wtorek, 12 stycznia 2016

Ja być zdrowym



  Dziś coś lżejszego, bo i mnie odrobinę znudziły się poważne tematy. Przynajmniej na jakiś czas. Chodzi o zdrowie. Poważna sprawa, a jednak, z lekkim przymrużeniem oka ją potraktuję. Być zdrowym, to przecież marzenie każdego z nas, pewnie dlatego tak bardzo, ze wszystkich niedogodności życia w tym kraju, najczęściej psioczymy na służbę zdrowia. Okazuje się, że całkiem niepotrzebnie.

  Oświecił mnie w tej dziedzinie artykuł* o. Józefa Witko, na portalu Fronda.pl, w końcu nie na darmo nazywającym się „oświeconym” (portal, nie ojciec).  Tu mała dygresja. Jako dzieciak uwielbiałem słuchać kazań na mszy dla dzieci. Pełne były baśniowych historii, a ja baśnie uwielbiałem. Fakt, były naiwne i ckliwe, ale dziecko właśnie za takimi tęskni. Problem w tym, że w pewnym wieku człowiek niepotrzebnie i bezpowrotnie wyrasta z tego zachwytu. Szkoda. Bo teraz, przy takich opowieściach, szczególnie, gdy podobno przeznaczone są dla mnie, dorosłego, zazwyczaj chce mi się śmiać, a przekaz wywołuje odwrotny skutek do zamierzonego. Nie inaczej było w tym przypadku.

  Ale do rzeczy. Autor próbuje mnie przekonać z pełnym zaangażowaniem, że aby być zdrowym trzeba wierzyć. Najlepiej po katolicku i mocno, bo wolą Boga jest uzdrowić człowieka. W pierwszej chwili pomyślałem, że to metafora, która byłaby zresztą całkowicie zasadną. Otóż nie, o. Witko ma na myśli realne zdrowie naszego ciała i na dowód przytacza opowieść wziętą z życia św. Franciszka Ksawerego, misjonarza. Nie znając dialektu tamtejszej społeczności (to drobne kłamstewko, bo święty podobno bardzo szybko uczył się obcych języków), wpadł na pomysł, aby nauczyć dzieci modlitwy. Gdy się już naumieli tych modlitw, wysłał je do chorych, aby nakładali na nich swoje ręce i ich uzdrawiali. I tak się podobno też stało, a przy okazji ci chorzy nawracali się na wiarę. I o. Witko dochodzi do wniosku, że każdy z nas może nauczyć się tego samego (sic!). Według mnie, za to niesamowite odkrycie, o. Witko powinien natychmiast zostać przynajmniej ministrem zdrowia w tej naszej, chorej służbie zdrowia.

  Tak, tylko że autor zapomniał opisać kilka dość istotnych faktów z życia św. Franciszka Ksawerego. Otóż ten święty misjonarz po podróży do Chin, rozchorował się na pewnej wyspie z powodu klimatu i zmarł w wieku lat ledwie czterdziestu sześciu. Ale tak to już bywa, że szewc bez butów chodzi i w zasadzie niepotrzebnie się czepiam. Zresztą nieważne, nikt nie wie kiedy przyjdzie jego godzina. Bardziej może kontrowersyjnym jest fakt, że ten bogobojny człowiek nawoływał do powołania świętej inkwizycji na Goa, bo żyło tam według niego zbyt dużo muzułmanów, żydów i hindusów. Z pozytywnym skutkiem, a w tamtych czasach inkwizycję charakteryzowały krzyż i miecz. Inkwizycja leczyła wiarę i przyczyniła się do uśmiercania niewiernych.Czyżby uzdrowienie społeczeństwa przez selekcję, przez grzeczność nie napiszę - eutanazję?

