Dziś coś
lżejszego, bo i mnie odrobinę znudziły się poważne tematy. Przynajmniej na
jakiś czas. Chodzi o zdrowie. Poważna sprawa, a jednak, z lekkim przymrużeniem oka ją potraktuję. Być zdrowym, to przecież marzenie każdego z nas, pewnie dlatego tak bardzo,
ze wszystkich niedogodności życia w tym kraju, najczęściej psioczymy na służbę
zdrowia. Okazuje się, że całkiem niepotrzebnie.
Oświecił
mnie w tej dziedzinie artykuł* o. Józefa Witko, na portalu Fronda.pl, w końcu
nie na darmo nazywającym się „oświeconym” (portal, nie ojciec).
Tu mała dygresja. Jako dzieciak uwielbiałem słuchać kazań na mszy dla
dzieci. Pełne były baśniowych historii, a ja baśnie uwielbiałem. Fakt, były
naiwne i ckliwe, ale dziecko właśnie za takimi tęskni. Problem w tym, że w
pewnym wieku człowiek niepotrzebnie i bezpowrotnie wyrasta z tego zachwytu.
Szkoda. Bo teraz, przy takich opowieściach, szczególnie, gdy podobno
przeznaczone są dla mnie, dorosłego, zazwyczaj chce mi się śmiać, a przekaz
wywołuje odwrotny skutek do zamierzonego. Nie inaczej było w tym przypadku.
Ale do
rzeczy. Autor próbuje mnie przekonać z pełnym zaangażowaniem, że
aby być zdrowym trzeba wierzyć. Najlepiej po katolicku i mocno, bo wolą Boga
jest uzdrowić człowieka. W pierwszej chwili pomyślałem, że to metafora, która
byłaby zresztą całkowicie zasadną. Otóż nie, o. Witko ma na myśli realne
zdrowie naszego ciała i na dowód przytacza opowieść wziętą z życia św. Franciszka Ksawerego,
misjonarza. Nie znając dialektu tamtejszej społeczności (to drobne kłamstewko, bo święty podobno bardzo szybko uczył się obcych języków), wpadł na pomysł, aby
nauczyć dzieci modlitwy. Gdy się już naumieli tych modlitw, wysłał je do chorych, aby
nakładali na nich swoje ręce i ich uzdrawiali. I tak się podobno też stało, a
przy okazji ci chorzy nawracali się na wiarę. I o. Witko dochodzi do wniosku,
że każdy z nas może nauczyć się tego samego (sic!).
Według mnie, za to niesamowite odkrycie, o. Witko powinien natychmiast zostać
przynajmniej ministrem zdrowia w tej naszej, chorej służbie zdrowia.
Tak, tylko
że autor zapomniał opisać kilka dość istotnych faktów z życia św. Franciszka
Ksawerego. Otóż ten święty misjonarz po podróży do Chin, rozchorował się na
pewnej wyspie z powodu klimatu i zmarł w wieku lat ledwie czterdziestu sześciu.
Ale tak to już bywa, że szewc bez butów chodzi i w zasadzie niepotrzebnie się czepiam. Zresztą nieważne, nikt nie wie
kiedy przyjdzie jego godzina. Bardziej może kontrowersyjnym jest fakt, że ten
bogobojny człowiek nawoływał do powołania świętej inkwizycji na Goa, bo żyło
tam według niego zbyt dużo muzułmanów, żydów i hindusów. Z pozytywnym skutkiem, a w tamtych czasach inkwizycję charakteryzowały krzyż i miecz. Inkwizycja leczyła wiarę i przyczyniła się do uśmiercania niewiernych.Czyżby uzdrowienie społeczeństwa przez selekcję, przez grzeczność nie napiszę - eutanazję?
Artykuł o.
Witko niesie też jeszcze jedno przesłanie. Według mnie jeszcze ważniejsze. Stwierdza, że w Starym Testamencie,
w Księdze Wyjścia, są następujące słowa: „Ja, Pan chcę być twoim lekarzem”. To
oczywiście wiąże się z wiarą, ściślej – jeśli wierzysz, Bóg Cię uzdrowi. To jest
podstawowy warunek, bo jeśli nie wierzysz..., i tu kuriozum, dlatego posłużę się cytatem:
„Niewiara to potężna siła. Ona potrafi wszechmocnego Boga uczynić bezsilnym.” (sic!) Jak zwykle w takich przypadkach,
musiałem ten fragment przeczytać kilka razy, bo nie mogłem uwierzyć, nie tyle w
Boga, ile w to, co napisał autor, kładąc na szalę swój autorytet. Kapłan, kaznodzieja, katolik, i stwierdza, że
Bóg jest bezsilny??? Toż to czysta herezja!
* - http://www.fronda.pl/a/ojciec-witko-przestrzega-przed-niewiara-potezna-sila-zlego,63829.html