Pokazywanie postów oznaczonych etykietą seksualność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą seksualność. Pokaż wszystkie posty

środa, 20 maja 2020

Seksualność bożych owieczek i baranów


  Powiem Wam kochani tak: mam straszny strach otworzyć YouTube przez ten #hot16challenge2. Już chyba nie ma w Polsce celebryty i polityka (oprócz PiS, bo ta akcja była wymierzona w nich), który nie rapował. Mam też już drugi straszny strach, bo nie mam sesji na tym kanale, aby mi nie wyskakiwał Adam Szustak OP. Myślicie, że już gorzej być nie może? Zapewniam Was, że może! Wczoraj rano otwieram YouTube, a tam..., a tam dwa w jednym, Adam Szustak OP   r a p u j e   według tego szablonu #hot16challenge2 (sic!) Ale ja nie o tym rapowaniu miałem, a o pewnym wykładzie, na zupełnie inny temat.

  „Czwartym składnikiem miłości jest seksualność, no nie?”. Tak rozpoczyna swój wykład ks. Szustak OP na temat ludzkiej seksualności. Nie wnikam, który to składnik według kolejności (ważności?), ale się zgodzę z jednym, na pewno nie jest najważniejszym, choć ważny. Wykład słuchałem i oglądałem z pewną dozą niezdrowej ciekawości. Ważne jest tu też to oglądanie. Na wstępie pozwolę sobie na drobny sarkazm: nieżonaty facet z pokaźnym brzuszkiem, w białym habicie, który nie bardzo wie, co zrobić z lewą ręką, lub prawą, w zależności od tego, w której trzyma mikrofon, tłumaczący słuchaczom, parom narzeczeńskim i małżeńskim, co jest źle z ich seksualnością. O tyle to dziwne, bo gdy kamera najeżdża na widownię, u żadnej pary, przynajmniej na zewnątrz, nie widać, aby mieli z tym problem. Część nawet czule się tuli do siebie. Ze spokojem wytrzymałem to do momentu, gdy ten gościówa (i to jest bardzo łagodne określenie) przyrównuje facetów do bezrozumnych stworzeń, bo tak funkcjonuje ich seksualność. Chętnie bym go zapytał, dlaczego on tak nienawidzi facetów? Nie wiem jak mój laptop to wytrzymał, ale wytrzymał, bo tej notki by nie było. Tyle tytułem drugiego wstępu.

  Przejdźmy do konkretów, przy czym od razu uprzedzę, moja opinia na temat tego wykładu jest moją osobistą, człowieka, dla którego seksualność dziś nie jest nawet czwartym składnikiem miłości, bo ja żyję już tylko miłością własną, czyli tą najbardziej doskonałą...
  Szustak stwierdza beztrosko, że za wszystkie problemy seksualne w związkach małżeńskich jest winien facet, jak z tym głosowaniem na Tuska, tylko gorzej bo 98:2 w procentach. Widać ma taki wyjątkowy uraz, bo on jest facet i wie, że my mamy (faceci) problemy z właściwym podejściem do seksualności
(sic!). Otóż panie Szustak, jeśli facet nie jest wynaturzony, i nie jest prawiczkiem, to nie ma żadnych problemów z tym właściwym podejściem. Faceta stworzył twój Bóg, więc miej pretensje do Niego. A zbudował faceta tak, że ma na niego działać niemal wszystko w sferze erotyki, i to w miarę szybko. Kobiety, w odróżnieniu od Szustaka, o tym doskonale wiedzą i bez pardonu wykorzystują.

  Zakonnik zdecydowanie oponuje przeciw uprawianiu seksu przed ślubem, więc czepia się tego popularnego argumentu: „musimy sprawdzić, czy do siebie pasujemy”, i spłyca to do samego aktu płciowego. W dodatku wydaje mu się, że obala ten mit wyjątkowo celnie, bo przecież każdy może z każdą (sic!) Otóż jesteś kaznodziejo w totalnym błędzie, omotany dziwaczną moralnością religijną. Nie, tu nie tylko chodzi o sam akt, tu chodzi o wszystko to, co temu aktowi towarzyszy. Między innymi o to, aby zobaczyć partnerkę bez fajnych ciuchów, bez seksownej bielizny, rozczochraną i..., i ze zlizanym makijażem. Mam się przy niej ocknąć w sytuacji, gdy jest dokładnie taka, jak ją Pan Bóg stworzył, i mam sobie powiedzieć, że dalej mi się podoba. Mało tego, ma mi się podobać jej chodzenie i zachowanie w sytuacji, kiedy już się nie pilnuje, aby nie zrobić na mnie złego wrażenia. Ma mi się podobać nie tylko wtedy gdy ją rozbieram, ale również, gdy się przy mnie ubiera. Jeśli zaś ona godzi się na ten sprawdzian, widać ma też swoje powody: na przykład chce sprawdzić, czy zapach potu faceta przy tym wysiłku, nie wywoła u niej odruchów wymiotnych. Po ślubie jest już za późno na takie doświadczenia. Innymi słowy, to dopasowanie fizyczne nie jest tak proste, jak się zakonnikowi w habicie wydaje.