  Artykuł o. Witko niesie też jeszcze jedno przesłanie. Według mnie jeszcze ważniejsze. Stwierdza, że w Starym Testamencie, w Księdze Wyjścia, są następujące słowa: „Ja, Pan chcę być twoim lekarzem”. To oczywiście wiąże się z wiarą, ściślej – jeśli wierzysz, Bóg Cię uzdrowi. To jest podstawowy warunek, bo jeśli nie wierzysz..., i tu kuriozum, dlatego posłużę się cytatem: „Niewiara to potężna siła. Ona potrafi wszechmocnego Boga uczynić bezsilnym.” (sic!) Jak zwykle w takich przypadkach, musiałem ten fragment przeczytać kilka razy, bo nie mogłem uwierzyć, nie tyle w Boga, ile w to, co napisał autor, kładąc na szalę swój autorytet. Kapłan, kaznodzieja, katolik, i stwierdza, że Bóg jest bezsilny??? Toż to czysta herezja!

* - http://www.fronda.pl/a/ojciec-witko-przestrzega-przed-niewiara-potezna-sila-zlego,63829.html


piątek, 8 stycznia 2016

Nowa taktyka dżihadu – molestowanie



  Wpis powstał w kontekście ostatnich wydarzeń w Niemczech, Szwajcarii i Austrii, a nawet, jak donoszą media i w Finlandii, gdzie ujawniono sporą liczbę przypadków molestowania seksualnego w czasie sylwestrowo-noworocznych imprez. Przyznam, że i ja w pierwszej chwili doznałem szoku, czegoś takiego świat jeszcze nie widział. I choć szok minął, oburzenie pozostało. To zdecydowanie haniebne postępki i nic ich nie usprawiedliwi. Nawet jeśli wśród muzułmanów jest taka tradycja.

  A jednak mam dziś wątpliwości. Nie, nie dotyczą one samego faktu molestowania, bo ten pozostaje ohydny, ile nagonki na imigrantów, jaka wybuchła na nowo, z jeszcze większą siłą niż do tej pory. Właściwie mnie to nie dziwi, bo ośrodki nieprzychylne neoliberalizmowi, kulturze multi-kulti, zawsze skrzętnie każdą okazję do przyłożenia kolejnego razu wykorzystają. A tu trafiła się nie lada gratka. Mało, że ci wstrętni islamiści chcą nas zarazić swoją religią, to proszę, pokazują swoje prawdziwe splugawione oblicze. Publicznie obmacują i nawet gwałcą. Jeśli dalej ich będziemy przyjmować, czeka to nasze wszystkie matki, siostry i córki. Gorzej, bo jak się wyraziła moja blogowa znajoma Aisab, zgwałcona kobieta będzie musiała wyjść za mąż za gwałciciela, przejść na islam i być orędowniczką szariatu. Czarna mogiła.

  Dziwnie jednak nikt z tych propagandystów nienawiści do muzułmanów-uchodźców nawet nie usiłuje spojrzeć na problem w szerszym ujęciu. Warto bowiem sobie uzmysłowić, że molestowanie i gwałty nie są wymysłem muzułmanów, ani ich domeną. Na długo przedtem niż w Europie pojawili się uchodźcy, ten problem w tzw. świecie ucywilizowanym już istniał. I istnieje do dziś. Również w Polsce, gdzie muzułmańskich imigrantów jak na lekarstwo. Więzienia pełne są gwałcicieli, o molestowaniu jakby ciszej, co da się uzasadnić, bo molestowanie w Polsce dla ofiary jest upokarzające, najczęściej podobno w kontekście jej zbyt prowokacyjnego ubioru i zachowania. Wyrozumiałość dla molestujących jest wręcz niewyobrażalna. Wystarczy sobie przypomnieć niedawną aferę z Kamilem Durczokiem w roli głównej, przy czym pominę fakt, czy był winny molestowania, czy nie. Tych, którzy głośno go oskarżali, sami zostali okrzyknięci zwyrodniałymi feministami. Prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa ze względu na znikomą szkodliwość czynu (tu się mogę mylić, ale to nieistotne), bo większość z nas i tak uważa, że nic się nie stało, Polacy, nic się nie stało. Przy okazji tej afery uzewnętrznił się problem molestowania w pracy, wcale nie marginalny, ale sprawie szybko, po prostu ukręcono łeb. Bo problem jest wstydliwy i małoistotny – nikt z powodu samego molestowania nie umarł. Taką mamy mentalność, choć być może jest to zbyt daleko idące uogólnienie. Ale skoro molestowania dopuścił się śniadolicy..., toż to woła o pomstę do nieba. Tak, woła o pomstę, ale nie tylko ze względu na kolor skóry, wyznanie czy pochodzenie.

