Ubawił mnie „list” Romana Giertych do posła
Pięty, który niefrasobliwie przyznał się na portalu niezależn.pl, że
interweniował u komornika w sprawie swojej kochanki, gdy ten chciał „położyć
lapę” na jej mieszkaniu. Istotny fragment tego listu: „(...)
interweniował Pan jako poseł na rzecz tej koleżanki ściganej przez bezdusznego
komornika. Tym samym dokonał Pan czynu szlachetnego (...) Art.228 kk mówi, że działanie funkcjonariusza publicznego
(a takim działaniem funkcjonariusza jest bez wątpienia interwencja poselska)
powiązane z korzyścią osobistą (a tu doktryna mówi wyraźnie, że jest nią również
seks) to przestępstwo. (...) mam nadzieję, że teraz sam Pan napisze
interpelację do Ziobry, aby szybko wszczął postępowanie w tej sprawie”1. Ale ja już do tej historii nie będę wracał.
Pseł Pięta wyraźnie się pogubił publicznie wskazując na popełnienie przestępstwa
przez siebie. Interesujące jest coś innego.
Okazuje się, że nie tylko posłowie
katoprawicy są tak mało rozgarnięci. Pewien ksiądz pisze, że jego kolega
(którego nazwiska na szczęście nie wymienia) na plebani zatrudnia dwie osoby na
umowę wolontariacką - cokolwiek miałoby to znaczyć. Sprzątanie plebanii, nie
jest może dziełem, ale przecież nie będzie płacił wszystkich składek. Czasami
daje im jakąś ofiarę w kopercie, co w moim odczucie nadaje się na donos inspektorom
śledczym Urzędu Skarbowego. W Polsce nie wolno zatrudniać na czarno, nawet
jeśli się to nazywa wolontariat za (niepustą) kopertę. Tu od razu uspokoję, aż
tak nie nienawidzę Kościoła, abym brał się z miejsca za pisanie tego donosu.
Nie mam też zamiary krzyczeć, że tenże Kościół jest tak pazerny na kasę, że
gotów jest iść na układy nawet z diabłem, by zaoszczędzić kilka srebrników na
podatku od wynagrodzeń, czy składce ZUS-owskiej czyniącym posługę pracy w tej Instytucji. Jestem gotów uznać, że ludzie (wierni) pracują tam z dobrej i nieprzymuszonej
woli na chwałę Pana, choć gdy Rada Kościelna przyszła mnie przywołać do
porządku w sprawie porządków w kościele, miałem lekkie wątpliwości. Jednak nie
będę aż tak drobiazgowy. Te kilka złotych w kopercie podratuje nie jedną biedną rodzinę.
Rodzi się jednak dylemat – kiedy te kilka złotych traci znamiona drobnego
wyrazu wdzięczności, a kiedy jest do przyjęcia? Jeśli taki ksiądz proboszcz zatrudnia organistę, gosposię
na plebani oraz kilkanaście osób do sprzątania Kościoła, owe drobne „co łaska” czy „Bóg zapłać” już chyba takie drobne nie jest, a w dodatku to jednak praca na
czarno, skoro coś daje. Coś, co się nazywa pieniądze.
Może to wydawać się dziwne, ale jeśli w
naszym kraju wciąż króluje homo sovieticus, to przede wszystkim w polskim
Kościele. Jeśli ja płacę takiemu kurierowi za przywóz, wniesienie i ustawienie
lodówki, co miało miejsce w ubiegłym tygodniu, to nie do kieszeni, a poprzez
fakturę, na której te czynności są wyszczególnione. Jeśli idę sąsiadce naprawić
kontakt lub doprowadzić laptop do użytku, robię to faktycznie tylko za Bóg zapłać, no, czasami za filiżankę
pachnącej kawy, ale o żadnej kasie nie ma mowy (wartość kawy nie podlega
opodatkowaniu). Podobnie, gdy raz w tygodniu poświęcam dwie godziny w wiejskiej
bibliotece na szkolenie młodych szachistów, lub dwa razy w miesiącu, w DPS umilam czas pensjonariuszom, to ma to charakter czystego
wolontariatu – młodzi nie płacą nic, ani ja nic za te zajęcia nie dostaję. Tymczasem
u nas wciąż panuje przekonanie, że „z
rączki do rączki” to przecież nic złego, skoro przykład idzie również z Instytucji
moralnie poprawnej i tą moralnością epatującą. Aby mnie ktoś znów nie posądził,
że używam sobie tylko na Kościele, takie przypadki istnieją również w innych
instytucjach, choć tam, jeśli sprawa wyjdzie na wierzch, grozi za to surowa kara. Ostatnio nawet miałem taką propozycję od właściciela pewnej knajpy.
Forsy jak lodu, a on mi oferuje robotę na
czarno (sic!). Wróćmy jednak do
tego biednego proboszcza, przy czym ów przymiotnik biedny nie jest wyrażeniem ironicznym, przynajmniej w takiej
parafii jak nasza. Ja mu tam kasy z tacy nie liczę, ale jakiś większy
antyklerykał niż ja, doniósł mi, że on w taką niedzielę to zbierze nawet...
czterysta złotych! Bądźmy szczerzy, znów bez ironii: przecież to bieda z nędzą!
Ale...
Ostatnio papież Franciszek powiedział: „Kto gromadzi bogactwa wyzyskując innych,
korzystając z pracy na czarno, niesprawiedliwych umów jest krwiopijcą,
zniewalającym ludzi, to grzech śmiertelny. (...) Kiedy bogactwo osiąga się na
drodze wyzysku ludzi, to owi bogacze wyzyskują pracę ludzi, którzy stają się
niewolnikam”2. I tu dotykamy istoty problemu. Spytaj hierarchów,
zapytaj wiernych – wszyscy powiedzą bez zająknięcia, że Kościół to jedność –
tylko dlaczego nie ekonomiczna? Tadeusz Rydzyk buduje imperium, wyłudzając od wdów
i starców ostatni grosz, plus setki milionów złotych ze Skarbu Państwa. Abp
Głódź (pseudonim Flaszka) wybudował
sobie pałac pilnie strzeżony przed pospólstwem, nie kalając się żadną pracą
fizyczną. Abp. Dziwisz dorabia wyprzedając podobno święte relikwie po Janie
Pawle II i to wbrew woli tego świętego. Jeszcze inny obwozi się karetą wraz z
ministrem, a zwykły proboszczyna na zadupiu musi się narażać Urzędowi
Skarbowemu, choć tylko hipotetycznie, ale już niehipotetycznie łamiąc prawo, zatrudniając
na czarno, lub za Bóg zapłać - co łaska.
Przypisy:
1 - https://koduj24.pl/roman-giertych-podziwia-posla-piete-ktory-sam-sie-zadenuncjowal/
2 - https://www.deon.pl/religia/serwis-papieski/aktualnosci-papieskie/art,4339,franciszek-wyzyskiwacze-pracownikow-to-krwiopijcy.html?utm_source=deon&utm_medium=link_artykul
1 - https://koduj24.pl/roman-giertych-podziwia-posla-piete-ktory-sam-sie-zadenuncjowal/
2 - https://www.deon.pl/religia/serwis-papieski/aktualnosci-papieskie/art,4339,franciszek-wyzyskiwacze-pracownikow-to-krwiopijcy.html?utm_source=deon&utm_medium=link_artykul