  Szustak stwierdza, że niedopasowanie płciowe to mit, i jednocześnie sam ten mit propaguje, choć w sferach psychicznych! Naoglądał się pewnie pewnego amerykańskiego komika, który porównał mózg kobiety do gmatwaniny kabelków i mu się ten obraz kobiecego mózgu spodobał. Twierdzi też, że facet jest tak ubogi w tych sprawach, że ma tylko wajchę off/on. Nie, żebym się obrażał o takie porównanie, ja tylko stwierdzam, on nie wie o czym ględzi. Oczywiście, seksualność kobiety i mężczyzny jest różna, ale nie na tyle, aby się dało to uprościć do takiego schematu. W końcu, jeśli facet chce, a gdy się kogoś kocha – to na pewno się chce, nie ma powodów by tej kobiecej seksualności nie poznać, co nie jest tożsame z wcieleniem się w jej seksualność. Należy ją dogłębnie poznać i... z premedytacją wykorzystać tak, jak one wykorzystują naszą wrażliwość na bodźce. Najdziwniejsze w tej wypowiedzi znawcy seksualności kobiet jest to, że on ją opiera na potrzebie posiadania dziecka! Jemu się seksualność z macierzyństwem po katolicku pomyliła, że zacytuję nie do końca dosłownie: „pełną satysfakcję seksualną kobieta ma wtedy, i tylko wtedy, gdy wie, że z tego może być dziecko” (sic!) Może ja miałem pecha, może ja się na tych sprawach nie znam, ale pierwszy raz w życiu słyszę taki argument, żeby kobiet uzależniała udany seks od możliwości zajścia w ciążę. Kościół wprawdzie mówi, że seks ma służyć prokreacji, niemniej to nie to samo, bo tego Kościoła satysfakcja seksualna w ogóle nie interesuje. Za to z opowiadań znam metodę na dziecko służyła szantażowi ślubnemu. Widać Szustak miał w jakimś sensie podobne doświadczenia. Usłyszał: zrób mi dziecko, i dlatego uciekł do zakonu? Nie podobała mu się rola ojca rodzonego, wolał zostać ojcem duchowym. To wymaga mniej wysiłku. 

  Przekonuje słuchaczy, że kobieta jest otwarta na mężczyznę, gdy czuje się przy nim bezpieczna. W tym miejscu przypomniał mi się jego wywód z poprzedniej notki, gdy mówił samym kobietom: „wam mężczyzna nie jest do niczego potrzebny”. Tu zaś grzmi na facetów, niczym abp Jędraszewski na bezbożnych: „jeśli nie zbudowałeś prawdziwej więzi z żoną, nie waż mi się wchodzić z nią do łóżka!”, i to mi jest dość wymowne. Aby zrozumieć kuriozum tego zakazu, muszę się cofnąć do wstępu wykładu, kiedy to tłumaczy w dość zabawny sposób, że nie będzie stał przy łóżku i mówił, co wolno małżonkom, a czego nie. Natomiast chce decydować o tym, czy w ogóle mężowi wolno wejść do łóżka (sic!) Wolne żarty, ja tylko zapytam, czy za tę więź odpowiedzialny jest tylko facet? Dla Szustaka odpowiedź jest jednoznaczne twierdząca, on to wie, bo przede wszystkim to kobiety się u niego spowiadają, a on lubi zadawać pytanie: a jak wam się układa współżycie seksualne...!? Taki ciekawski jest. Ja zaś nie mogę się oprzeć kolejnej ironii: pewnie przez to ma te bogate doświadczenia erotyczne z kobietami..., z dokładnością do piętnastu procent kobiecej pochwy!

