Do
napisania tej notki skłoniło mnie przemówienie ministra kultury, prof. Piotra
Glińskiego, podczas inauguracji Europejskiej Stolicy Kultury i treści szeregu
artykułów z tym związanych. Rzecz w tym, że w swoim wystąpieniu, celowo pominę
nieszczęsną wypowiedź o polskiej demokracji, dało się wyczuć marzenie profesora
o powrocie do chrześcijańskiej Europy, chyba z czasów średniowiecza. Ściślej,
jemu się marzy rechrystianizacja.
Nie tylko
jemu, bo często słyszy się głosy o powrocie do chrześcijańskich korzeni, bo te
są podobno najtrwalsze i najbogatsze. Bez chrześcijaństwa nie byłoby postępu,
nie byłoby rozkwitu kultury, ba, wciąż tkwilibyśmy w mrokach pogaństwa i jego
zabobonów. Bez niego nie byłoby tak rozwiniętej filozofii o moralności i etyce
nie wspominając. Bez chrześcijaństwa nie byłoby uniwersytetów i powszechnej
edukacji. Tu nadmienię, że w mojej ocenie, jest w tym coś racji, choć są to
opinie konia z klapkami na oczach, ciągnącego na nowoczesnej autostradzie
furmankę ze stertą siana.
Jeśli już
odnosimy się do chrześcijaństwa i jego roli w kształtowaniu się Europy i
świata, „powinno być to odniesienie pełne i wielowymiarowe.”1 Bo ta
Europa kształtowała się nie tylko dzięki chrześcijaństwu, ale w znaczniej
mierze w opozycji do niego. Jej, Europy, największy rozkwit kulturalny, naukowy
i filozoficzny rozwijał się na tle konfliktów między religiami i konfliktów z
religią. I nie można zapomnieć o jeszcze jednym, jakże ważnym aspekcie.
Renesans to odniesienie do starożytności, i czy tego chcemy czy nie, nie wolno
nam zapominać o zdobyczach kulturalnych tego okresu, o wpływach starożytności
na naszą świadomość, a które tak długo i dość skutecznie chrześcijaństwo
chciało zepchnąć w niebyt, choć częścią zasług tego okresu świadomie
zawładnęło.
W
wielowymiarowym odniesieniu do chrześcijaństwa nie wolno nam zapomnieć o
sposobach, jakimi ta religia się posługiwała, „krzewiąc” swoje idee.
Najczęstszymi były nie zawsze czyste knowania polityczne i wojny. Ekspansja
wiary poprzez miecz i morze krwi. Do tego rodzące się niemal każdego wieku
herezje i schizmy. Jeśli mi wolno odwołać się do chrześcijan, to zapytam
przekornie, gdzie w tym wszystkim były prawdziwe nauki Chrystusa? Jeśli jest
gdzieś tam w mitycznym Niebie, pewnie rwie sobie w beznadziejnej rozpaczy
włosy, z powodu tego, do czego ta Jego mesjańskość doprowadziła. I nie ma tu
żadnego znaczenia, że laicyzm, w odstąpieniu od „prawd wiary” popełniał podobne
błędy. Jest wręcz gorzej, bo laicyzm uczy się na własnych błędach,
chrześcijaństwu przychodzi to znacznie trudniej.
W moim odczuciu,
odwoływanie się do wartości chrześcijańskich to nic innego jak nawoływanie do
ksenofobi, braku tolerancji, dyskwalifikacji wartości jednostek (osobowości
człowieka) i sprzeciw wobec humanizmowi. Laicyzacja, choć nie wolna od błędów, gdyż
trudno, aby ich nie było, jest jedyną drogą do rozkwitu człowieczeństwa,
rozwoju kultury i nauki. Ona chroni nas przed niebezpiecznymi meandrami schizm
i waśni religijnych, które hamują skutecznie wszelki postęp. Jeśli już ktoś
musi opierać swoje życie na wierze, bo inaczej nie znajduje sensu życia, niech
wierzy. Tylko, że posłużę się zawołaniem wierzących, na Boga!, niech to się
dzieje w sferze stricte prywatnej,
bez konieczności narzucania tego sensu innym i to zarówno w odniesieniu do
moralności jak i prawa. Jeśli tak chętnie odwołujemy się do „wolnej woli”,
pojęcia, którego w żaden sposób uzasadnić się nie da, niechże to odwołanie
będzie konsekwentne. Masz „wolną wolę” daj ją mieć innym.
Laicyzacji
zarzuca się dziś przede wszystkim pustoszenie kościołów, określa się ja mianem
cywilizacji śmierci. Zacznę od owej śmierci. Jeszcze długo po II wojnie
światowej Watykan sprzyjał największym zbrodniarzom wojennym, organizując im
kanały przerzutów z Europy w te części świata, gdzie nie groziła im
odpowiedzialność za swoje zbrodnie. Jeszcze pod koniec XX wieku wiara stała się
przyczyną wojen np. w Jugosławii czy rzezi tysiąca niewinnych ludzi w Afryce
(patrz wydarzenia w Rwandzie). Wprawdzie nie chrześcijanizm, ale islam, religia
tego samego Boga, grozi dziś aktami krwawego terroru. Za puste kościoły w
Zachodniej Europie nie jest odpowiedzialny laicyzm, ale amoralne postępki
samych kapłanów (pedofilia i homoseksualizm).
Ktoś może
mi zarzucić tendencyjność ocen. Ja nie przeczę, ba, ją potwierdzam. Wynika ona
z larum, jakie podnosi się w obronie wartości chrześcijańskich z kompletnym
wyłączeniem tych aspektów, o których wspominam w notce.
Przypisy:
1 – cytat z http://antymatrix.blog.polityka.pl/2016/01/18/wroclaw-2016-spotkanie-kultur-czy-krucjata/?nocheck=1