środa, 13 grudnia 2017

Cenzura kobiecości



  „Jestem człowiekiem, nic, co ludzkie, nie jest mi obce” tak podobno pisał Terencjusz, choć jak się przypuszcza, użył tych słów w formie ironicznej. Mimo wszystko słowa stały się dość powszechne, a dziś niewielu pamięta kto i po co je powiedział, więc nabrały nowego, bardziej użytkowego sensu. Jest jedn szkopuł, religie, szczególnie te chrześcijańskie, mają z tym stwierdzeniem poważny problem. Niby jest ok, niby można mówić o wszystkim, a jednak są sfery, gdzie nie jest to tak klarowne.

  Katolicki portal Deon.pl opublikował artykuł „Maryja to kobieta. Jaka była naprawdę?”1, będący przedrukiem z jakiegoś amerykańskiego pisma, autorstwa Michael S. Neubeck, nauczyciela jezuickiego liceum Uniwersytetu Marquette w Milwaukee. Rzecz dotyczy niepokalanego poczęcia Matki boskiej i bezgrzeszności w jej doczesnym życiu. W końcu powiła syna jako panna i nikt z wierzących nie ma wątpliwości, że to poczęcie odbyło się bez grzechu związanego z seksualnością. Brzemienną była za sprawą Ducha Świętego. Ale ja nie o wyjątkowym, jak na rodzaj ludzki, dzieworództwie.  Ani mnie to parzy, ani ziębi, jeśli ktoś chce wierzyć w ten jedyny przypadek narodzin człowieka bez udziału mężczyzny w akcie miłosnego zespolenia. Bardziej zdumiewa mnie to przekonanie, że święta Rodzina, jest uznawana za świętą, dlatego, że do miłosnych igraszek między małżonkami nigdy podobno nie dochodziło. Nawet to, że Józef był stary, choć według mnie nie aż tak stary, aby był obojętny na wdzięki Maryi. A że Maryja była piękną i powabną kobietą, nie ulega wątpliwości. Tak ja wszyscy malują i tak ją chcą widzieć.

  Właśnie o to malowanie poszło, choć nie o te, z którymi mamy do czynienia na jarmarkach i odpustach, a i tam bywa przedstawiana jako piękna, i z pięknym biustem. Katolicki portal Deon.pl przedstawił trzy obrazy Maryi. Ja przedstawię tylko dwa, trzeciego nie będzie, gdyż wspomniany portal go usunął, o czym poniżej:

Alice Havers, 'A Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu' (Fot. Wikimedia Commons)

Dante Gabriel Rossetti "Zwiastowanie"


  Prawda, że piękne, szczególnie ten pierwszy, choć gusta bywają różne? Zapytam prowokacyjnie męską część moich Czytelników, choć odpowiedzi nie oczekuję, czy Ona nie jest powabna? Był też piękny obraz E. Muncha „Madonna”2, ale za sprawą zgorszonych katolików został z artykułu usunięty (sic!). Okazało się bowiem, że choć Matka boska była człowiekiem, nie ma prawa do człowieczeństwa ani kobiecości, przynajmniej w Polsce, przynajmniej w sztuce przez duże „S”, bo ważniejsza od kobiecości staje się obraza uczuć religijnych. Ja to wieszczyłem od początku powstania tego kuriozum, teraz mamy tego przykład. Matka boska nie ma prawa do bycia kobietą, jedynym jej prawem jest bycie matką z jednoznacznym wyzbyciem się prawa do bycia babcią. Ja wyznam, że mam pełen szacunek do pojęcia „świętej rodziny”, ale bądźmy szczerzy, ta dziwna świętość a priori wyklucza zwykłą ludzką rodzinę. Ani św. Józef nie pretenduje do miana ojca rodziny, ani Matka boska do roli prawdziwej żony, więc mierzi mnie, gdy daję się taką Rodzinę za przykład do naśladowania. Dodam też, że nie roszczę sobie żadnych pretensji do przedstawiania Matki bożej, nazwijmy to w intymnej sytuacji, ale jeśli się ktoś na to zdobył i ma taką artystyczną wizję, nie widzę żadnego problemu.