  Za Wikipedią: „W Polsce istnieje niewiele badań i statystyk dotyczących skali przestępstwa zgwałcenia. Według badań OBOP z 2005 r. 30% kobiet [podkreślenie moje] doświadczyło przemocy seksualnej, a 3% kobiet zostało zgwałconych. Tylko 5-10% kobiet które stały się ofiarami przemocy seksualnej powiedziało o tym komukolwiek, z czego 40% stanowiły zgłoszenia na policję. Szacuje się, że ponad 90% zgwałceń nie jest zgłaszanych na policję. Jedną z przyczyn niskiej zgłaszalności przestępstwa zgwałcenia jest wtórna wiktymizacja osoby zgwałconej w toku postępowania karnego, tj. upokarzanie ofiary zgwałcenia przez pracowników policji, służby zdrowia, prokuratury, sądu.” Jak się ma to oburzenie w tym kraju do molestowania seksualnego przez naszych, rodzimych zwyrodnialców i dlaczego nie podnosi się takiego larum, jak w stosunku do wydarzeń w Kolonii?
 
  Już na koniec. Polko, możesz się oburzać na to, co się stało w sylwestrową noc, mnie też to oburza. Wolno Ci się też bać, ale zapytaj się siebie samą, dlaczego nie boisz się tak samo polskich gwałcicieli i obmacywaczy, i nie krzyczysz tak, jak w stosunku do uchodźców?

czwartek, 7 stycznia 2016

Sen koszmarny...



  Miłościwie nam panujący (liczba mnoga) dobrze wiedzą, co ma mnie uszczęśliwić. Ba, rzekłbym, wiedzą nawet lepiej ode mnie samego. Tymi najważniejszymi dobrami są oczywiście Bóg, Ojczyzna i absolutne wyzbycie się wszystkiego, co wiąże się z szeroko pojętą demokracją. Ta kolejność nie jest przypadkowa. Wyjaśnię po kolei.

  Bóg jest najważniejszy, nawet dla mnie, dziś z krwi i kości ateisty. Bo ja mam prawo w Niego nie wierzyć, gdyż to On dał mi wolną wolę, która pozwala mi na tę niewiarę. Mogę sobie myśleć, co chcę, ale bez Jego szczodrobliwości nie miałbym takiej okazji, jak negować Jego istnienie. Przebiegłe to i wręcz nie do podważenia. I niesie ze sobą dość poważne konsekwencje. Bo mogę sobie nie wierzyć, ale do praw przez Niego ustanowionych muszę się stosować. Nie mam wyjścia, gdyż miłościwie nam panujący będą ustanawiać prawo na wzór prawa bożego, dla niepoznaki nazwane prawem naturalnym. Dziś mi jeszcze nie za bardzo dokucza. Muszę świętować dni świąteczne z okazji…, i tu długa lista świąt kościelnych. Muszę też się pilnować, aby nie obrazić tzw. uczuć religijnych tych głęboko czy wręcz ortodoksyjnie wierzących, choć nikt mi jeszcze nie potrafił dostatecznie wyjaśnić, co to są te uczucia religijne. Weźmy taki krzyż, narzędzie ludzkiej hańby, na którym poniosło śmierć kilku chrześcijańskich świętych, ale przede wszystkim całe tabuny wrogów, złoczyńców, zbrodniarzy i zdrajców. Wstyd mi za ludzi, którzy tego rodzaju męczarnie wymyślili i je z rozkoszą sadysty stosowali. A jednak z powodu jednej, jedynej śmierci, dziś nie wolno mi się tego narzędzia hańby wstydzić, ja powinienem je czcić. Albo weźmy inny przykład. Przypuśćmy, że powiem komuś, że jego wiara w niematerialny byt jest przejawem głupoty (nie powiem, bo się boję). Co bardziej krewki wierzący poda mnie do sądu o obrazę uczuć religijnych i... wygra, choć pewnie kara będzie symboliczna. Przynajmniej na razie. Ale, jeśli ktoś powie, że ja jestem głupim ateistą, mogę, co najwyżej, szukać sprawiedliwości w Helsińskiej Komisji Praw Człowieka, gdzie i tak mojej skargi nie rozpatrzą ze względu na niską szkodliwość społeczną. No bo przecież ja nie mam uczuć religijnych, w końcu ateizm nie jest religią. I słusznie.

