudował faceta tak, że ma na niego działać niemal wszystko w sferze erotyki, i to w miarę szybko. Kobiety, w odróżnieniu od Szustaka, o tym doskonale wiedzą i bez pardonu wykorzystują.
Zakonnik zdecydowanie oponuje przeciw uprawianiu seksu przed ślubem, więc czepia się tego popularnego argumentu: „musimy sprawdzić, czy do siebie pasujemy”, i spłyca to do samego aktu płciowego. W dodatku wydaje mu się, że obala ten mit wyjątkowo celnie, bo przecież każdy może z każdą (sic!) Otóż jesteś kaznodziejo w totalnym błędzie, omotany dziwaczną moralnością religijną. Nie, tu nie tylko chodzi o sam akt, tu chodzi o wszystko to, co temu aktowi towarzyszy. Między innymi o to, aby zobaczyć partnerkę bez fajnych ciuchów, bez seksownej bielizny, rozczochraną i..., i ze zlizanym makijażem. Mam się przy niej ocknąć w sytuacji, gdy jest dokładnie taka, jak ją Pan Bóg stworzył, i mam sobie powiedzieć, że dalej mi się podoba. Mało tego, ma mi się podobać jej chodzenie i zachowanie w sytuacji, kiedy już się nie pilnuje, aby nie zrobić na mnie złego wrażenia. Ma mi się podobać nie tylko wtedy gdy ją rozbieram, ale również, gdy się przy mnie ubiera. Jeśli zaś ona godzi się na ten sprawdzian, widać ma też swoje powody: na przykład chce sprawdzić, czy zapach potu faceta przy tym wysiłku, nie wywoła u niej odruchów wymiotnych. Po ślubie jest już za późno na takie doświadczenia. Innymi słowy, to dopasowanie fizyczne nie jest tak proste, jak się zakonnikowi w habicie wydaje.
Szustak stwierdza beztrosko, że za wszystkie problemy seksualne w związkach małżeńskich jest winien facet, jak z tym głosowaniem na Tuska, tylko gorzej bo 98:2 w procentach. Widać ma taki wyjątkowy uraz, bo on jest facet i wie, że my mamy (faceci) problemy z właściwym podejściem do seksualności (sic!). Otóż panie Szustak, jeśli facet nie jest wynaturzony, i nie jest prawiczkiem, to nie ma żadnych problemów z tym właściwym podejściem. Faceta stworzył twój Bóg, więc miej pretensje do Niego. A zbudował faceta tak, że ma na niego działać niemal wszystko w sferze erotyki, i to w miarę szybko. Kobiety, w odróżnieniu od Szustaka, o tym doskonale wiedzą i bez pardonu wykorzystują.
Zakonnik zdecydowanie oponuje przeciw uprawianiu seksu przed ślubem, więc czepia się tego popularnego argumentu: „musimy sprawdzić, czy do siebie pasujemy”, i spłyca to do samego aktu płciowego. W dodatku wydaje mu się, że obala ten mit wyjątkowo celnie, bo przecież każdy może z każdą (sic!) Otóż jesteś kaznodziejo w totalnym błędzie, omotany dziwaczną moralnością religijną. Nie, tu nie tylko chodzi o sam akt, tu chodzi o wszystko to, co temu aktowi towarzyszy. Między innymi o to, aby zobaczyć partnerkę bez fajnych ciuchów, bez seksownej bielizny, rozczochraną i..., i ze zlizanym makijażem. Mam się przy niej ocknąć w sytuacji, gdy jest dokładnie taka, jak ją Pan Bóg stworzył, i mam sobie powiedzieć, że dalej mi się podoba. Mało tego, ma mi się podobać jej chodzenie i zachowanie w sytuacji, kiedy już się nie pilnuje, aby nie zrobić na mnie złego wrażenia. Ma mi się podobać nie tylko wtedy gdy ją rozbieram, ale również, gdy się przy mnie ubiera. Jeśli zaś ona godzi się na ten sprawdzian, widać ma też swoje powody: na przykład chce sprawdzić, czy zapach potu faceta przy tym wysiłku, nie wywoła u niej odruchów wymiotnych. Po ślubie jest już za późno na takie doświadczenia. Innymi słowy, to dopasowanie fizyczne nie jest tak proste, jak się zakonnikowi w habicie wydaje.