  Jeszcze bardziej niż E. Munch naraziła się pewna zakonnica ze zgromadzenia dominikanek, Lucia Caram, która zasugerowała, że Maryja po narodzinach Jezusa uprawiała seks z Józefem, gdyż odmawianie sobie czegoś, co zasługuje na błogosławieństwo jest nienormalne3. Księża nie chcą mówić o tajemnicach alkowy Matki boskiej, ale nie mają żadnych skrupułów żądać jej opisów w stosunku do normalnych rodzin, ba! stawiają małżonkom wymagania w temacie współżycia.
W Radiu Maryja padło dziwne pytanie: „Czy małżeński seks bez wchodzenia w kobietę jest grzechem?”. Okazało się, że i owszem, to grzech, i to ciężki (sic!) Jeśli Kościół uznaje, że Maryja była zawsze dziewicą, na temat czego nie powinno się polemizować, to mamy tutaj klasyczny przykład, że świętość wyklucza człowieczeństwo, więc nie rozumiem dlaczego ją się propaguje. Jeśli Święta Rodzina ma być świętą, nich sobie jest, tylko nie stawiajmy jej jako przykładu do naśladowania, bo ludzkość prędzej wymrze niż przez stosowanie wszelkiej dostępnej (i zakazanej) antykoncepcji i aborcji na życzenie razem wziętych.




piątek, 1 grudnia 2017

Doskonałość (z dedykacją dla Mirka)



  Wierzę w przypadki, choć nie wierzę w cuda. Tak się złożyło, że czytam dość interesującą książkę i jednocześnie na jednym z zaprzyjaźnionych blogów pojawia się w tym samym czasie notka, po części związana z treścią książki. Cudu jednak nie ma, bo moje zainteresowania literaturą pokrywają się z treścią zaprzyjaźnionego bloga. Prędzej, czy później, do takiej zbieżności musiało dojść.

  Pojawił się bowiem problem miłości i sprawiedliwości bożej oraz wolnej woli w kontekście dochodzenia do doskonałości. Tylko nikt mi nie chce wytłumaczyć czym ma być i na czym ma polegać ta doskonałość. Mój oponent twierdzi, że ma polegać na zbliżeniu się do doskonałości Boga, paradoksalnie takiej, której nikt nie ogarnia, której nikt nie może sprecyzować, ani nawet sobie jej wyobrazić. Jak w takim przypadku odnieść naszą doskonałość do tej niewiadomej? Nie znajdziemy jej nawet w Biblii, bo trzeba by wybierać między doskonałością Boga, który skazuje naród egipski na cierpienie z powodu zatwardziałości serca Faraona, które celowo czyni zatwardziałym tenże Bóg, a między Jezusem, synem tego Boga w Trójcy jednym, który umiera za nasze grzechy i obiecuje nam zbawienie, jeśli w taką wersję Jego śmierci uwierzymy. Jeśli nie, czeka nas wieczne potępienie.

  Darujmy sobie opowieści sprzed dwóch i więcej tysięcy lat, przyjrzyjmy się historii sprzed bez mała osiemdziesięciu, kiedy to w Auschwitz gnie w okrutny sposób kilka milionów niczemu niewinnych ludzi, dzieci nie wyłączając. Zazwyczaj odpowiada się, że Auschwitz było funkcją wolnej woli i lepiej, że Bóg nie stworzył nas marionetkami. Jest z tą wolną wolą pewien istotny szkopuł, trudno bowiem zrozumieć, dlaczego wolna wola Hitlera, Himmlera czy Goebbelsa była ważniejsza niż wolna wola niczemu niewinnych małych dzieci? Tego nie da się pogodzić z rzekomą sprawiedliwością i miłością Boga do ludzi. Czy na takiej doskonałości mamy wzorować naszą, ludzką? Ironicznie: kocham cię moja miła, ale nie zrobię nic, jeśli ktoś będzie chciał cię skrzywdzić. Masz wolną wolę i broń się sama, bo napastnicy też mają wolną wolę cię zgwałcić. Wiedz, że ja i tak będę cię kochał.
 