  Ojczyzna też musi być dla mnie świętością. Choć konia z rzędem temu, kto mi to pojęcie precyzyjnie wyjaśni. Wyróżnia się dwa znaczenia tego pojęcia: ojczyzna prywatna i ideologiczna. Ta prywatna jest stosunkowo dość precyzyjnie określona. Wiąże się z miejscem urodzenia i zamieszkania. A jednak tu mam kłopot. Bo to dość przypadkowe miejsca. Mój ojciec pół wojny światowej i jeszcze dwa lata więcej spędził na obczyźnie i nawet zakochał się w pewnej Szkotce. Ładna była, widziałem fotkę. Gdyby wtedy mnie spłodził, byłbym dziś obywatelem Wielkiej Brytanii (czasem żałuję, że tak się nie stało). Ale to nie koniec problemu. Gdyby moi rodzice byli Żydami, to obojętnie gdzie bym się urodził, nawet w Polsce, to czy mógłbym uważać, że moją ojczyzną jest Izrael? Gorzej mieli Żydzi wypędzeni z Polski za czasów PRL-u. Kilkanaście, nawet kilkadziesiąt lat ojczyzną była im Polska i nie z własnej winy musieli to przekonanie zmienić. Jeszcze bardziej zagmatwana jest sprawa ojczyzny ideologicznej. To w jakimś sensie ojczyzna narodowa, bo identyfikuje się z danym narodem. Właśnie w tym problem, bo co mają powiedzieć o tej ojczyźnie zamieszkujący to terytorium i mający inne pochodzenie narodowościowe? Na ten przykład ja. Jestem z dziada pradziada Ślązakiem i choć uważam się za Polaka, kiedyś jeden z obecnie nam miłościwie panujących określił mnie jako „zakamuflowaną opcję niemiecką”, choć dziś znam może kilkanaście słów w tym języku i wcale mi się ten język nie podoba. Krótkie, bawarskie galotki z szelkami a’la Hitlerjugend też nie. Ba, znam doskonale gwarę śląska, ale posługuję się nią tylko okazjonalnie, choć się jej nie wstydzę. Zresztą, co to w ogóle znaczy ojczyzna ideologiczna? Czyżby Polacy, tęskniący za PRL-em, już dziś Polakami nie byli? To całkiem możliwe, bo dziś, ci sami miłościwie nam panujący uważają, że z kolei ci, którzy z PRL-em walczyli, a ulegli urokowi okrągłego stołu, nie do końca są prawdziwymi Polakami. Bliżej im do zdrajców ojczyzny.