Szustak stwierdza, że niedopasowanie płciowe to
mit, i jednocześnie sam ten mit propaguje, choć w sferach psychicznych! Naoglądał się pewnie pewnego amerykańskiego
komika, który porównał mózg kobiety do gmatwaniny kabelków i mu się ten obraz
kobiecego mózgu spodobał. Twierdzi też, że facet jest tak ubogi w tych sprawach, że ma tylko wajchę off/on. Nie,
żebym się obrażał o takie porównanie, ja tylko stwierdzam, on nie wie o czym
ględzi. Oczywiście, seksualność kobiety i mężczyzny jest różna, ale nie na
tyle, aby się dało to uprościć do takiego schematu. W końcu, jeśli facet chce,
a gdy się kogoś kocha – to na pewno się chce, nie ma powodów by tej kobiecej
seksualności nie poznać, co nie jest tożsame z wcieleniem się w jej seksualność. Należy ją dogłębnie poznać i... z premedytacją wykorzystać tak, jak one wykorzystują naszą wrażliwość na bodźce. Najdziwniejsze w
tej wypowiedzi znawcy seksualności kobiet jest to, że on ją opiera na potrzebie
posiadania dziecka! Jemu się seksualność z macierzyństwem po katolicku pomyliła, że zacytuję nie do końca dosłownie: „pełną satysfakcję seksualną kobieta ma wtedy, i tylko wtedy, gdy wie, że z tego może być
dziecko” (sic!) Może ja miałem pecha, może ja się na tych sprawach nie znam, ale pierwszy raz w życiu słyszę taki argument, żeby kobiet uzależniała udany seks od możliwości zajścia w ciążę. Kościół wprawdzie mówi, że seks ma służyć prokreacji, niemniej to nie to samo, bo tego Kościoła satysfakcja seksualna w ogóle nie interesuje. Za to z opowiadań znam metodę na dziecko – służyła szantażowi ślubnemu. Widać Szustak miał w jakimś sensie podobne doświadczenia. Usłyszał:
zrób mi dziecko, i dlatego uciekł do zakonu? Nie podobała mu się rola
ojca rodzonego, wolał zostać ojcem
duchowym. To wymaga mniej wysiłku.
Przekonuje słuchaczy, że kobieta jest otwarta na mężczyznę, gdy czuje się przy nim bezpieczna. W tym miejscu przypomniał mi się jego wywód z poprzedniej notki, gdy mówił samym kobietom: „wam mężczyzna nie jest do niczego potrzebny”. Tu zaś grzmi na facetów, niczym abp Jędraszewski na bezbożnych: „jeśli nie zbudowałeś prawdziwej więzi z żoną, nie waż mi się wchodzić z nią do łóżka!”, i to „mi” jest dość wymowne. Aby zrozumieć kuriozum tego zakazu, muszę się cofnąć do wstępu wykładu, kiedy to tłumaczy w dość zabawny sposób, że nie będzie stał przy łóżku i mówił, co wolno małżonkom, a czego nie. Natomiast chce decydować o tym, czy w ogóle mężowi wolno wejść do łóżka (sic!) Wolne żarty, ja tylko zapytam, czy za tę więź odpowiedzialny jest tylko facet? Dla Szustaka odpowiedź jest jednoznaczne twierdząca, on to wie, bo przede wszystkim to kobiety się u niego spowiadają, a on lubi zadawać pytanie: a jak wam się układa współżycie seksualne...!? Taki ciekawski jest. Ja zaś nie mogę się oprzeć kolejnej ironii: pewnie przez to ma te bogate doświadczenia erotyczne z kobietami..., z dokładnością do piętnastu procent kobiecej pochwy!