  Było kilka prób „usprawiedliwienia milczenia” Boga na tę straszną zbrodnię. Zacznijmy od tej wolnej woli, bo skoro ją nam dał, nie mógł się „wtrącać”. To jednak dowodzi, że ta wolna wola, w takim kontekście okazała się marnym wynalazkiem, przysparzając ludziom straszliwych cierpień. Jedną z najbardziej kuriozalnych prób wytłumaczenia braku reakcji Boga wymyślił niejaki William Craig (1949): „Jeśli wierzymy, jak ja wierzę, że łaska boska spływa także na tych, którzy umierają w wieku niemowlęcym lub jako małe dzieci, śmierć tych dzieci jest w gruncie rzeczy zbawieniem. Bóg nie wyrządza tym dzieciom zła, zabierając im życie”1 (sic!) Cała niedorzeczność tego argumentu skutkuje tym, że my również nie popełnialibyśmy zła, mordując kogo popadnie. Śmierć naszych ofiar byłaby dla nich zbawieniem. Podobnie kuriozalne wytłumaczenie znalazł Alvin Planting „nieważne jak wiele zła, nieważne jak wiele grzechu i cierpienia zawiera nasz świat, całościowa ilość zła zawsze będzie mniejsza niż dobro wcielone i odkupione, i w ten sposób świat jest bardzo dobry”2 (sic!) Jak to ujął św. Tomasz z Akwinu: „Bóg więc nie chce, by zło się działo, ani nie chce aby zło się nie działo, chce jednak dopuścić, by zło się działo, a to jest dobrem”3. Cóż, należy żałować, że Planting i Craig nie mieli okazji tego pocieszenia przekazać prosto w oczy tym wszystkim, którzy byli gnani do komór gazowych.

  Bądźmy jednak sprawiedliwi, nie tylko chrześcijaństwo ma problem z Auschwitz. Richard Rubinstein, żydowski teolog, rabin, w książce „Po Oświęcimiu” pisze: „Jedynym wnioskiem, jaki bez pogwałcenia poczucia sprawiedliwości można wyciągnąć, jest ten, że teologią judaizmu pooświęcimskiego powinien być ateizm”4. Bóg w Kabale jest przedstawiony jako nieskończone nic. Owa nicość ma dla człowieka ważne konsekwencje. Oznacza, że powinien sam kształtować swój los, nadawać światu sens i brać odpowiedzialność za własne czyny. Inny judaistyczny filozof, Emil Fackenheim uważa, że „na narodzie żydowskim po Auschwitz pozostaje obowiązek przetrwania. Boski system wartości jest podstawą protestu przeciw Bogu, właśnie dlatego, że pozwolił na to, co się stało”5.

  Tylko w kontekście tego jednego tragicznego wydarzenia połowy XX wieku, problem doskonałości, już nie tyle boskiej, ile ludzkiej na ziemi, jest pojęciem kontrowersyjnym w odniesieniu do tej, zupełnie niepoznawalnej u Boga. Chyb, że uznamy, że to wydarzenie należy traktować w kategoriach realnych: „ludzie, ludziom zgotowali ten los”. Ale wtedy ta boska nieodgadniona doskonałość, nie jest nam do niczego potrzebna.


Przypisy:
1 – „Ateizm. Co każdy wiedzieć powinien”, Michael Ruse, Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, Łódź 2016, str. 191;
2 – ibidem str. 192;
3 – ibidem str. 192
4 – za „Żydzi, wiara i życie”, Allan Unterman, Książka i Wiedza, Warszawa 2002, str. 92;
5 – ibidem str. 93



wtorek, 28 listopada 2017

Katoliban w wersji hard




  Nie tak dawno przyznałem się, że kiedyś podjąłem próbę pisania powieści, której fabuła toczyła się w wyimaginowanym autokratycznym państwie, na wskroś przesiąkniętym ideami narodowo-katolickimi. Mój bohater miał to nieszczęście, że w tym kraju się urodził, że został ochrzczony jako niemowlę i zbyt późno się zorientował, w co go pakują. Właśnie zamknięto granice państwa. I napiszę szczerze, jak na spowiedzi, moja fantazja okazuje się zbyt uboga w porównaniu z dzisiejszymi marzycielami o takim właśnie kraju.

  Oto bowiem w świecie, gdzie brutalnie ruguje się Jezusa Chrystusa i Jego ewangelie, z całej przestrzeni metafizycznej (dusz, serc i umysłów), jak i fizycznej, gdzie przed dewastacją pamiątek po chrześcijańskiej przeszłości chroni go resztka tej dawnej kultury, jest kraj, który jako jedyny w obecnym świecie zwraca się ku Jezusowi Chrystusowi, by z pokornie pochylonym czołem otwarcie zadeklarować, iż On ma do niego święte i nigdy niewygasłe prawo. Obywatele tego kraju, jako jedyni na tym świecie, na kolanach, jak należy przed królewskim majestatem, zwracają się do Najwyższego Monarchy, aby Go błagać o królowanie w sercach, rodzinach, parafiach, szkołach i uczelniach, w polskich środkach społecznej komunikacji, urzędach, miejscach pracy, służby i odpoczynku, w polskich miastach i wioskach, w całym narodzie i państwie wyznając wobec nieba i ziemi, że potrzeba im Jego królowania nad całym narodem żyjącym zarówno w granicach Ojczyzny, jak i w diasporze. Dlatego właśnie pragną budować Chrystusowe Królestwo i bronić go w swoim narodzie; dlatego przyrzekają głosić królewską chwałę Syna Bożego!