  Najgorzej jest jednak z tą demokracją. Mnie się wydawało całe życie, że choć to nie jest idealny system rządów i tak jest najlepszy ze wszystkich, które do tej pory wymyślono. O naiwności! Dziś, miłościwie nam panujący udowadniają mi, że dużo lepsze jest jednowładztwo i nieważne czy partyjne, czy też personalne, dotyczące jednego oświeconego człowieka. Historia uczy, że w tym systemie sprawdzają się najlepiej ludzie niskiego wzrostu, który to wzrost rekompensuje wielkość ducha swoiście rozumianego patriotyzmu. Weźmy takich jak Napoleon, Stalin, Hitler i nasz... Nie wymienię z nazwiska, bo znów się boję. Tak więc ta stricte rozumiana demokracja to jest samo zło. Masz swoje zdanie, zostaw je dla siebie i jak najszybciej zapomnij. Ci, miłościwie nam panujący, zadbają za mnie, co ma mi się podobać np. w telewizji, co powinienem czytać, od książek poprzez prasę w Internecie skończywszy. Oni lepiej wiedzą, jakie filmy mają mi się podobać, jakie sztuki teatralne powinienem oglądać. Oni wiedzą, że marsze w obronie demokracji to szatański wymysł, zdecydowanie bardziej korzystnym dla mnie jest uczestnictwo w orszaku trzech króli, których wprawdzie nigdy nie było, ale którzy wskazują mi drogę do szczęścia. Procesje Bożego Ciała też więcej wniosą w moją osobowość niż pragnienie wolności światopoglądowej. A najlepiej, gdybym w ogóle zapomniał o rozwoju intelektualnym. Po co mi to, jeśli będę cierpiał z powodu rodzących się pytań, na które nikt mi nie odpowie? Czyż nie lepiej ograniczyć się do coniedzielnych kazań w przytulnym kościółku, gdzie ksiądz kaznodzieja wskaże mi drogę do wiecznego zbawienia? I tu mam problem na miarę orzechu do zgryzienia. Po co mi to zbawienie miłościwie nam panujących, skoro czeka mnie podobno to wieczne? Wiem, wiem, mnie nie czeka zabawienie, mnie czeka wieczne potępienie..., już tu na ziemi.

  

poniedziałek, 4 stycznia 2016

Uwaga! Homoseksualizm



  Moja ulubienica znów palnęła ciekawy artykuł. Mam na myśli Panią M. Terlikowską. Tym razem nie a propos aborcji, in vitro czy feministkom. Całkiem nowy, jak dla niej, temat. Wręcz nowatorski... Rzecz dotyczy kalendarzy, temat jak najbardziej aktualny, bo przecież mamy nowy rok i trzeba nam kalendarze na ścianach powymieniać. Wybór mamy zazwyczaj bogaty, producenci prześcigają się w pomysłach i zalewają nimi księgarnie. Podobno już w tym roku nie są modne zwierzaki typu koty, psy, konie czy ptaki. Nawet nie są modne cudowne, jak z bajki, krajobrazy.

  Pani Terlikowska zdaje się być nawet zdziwiona faktem, że nie są już modne nawet kalendarze z roznegliżowanymi laskami, na co pewnie byłaby w stanie jeszcze przymknąć oko. Bo kobieta z natury piękną istotą jest, nawet jeśli z lekka golizną emanuje. Pani Terlikowska jest oburzona, bo coraz częściej te roznegliżowane modelki zastępują roznegliżowani faceci, muskularni sportowcy i o nie mniej pięknych ciałach strażacy. Jeszcze bardziej denerwują ją kalendarze z nieumięśnionymi wielbicielami zwierząt. A już najgorsze, co może być, to fakt, że sprzedaż tych kalendarzy wiąże się przeważnie z jakąś fundacją na rzecz. Te gołe klaty facetów strasznie gorszą Panią Małgosię, bo jej się to kojarzy z promocją..., homoseksualizmu (sic!) Czytałem ten fragment dwa razy, bo nie mogłem uwierzyć w takie skojarzenia. Wynika z nich to, że facet z gołą klatą publicznie, to już na pewno ma coś wspólnego z homoseksualizmem. Ale Pani Małgosia ma świetny pomysł. Zamiast tych z gołymi klatami lepiej zdałoby się kupić kalendarz ze świętymi, np. św. Jozefem... Bo to wzór prawdziwego mężczyzny. Jeśli do tego dodać np. takiego grubaska, św. Tomasza z Akwinu – przyznam mojej ulubienicy rację. Żaden homoseksualny typ, takiego kalendarza nie kupi i nie będzie się niezdrowo podniecał. Pozostaje nieodgadnione pytanie, kto w ogóle kupi taki kalendarz?