Przekonuje słuchaczy, że kobieta jest otwarta na mężczyznę, gdy czuje się przy nim bezpieczna. W tym miejscu przypomniał mi się jego wywód z poprzedniej notki, gdy mówił samym kobietom: „wam mężczyzna nie jest do niczego potrzebny”. Tu zaś grzmi na facetów, niczym abp Jędraszewski na bezbożnych: „jeśli nie zbudowałeś prawdziwej więzi z żoną, nie waż mi się wchodzić z nią do łóżka!”, i to „mi” jest dość wymowne. Aby zrozumieć kuriozum tego zakazu, muszę się cofnąć do wstępu wykładu, kiedy to tłumaczy w dość zabawny sposób, że nie będzie stał przy łóżku i mówił, co wolno małżonkom, a czego nie. Natomiast chce decydować o tym, czy w ogóle mężowi wolno wejść do łóżka (sic!) Wolne żarty, ja tylko zapytam, czy za tę więź odpowiedzialny jest tylko facet? Dla Szustaka odpowiedź jest jednoznaczne twierdząca, on to wie, bo przede wszystkim to kobiety się u niego spowiadają, a on lubi zadawać pytanie: a jak wam się układa współżycie seksualne...!? Taki ciekawski jest. Ja zaś nie mogę się oprzeć kolejnej ironii: pewnie przez to ma te bogate doświadczenia erotyczne z kobietami..., z dokładnością do piętnastu procent kobiecej pochwy!
Nie obeszło się też bez odniesienia do
pornografii. Mentalność (oczywiście fałszywa i zepsuta) facetów w sprawie seksualności ma
wynikać z tego, że się jej za dużo naoglądali. I tu pojawia się wątek, który
dla odmiany mnie rozbawił i totalnie rozbroił. Otóż Szustak twierdzi, że te niewinne
żony, jeśli tylko poczują namiastkę tej odpowiedzialność i rodzącą się już miłość męża (sic!), obdarzą go
takim seksem, o jakim mu się nie śniło, lepszym i bogatszym niż w tych filmach porno. Od razu narzuciło się pytanie: a skąd one ten seks tak dobrze znają? Pismo Święte uważnie czytały, czy
może baśnie Andersena? Według założeń tego wspaniałego znawcy kobiecej seksualności, te narzeczone i żony nie powinny mieć żadnego, ale to żadnego doświadczenia w sprawach seksu. No chyba, że praktykowały w jakichś sektach religijnych, bo przecież
one pornusów nie oglądają. Szustak, na jakim ty świecie żyjesz, że taki obiecanki (czytaj: ciemnotę) mężczyznom wciskasz!?
Notka robi mi się za długa, więc tylko
jeszcze jedno odniesienie do końcowego fragmentu jego wypowiedzi. Sam się przyznaje, że Kościół zrobił z
seksualności straszaka. Ale twierdzi, że teraz jest inaczej, bo na nowo zinterpretowano
słowa Boga w Raju: „bądźcie płodni i rozmnażajcie się”. Innymi słowy, stworzył
ich nagich i zapraszał w krzaki, tak jakby ich ktoś mógł podglądać. Tak mówi
Szustak. Tylko coś mi tu nie gra. Nigdzie w Biblii nie znalazłem tekstu, który
mówiłby, że w tym Raju urodziło się prarodzicom dziecko. Poza Rajem już tak, mieli ich
na pęczki. Kalendarzyka małżeńskiego nie znali, o antykoncepcji nie wspomnę...
Ciekawych odsyłam do linku, gdzie można
obejrzeć całość półgodzinnego wykładu. Radzę przy okazji zwrócić uwagę na pewien znamienny drobiazg. Dość często posługuje się zwrotem „no nie?”. To niewinne pytanko retoryczne, czasami przemieniane na „prawda?”, wypowiadane mimo woli sugeruje, że nasz prelegent tak do końca nie jest wcale pewien tego, co mówi.
Całość na podstawie: https://www.youtube.com/watch?v=Iar6NdfLefQ
Gdyby ktoś chciał zobaczyć ten rapujący wideoklip Szustak, bo wbrew pozorom nie jest aż taki zły: https://www.youtube.com/watch?v=Xk2A1Dt9nMU