  Nie obeszło się też bez odniesienia do pornografii. Mentalność (oczywiście fałszywa i zepsuta) facetów w sprawie seksualności ma wynikać z tego, że się jej za dużo naoglądali. I tu pojawia się wątek, który dla odmiany mnie rozbawił i totalnie rozbroił. Otóż Szustak twierdzi, że te niewinne żony, jeśli tylko poczują namiastkę tej odpowiedzialność i rodzącą się już miłość męża (sic!), obdarzą go takim seksem, o jakim mu się nie śniło, lepszym i bogatszym niż w tych filmach porno. Od razu narzuciło się pytanie: a skąd one ten seks tak dobrze znają? Pismo Święte uważnie czytały, czy może baśnie Andersena? Według założeń tego wspaniałego znawcy kobiecej seksualności, te narzeczone i żony nie powinny mieć żadnego, ale to żadnego doświadczenia w sprawach seksu. No chyba, że praktykowały w jakichś sektach religijnych, bo przecież one pornusów nie oglądają. Szustak, na jakim ty świecie żyjesz, że taki obiecanki (czytaj: ciemnotę) mężczyznom wciskasz!?

  Notka robi mi się za długa, więc tylko jeszcze jedno odniesienie do końcowego fragmentu jego wypowiedzi. Sam się przyznaje, że Kościół zrobił z seksualności straszaka. Ale twierdzi, że teraz jest inaczej, bo na nowo zinterpretowano słowa Boga w Raju: „bądźcie płodni i rozmnażajcie się”. Innymi słowy, stworzył ich nagich i zapraszał w krzaki, tak jakby ich ktoś mógł podglądać. Tak mówi Szustak. Tylko coś mi tu nie gra. Nigdzie w Biblii nie znalazłem tekstu, który mówiłby, że w tym Raju urodziło się prarodzicom dziecko. Poza Rajem już tak, mieli ich na pęczki. Kalendarzyka małżeńskiego nie znali, o antykoncepcji nie wspomnę...

  Ciekawych odsyłam do linku, gdzie można obejrzeć całość półgodzinnego wykładu. Radzę przy okazji zwrócić uwagę na pewien znamienny drobiazg. Dość często posługuje się zwrotem no nie?. To niewinne pytanko retoryczne, czasami przemieniane na prawda?, wypowiadane mimo woli sugeruje, że nasz prelegent tak do końca nie jest wcale pewien tego, co mówi.


Całość na podstawie: https://www.youtube.com/watch?v=Iar6NdfLefQ
Gdyby ktoś chciał zobaczyć ten rapujący wideoklip Szustak, bo wbrew pozorom nie jest aż taki zły: https://www.youtube.com/watch?v=Xk2A1Dt9nMU

 

wtorek, 19 marca 2019

Paranoiczna ucieczka skauta


  Na pewnym blogu, który często odwiedzam, padło pytanie: „Dokąd ten świat zmierza???”. Ja bym to pytanie zaliczył do retorycznych, gdyż dobrej odpowiedzi nie ma, ale nie byłbym sobą, gdybym nie odpowiedział: „do przodu! Świat zmierza do przodu”. Niestety, przyznaję ze skruchą, moja odpowiedź jest z kilku powodów błędna. Byłaby dobra, gdyby z tego świata wykroić skrawek między Bugiem a Odrą, bo na tym skrawku akurat wszystko cofa się do tyłu. No, może nie tylko tu, dodałbym jeszcze te kraje, gdzie konserwatywny populizm wraz z komunizmem stały się doktryną dominującą. Tyle, że my w tym cofaniu się jesteśmy o krok do przodu, wróć, o krok do tyłu dalej.

  Z kim Wam się kojarzy skaut? Według teorii to młody człowiek pełen cnót, wśród których prym wiodą rzetelność, prawość, prawda, sprawność i odwaga. Te jakże pozytywne cechy, walą się jak przysłowiowy domek z kart, gdy do skautingu dodamy religię. Tu od razu dodam, że sam bym na to nie wpadł, ale mnie właśnie przed chwilą uświadomiono, przy czym owego uświadomienia proszę nie kojarzyć z uświadomieniem seksualnym. Choć nie, właśnie chodzi o tę seksualność. Poważnie o tym zagadnieniu pisałem na blogu Zrzędy, teraz może mniej poważnie. Nim jednak wyjaśnię, zadam jeszcze jedno pytanie: z czym się Wam kojarzy nieczystość: bałagan, brud, brak higieny osobistej, psie kupy na miejskim trawniku? Jesteście naiwni. Najohydniejszą nieczystością jest seksualność, szczególnie ta, która dopada z przyczyn naturalnych młodego człowieka (tu skauta). I wcale nie musi to być jakieś wypaczenie czy zboczenie. Zboczenie, takie jak pedofilia zasługuje wręcz na miłosierdzie, jak zapewnia abp Jędraszewski.