  To pytanie ma ścisły związek z drugim tematem mojej notki. Otóż tego samego dnia czytam inny artykuł o tym, że w Polsce 40% obywateli deklaruje cotygodniową obecność na mszy świętej a 16% przyjmuje Komunię Święta. Autor aż pieje z zachwytu, bo ta liczba utrzymuje się tak gdzieś od 2008 roku i tylko nieznacznie się zmniejsza. Mnie ten zachwyt nie dziwi, wszak Fronda.pl słynie z tego, że z pogrzebu zrobi wesele, lub na odwrót..., wesele zrobi z pogrzebu (ten nonsens jest zamierzony). Bo ta sama agencja, która podaje te dane, uznaje, że w Polsce jest wciąż 95% katolików. Niestety nikt nie chce powiedzieć, gdzie się podziało owe brakujące 55%, choć jednocześnie podkreśla się, że to wciąż najbardziej liczna grupa Polaków zjednoczonych wspólną ideologią. Tu też mam wątpliwości. Bo jeśli przyjąć, że wyborców PiS jest tak około 20% obywateli, to coś z ta wspólnotą jest nie tak. Łączy ich wiara, dzieli sympatia polityczna, i to pół na pół.

  I jeszcze w związku z tym artykułem. Jeden z komentujących, o nicku clatron (nie mylić z klatą) stwierdza autorytatywnie: „Dlatego uderzanie w Kościół jest tak naprawdę uderzeniem w Polskę. Widzimy to na przykładzie ogłupionej zachodniej Europy gdzie zwalczanie Kościoła i religii katolickiej jest ściśle związane z wrogą działalnością proislamską.” Jeszcze do niedawna tą wrogą działalnością była prożydowska masoneria, ale mniejsza o szczegóły. Dla fanatycznych katolików każdy wróg jest dobry. Dodaje na koniec: „Dlatego ateiści i lewaccy podszyci agenci bez honoru niech się opamiętają, bo występują przeciwko naszej kulturze i cywilizacji dając siłę wrogiej cywilizacji i wrogim siłom.” I w tym miejscu ogrania mnie zdumienie. Bo jakoś w żaden sposób nie mogę pokojarzyć ateizmu i lewackości z popieraniem islamu. Ateizm stoi w opozycji do każdej religii, nawet New Age czy scjentologii. Coś się temu katolikowi mocno w mózgownicy pomieszało z tej nienawiści do innego.

piątek, 1 stycznia 2016

Apokalipsa



  Ciekawe jakbyś, mój drogi Czytelniku, określił kogoś, kto chciałby Ci z premedytacją zepsuć Sylwestra? Tylko proszę bez wulgaryzmów i zbyt drastycznych obelg. Mnie chciano zepsuć go w ten dzień dwa razy. Chyba tylko wrodzone opanowanie ustrzegło mnie przed zawałem. Ale po kolei...

  Jako, że nie mam specjalnych obowiązków wstaję stosunkowo późno. Tak między ósmą a ósmą trzydzieści. Jak koty pozwolą to jeszcze kwadrans później. Tego dnia pozwoliły więcej, pewnie mając na uwadze, że w sylwestrową noc będę chciał się położyć spać jeszcze później niż zwykle. Obudziłem się o dziewiątej zdziwiony, że Nora szczeka, bo ona też ma na względzie moje dobro i do południa szanuje moje zamiłowanie do ciszy. Zaglądam przez okna, a tu się pcha ksiądz po kolędzie. Powiem szczerze, że nie rozumiem. Od kilku lat za każdym razem grzecznie odmawiam, za każdym razem ksiądz coś sobie tam w kajeciku odnotowuje i..., w kolejnym roku znów się wszystko powtarza. Przecież ten ministrant, mieszkaniec tej samej wsi, w której i ja mieszkam, też dobrze wie, że do kościoła nie chodzę, do komunii św. nie przystępuję, i kolędy nie przyjmuję. Ale ksiądz się uparł, jak nie przymierając Rus na rower. Wytrwały jest. Ja też.