                                          "Na kolanach z pokornie pochylonym czołem"

  Gdy postchrześcijański świat pokłada się plackiem przed Lucyperem, naród tego kraju wyrzeka się złego ducha i wszystkich spraw jego, przeprasza za wszelkie swoje grzechy, za odwracanie się od wiary świętej i brak miłości względem Boga i bliźnich, a zwłaszcza za narodowe grzechy społeczne oraz wszelkie wady, nałogi i zniewolenia. Gdy postchrześcijański świat pijany demokratycznym paradygmatem usprawiedliwia najohydniejszy gwałt na Bożym porządku stworzenia oraz nadanym mu przez Stwórcę naturalnym prawie, promując koszmarne antyludzkie wynaturzenia i normą czyniąc najszpetniejsze dewiacje, naród polski jako jedyny na świecie zobowiązuje się porządkować całe swoje życie osobiste, rodzinne i narodowe według prawa Bożego, po czym przyrzeka strzec prawości polskich sumień, troszczyć się o świętość polskich rodzin i chrześcijańskie wychowanie ich dzieci oraz czynnie angażować się w życie Kościoła i strzec jego praw. Wielogłosowym unisono wołając: „Króluj nam Chryste!” ten naród dowiódł swej wierności nie tylko Chrystusowi, ale i łacińskiej Christianitatis, czyli takiemu urządzeniu świata, w którym – jak rzecz syntetycznie wyłożył święty Augustyn z Hippony – Bóg jest na pierwszym miejscu i z tego powodu wszystko jest na swoim miejscu.

  Czujesz się znużony mój Czytelniku takimi treściami? Proszę o trochę wytrwałości, ale jeśli i na to Cię nie stać, za co ja, wstrętny ateista, nie będę Cię osądzał, skocz do ostatniego akapitu. Bo ja mam jeszcze do przekazania kilka osobliwych treści. Tak więc kontynuujmy:
„Jedyny Władco państw, narodów i całego stworzenia, Królu królów i Panie panujących! Zawierzamy Ci Państwo Polskie i rządzących Polską. Spraw, aby wszystkie podmioty władzy sprawowały rządy sprawiedliwie i stanowiły prawa zgodne z Prawami Twoimi” – modlił się wraz z hierarchami Prezydent tego narodu. Kto się ośmieli zaprzeczyć, że oto na naszych oczach dokonuje się w kraju poważna przemiana duchowa? Wśród objawów mamy
choćby coraz dłuższych kolejek do konfesjonałów, bo przy konfesjonałach właśnie zaczyna się kontrrewolucja. Wspomnijmy przede wszystkim ponadmilionową armię zbrojną w różaniec, która w październiku stanęła na granicach naszego kraju, by go opasać szczelnym kordonem modlitwy. Wspomnijmy akcję „Sto różańców na stulecie Fatimy” – zainteresowanie publiczną modlitwą na ulicach wielu miast Polski w intencji odnowy moralnej naszego narodu przeszło najśmielsze oczekiwania jej organizatorów. Wspomnijmy wreszcie tegoroczny Marsz Niepodległości, którego oficjalne hasło brzmiało: „My chcemy Boga!”. 