  Podobno ta seksualność (czytaj: nieczystość) przychodzi nie wiadomo skąd, ale rozumiem, nie wszyscy muszą się znać na rozwoju biologicznym człowieka. Nagle ogrania ona młodego człowieka, co objawia się pociągiem do nieprzyzwoitych myśli i żartów. Podnosi niezdrową ciekawość rzeczy nieczystych (czytaj: seksualnych), w dodatku tak silnych, że nieraz najbardziej nieskazitelnie czysty (czytaj: niewinny) chłopak, ulega im, co usypia jego sumienie. Nawet się nie spostrzeże kiedy wstępuje na zgubną drogę, na końcu której tworzy się typ rozpustnika, cynika i nicponia. I jak tu walczyć z tym wrogiem, skoro on za sprawą szatana usadawia się w naszym wnętrzu? Na to są dwa sposoby, choć trudne. Pierwszy polega na tym, by już na samym początku stawić seksualności stanowczy opór. Pierwszemu szatanowi, który próbuje skauta omamić, trzeba powiedzieć bez namysłu i wchodzenia w dyskusję: pal go w łeb (wszelkie nieczyste skojarzenia są bardzo nie na miejscu). To jest postawa godna Polaka, jedyna prawidłowa odpowiedź skauta. Niestety, to jest walka, która skautów bardzo osłabia, stąd pojawia się drugi sposób. Jak dowodzi tradycja chrześcijańska, w tej walce można się salwować ucieczką, i to wcale nie jest hańbiące (ukłony dla Radka). Najwięksi bohaterowie dochodzili do wniosku, że przed nieczystością (czytaj: seksualnością), nie tylko można ale wręcz trzeba uciekać. I to bez chwili wahania.

  Chyba dla każdego jest jasne, kto zna życie, kto rozumie duszę ludzką i niskie strony natury ludzkiej, że jeśli nie zechcesz uciec od pokusy, jesteś już pokonany. Walcząc z pokusą nieczystości de facto napawasz się jej rozkoszą. Narażanie się na walkę jest lekkomyślnością, wręcz szaleństwem, jest truciem duszy przez zadowolenie zmysłów. Gdy oczy skauta napotkają rzecz nieczystą (dobrze, już nie będę pisał, jak to czytać), powinien natychmiast zamknąć oczy! Po to właśnie Pan Bóg dał nam powieki (sic!) by niemoralna zaraza nie weszła przez oko do duszy i nie rozpanoszyła w niej zgnilizny. Jeśli usłyszysz skaucie nieprzyzwoitą melodię – zatkaj uszy, nie słuchaj i się oddal. Przyjdzie ci na myśl nieczysta myśl, złap za różaniec i skup się na modlitwie. Takie zasady walki z nieczystością, to prawdziwa i jedynie słuszna taktyka skauta. Dlatego też skaut nie ogląda nieprzyzwoitych obrazków, nie czyta bluźnierczych i obleśnych książek, i nie zatrzymuję się przed witryną seks-shopu. Skauci powinni zmusić wszystkich do poddania się skautowskiemu poczuciu czystości oraz powinni wyplenić z życia młodzieży nieczystości i plugastwa. Tu są nawet dozwolone ostrzejsze środki przymusu koleżeńskiego, bo to służy przyszłości narodu.

  W odróżnieniu od poprzedniej notki, ta nie jest oparta na wynaturzeniach ortodoksy Mirka Salwowskiego. Te dywagacje całkiem na poważnie propaguje ks. Jan Zawada. I znów wspomnę, że mamy XXI wiek. Aby nie było wątpliwości, wcale nie twierdzę, że skauting ma służyć rozkwitowi seksualności. Tak mi się zdaje, że stworzono go w innym celu, ale czy na pewno tym celem jest walka z seksualnością młodego człowieka? Chyba komuś się tu coś pomyliło. Niemniej od dziś, mijając skauta, będę miał na pewno mieszane uczucia. Czuj duch!



Przypisy:
całość oparta, fragmentami dosłownie przepisana z: https://www.pch24.pl/o-czystosci-,66890,i.html