Moje motto na
2022 rok (no, prawie moje): „Dlatego znoszę
ten Kościół, dopóki lepszego nie zobaczę; Kościół nasz zmuszony jest znosić
także i mnie, dopóki sam lepszym się nie stanę”. Erazm z Rotterdamu.
Wspólnota Kościoła, rozumiejąca siebie jako wypełnienie dziejów i misji ma cztery zasadnicze cechy, sformułowane w Nicejsko-konstantynopolitańskim wyznaniu wiary: jedność, świętość, powszechność i apostolskość – to za ciocią Wiki. Św. Ireneusz z Lyonu w dziele „Przeciw herezjom” napisał tak: „Skoro Kościół otrzymał tę naukę i tę wiarę, jak to powiedzieliśmy, rozprzestrzeniony po całym świecie troskliwie jej strzeże, jakby zamieszkując w jednym domu; podobnie też wierzy, jakby miał jedną duszę i jedno serce, zgodnie to głosi, naucza tego i przekazuje, jakby miał jedne usta [też za Wiki]”. A teraz wytłumaczcie mi, dlaczego jeśli ja, autor tego bloga, gdy napiszę Święty Kościół Katolicki, budzi to oburzenie i podejrzenie, że źle Kościołowi życzę?
Czytam na
katolickim portalu: „Wyznając każdej
niedzieli swą wiarę mówimy: „Wierzę w jeden, święty, powszechny i apostolski
Kościół... Czym zatem jest Kościół? Kto tworzy Kościół? Pytania te nurtują nie
tylko wierzących. Stają się też powodem wielu nieporozumień i niepokojów
człowieka”1. I dalej formalne już
wyjaśnienie:
„KKK 750: Wiara, że Kościół jest „święty” i „powszechny” (katolicki)
oraz że jest „jeden” i „apostolski”, jest nieodłączna od wiary w Boga Ojca,
Syna i Ducha Świętego (...)”;
„KKK 754: Kościół jest owczarnią, której jedyną i konieczną bramą
jest Chrystus. Jest trzodą, której sam Bóg zapowiedział, że będzie jej
pasterzem, i której owce, chociaż rządzone przez pasterzy - ludzi, są jednak
nieustannie prowadzone i karmione przez samego Chrystusa, Dobrego Pasterza i
Księcia pasterzy, który oddał swoje życie za owce”.
Skupię na tej „owczarni”, określenie,
które mi się nigdy nie podobało, nawet gdy jeszcze byłem wierzącym. Ono
sugeruje, że wierzący są jak barany i owce, zaś ów „baran” był i jest do tej
pory określeniem obraźliwym. Ale sobie daruję, widać wierzącym to nie
przeszkadza, skoro sami siebie bardzo często nazywają Kościołem ludzi
grzesznych. Na portalu Opoka są obszerne fragmenty książki „Święty Kościół
grzesznych ludzi” ks. Jana Kracika, w której czytam: „Dzieje chrześcijaństwa to przecież nie tylko historia wielkich świętych
i wielkich grzeszników, historia męczenników i skandali, obrony i deptania praw
człowieka, nawróceń i odstępstw, głoszenia wiary i przymuszania do niej,
jedności i rozłamów, autentycznej żarliwości religijnej i fanatyzmu,
opatrywania i zadawania ran, szczerej pobożności i płytkiej dewocji, miłości
bliźniego i jej namiastek”2. I
znów zapytam, co jest z Wami wierzącymi nie tak, że gdy ja o tym piszę, od razu
otrzymuję przydomek nienawidzącego Kościoła i wierzących?
Ksiądz Tischner powiedział kiedyś, że nie traci się wiary przez czytanie Kapitału Marksa (ironicznie i samochwalczo dodam od siebie – również mojego blogu), ale często się zdarza, że przyczyną utraty wiary jest zły proboszcz. Joanna Święcicka już w 2011 roku pisała: „Sądzę, że to my, wierni świeccy, w dużej mierze jesteśmy odpowiedzialni za narastające problemy naszego Kościoła. Bo w jakimś sensie pozostawiliśmy biskupów samym sobie. Pozwoliliśmy, by popełniali błędy i tracili kontakt z potrzebami wiernych. (...) Również gdy działy się rzeczy złe, takie jak sprawa biskupa Paetza, Wielgusa czy sprawy związane z molestowaniem nieletnich, głos świeckich był zbyt cichy”3. Tymczasem, gdy ja napiszę, że wierzący są współodpowiedzialni za dzisiejszy stan Kościoła w Polsce, nie tylko w kwestii wynaturzeń seksualnych, ale za wszystkie przewiny kleru ze szczególnym wskazaniem na szerzenie nienawiści i ksenofobii, okazuje się, że mną kieruje nienawiść do tego Kościoła i do tego kleru. O tyle jest to dla mnie niezrozumiałe, że niczego nie zmyślam, opieram się na tekstach napisanych lub powiedzianych przez konkretnych ludzi w konkretnych sytuacjach.
Mogę się mylić, ale mam na to swoją odpowiedź. Dziś wierzący (czytaj: owieczki) nie potrafią inaczej. Chcą być potulne w przekonaniu, że to ich zwalnia od wszelkiej odpowiedzialności. Gdzieś tam w ich Kościele dzieje się źle, ale co ich to może obchodzić? Ale niech ktoś obcy, a nie daj Panie Boże ateista, powie prawdę w oczy..., od razu obraza uczuć religijnych. Na podorędziu jest jeszcze Bąkiewicz, niech przypierdoli takiemu z liścia, tak po bożemu.
Przypisy:
1 - https://deon.pl/wiara/pytania-o-wiare/czym-jest-kosciol-kto-tworzy-kosciol,155823
2 - https://opoka.org.pl/biblioteka/T/TH/petrus_2011_sw_kosciol_00.html
3 - https://www.miesiecznik.znak.com.pl/6692011joanna-swiecicka-odpowiedzialnosc-swieckich-za-kryzys-kosciola/