  Może to taka gra – kto kogo? Nieważne, jeszcze mi humoru do końca nie zepsuł. Za to wczesnym wieczorem czytam sobie na moim ulubionym portalu Fronda.pl artykuł1 z hiobową wieścią. Będzie straszliwy koniec świata – apokalipsa. Przecież to trzeba być chorym, aby akurat w taki dzień, taki materiał publikować. A jednak, jako dobry ateista, ja mu wybaczam, sam widać chory jestem, skoro zdecydowałem się przeczytać. A tam straszne rzeczy: „Przyjdzie [Jezus – dopisek mój] na ten przeładowany grzechem glob ziemski z przerażającym wyciem grzmotów. Przyjdzie w mroźną noc zimową. Gwałtownie wzmagające się wiatry poprzedzą wielkie zamieszanie na ziemi, która drżeć będzie na skutek gwałtownych wstrząsów. Błyskawice i pioruny z ognistych chmur będą zapalać i obracać w popiół wszystko, co miało związek z grzechem i cokolwiek było nim zagrożone lub spodlone. To wszystko będzie zniszczone. Powietrze będzie przesycone dymiącymi gazami. Duszące dymy oraz podmuchy trąb powietrznych będą zmiatać i niszczyć wszystko.”

  Raz w życiu widziałem burzę w środku zimy, więc wszystko możliwe. Na domiar złego dziś wieje, a w tym kraju trwa straszliwe zamieszanie polityczne. I wszędzie grzechu pełno, a gdzieś około północy pewnie było go jeszcze więcej. Z pieca mi też dziwnie kopci i dymi, bo przegapiłem ostatnią wizytę kominiarzy. I jest mroźno. Wszystko się zgadza. Strach się bać. Nawet zacząłem się zastanawiać, czy wobec takich faktów, na które wcześniej nie zwróciłem uwagi, nie lepiej było tego księdza po kolędzie przyjąć? Na szczęście uspokoił mnie dalszy ciąg artykułu. I nie dlatego, że autor chciał mnie uspokoić, a dlatego, że przerażające wizje tej apokalipsy są jeszcze bardziej drastyczne. Po prostu przesadził i już wiem, że albo miał gorączkę, albo pisał pod wpływem. Zdrowy, trzeźwy człowiek by tego nie wymyślił. Będą wojny z trzema liniami frontu, i choć te wojny tylko w Europie i tak zginie jedna trzecia ludności świata, więcej niż w obu wojnach światowych razem wziętych. Pierwsza bomba wpadnie do kościoła, na szczęście nie na kościół, do którego czasami zaglądam. A główna kwatera wojsk będzie gdzieś koło Bonn, tylko nie wiadomo czyich wojsk. Czołgami będą kierować zwisające ciała ludzi z czarnymi (sic!) twarzami. I będzie powódź, i tylko Szkocja ocaleje (ta to ma szczęście). Augsburg też nie odczuje skutków wojny.

  Ale spokojnie, bo po kilku latach tej apokalipsy przyjdą złote czasy, tylko ja się zastanawiam, gdzie w końcu ten koniec świata, skoro mają nadejść te złote czasy na ziemi? Gdy tylko po lekturze tych strasznych opisów już złapałem oddech, postanowiłem poznać autora tej wizji. Okazało się, że to nie kto inny jak święty ojciec Pio z zakonu kapucynów. 

  Myślicie, że to koniec? Dwie godziny przed północą ukazał się kolejny artykuł2 na tym samym portalu, którego autor się nawet nie podpisał. Nie musiał, bo to obszerne fragmenty „Apokalipsy wg. św. Jana”. Zdecydowanie inne w szczegółach niż te majaki ojca Pio, co nie znaczy, że i te już za za majki nie uważam. Tylko, że ojciec Pio żył w XX wieku, a św. Jan od Apokalipsy blisko dwa tysiąclecia wcześniej. Ten drugi jakby bardziej usprawiedliwiony. Tak sobie myślę, że Fronda.pl chce koniecznie wywołać paniczny strach wśród czytelników. Bojący się wierny, to dobry wierny. Sarkastycznie – PiS przy władzy, to może się i uda?
 
1 - http://www.fronda.pl/a/oto-wizja-ojca-pio-dotyczaca-konca-swiata,63170.html
2 - http://www.fronda.pl/a/nie-zwlekaj-bo-bedzie-za-pozno-czytaj-apokalipse,63185.html