  Oddając się pod panowanie Chrystusa Króla Polska wybrała osamotnienie we współczesnym świecie. Dziś Rzeczpospolita jest tak osamotniona, jak nigdy jeszcze nie była – bardziej niż w roku 1920, bardziej niż w 1939. I nie może być inaczej, albowiem w momencie oddania się w lenno Królowi wszechświata, należy natychmiast wziąć rozbrat z tym światem i porzucić mrzonki o wszelkich aliansach z jego mocarstwami. Polska sama stanie się mocarstwem, „będzie silną potęgą, najsilniejszą nie tylko w Europie, ale na całym świecie, jeśli usłucha wezwania Pana Jezusa” – zapisała Rozalia Celakówna, zastrzegając się z miejsca, iż nie są to jej myśli i słowa – „To mi pokazał Pan Bóg. Ostoją się tylko te państwa, w których będzie Chrystus królował. (...) państwa i narody, które nie poddadzą się pod panowanie słodkiej miłości Jezusowej, zginą bezpowrotnie z powierzchni ziemi i już nigdy nie powstaną”. Zatem, ufni w Opatrzność Boga nad tymi, którzy podążają Jego ścieżkami, powtórzmy wypowiedziane rok temu słowa Aktu Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana.  Nie drżyjcie, nie lękajcie się. Pan, Bóg wasz, który idzie przed wami, będzie za was walczył, podobnie jak uczynił w Egipcie na waszych oczach. Oby więc przesilenie, u progu którego właśnie stoimy, okazało się ozdrowieńcze nie tylko dla naszej Ojczyzny – jeżeli posłuszna będzie woli Chrystusowej (jak z kolei usłyszała z ust Pańskich święta Faustyna Kowalska) – ale też dla Europy i całego świata.

  Ja się przyznaję (znów bez bicia), słowa tej notki, wszystko co w kursywie, nie są moje. A zapewniam, że to tylko skrót wybranych fragmentów. Jeszcze aż tak bardzo nie padło mi na mózg, aby z takimi treściami się utożsamiać. Ich autorem jest mój niekwestionowany idol katolickich portali, Jerzy Wolak, tak, ten sam, o którym pisałem w poprzedniej notce. Ale tym razem to nie są myśli  osamotnionego wilka katolicyzmu, wtórują mu zarówno hierarchowie jak i najważniejsi politycy Najjaśniejszej. Jeśli Cię stać i masz odwagę zmierzyć się z całym tekstem, zajrzyj pod wskazany poniżej link






czwartek, 23 listopada 2017

Agenci Lucyfera



  Miłośnicy muzyki lekkiej, łatwej i przyjemnej, nie wspominając tej heavy-metalowej, mam dla Was złe wieści, gorzej, straszne wieści! Otóż udowodniono już wcześniej, że niewiara w diabła jest najlepszym dowodem na jego istnienie, bo on chce, żeby w niego nie wierzyć. Taka z niego zmyślna bestia. Wymyślić taki majstersztyk logiczny to sztuka godna samego mistrza Lucyfera. Ale jak to się ma do tej muzyki? Już wyjaśniam, no nie do końca ja, ja to wyjaśnienie tylko powielam na swoim blogu.

  Niejaki Jerzy Wolak, gorliwy katolik, który już gościł na moim blogu, tym razem postanowił nam wyjaśnić, jak zgubna jest dla nas, miłośników i słuchaczy, muzyka z gatunku rozrywkowej. Ale uprzedzam, będzie mocno i strasznie. Zaczyna się tak: „Każdy, kto choćby powierzchownie „liznął” temat tak zwanej muzyki rozrywkowej, dostrzeże w całej historii tej dziedziny sztuki rozliczne akcenty piekielne, nawiązania do mrocznych kultów i pogańskich rytuałów, predylekcję do okultystycznych symboli czy ezoterycznej „wiedzy”, słowem: diabeł i ciemne sprawki jego do wyboru, do koloru (choć kolory w zasadzie dominują dwa: czerń i czerwień)”. Samo określnie „muzyka rozrywkowa” pachnie diabłem, bo przecież wywodzi się w znacznej mierze „z pogranicza murzyńskiego folkloru” (sic!) To również sfera estetyki, „wtórna do założeń filozoficznych, które wyraźnie cuchną siarką”. Ta muzyka bowiem wyrasta z ludowej tradycji czarnych niewolników, i tu już nie mogę się powstrzymać od drobnego wtrętu – katolik neguje tradycję! Ale ok, wiadomo, punkt widzenia tradycji zależy od punku siedzenia, więc nie każda tradycja musi być w porządku. Tylko nie bardzo rozumiem, dlaczego J. Wolak przyczepił się do tych czarnych niewolników. Po części tłumaczy to fakt, że większość z nich była wyznania protestanckiego, co nie tyle wynikało z ich potrzeby na taką religię, ile z woli ich panów. Tak jak dziecko nie ma wpływu na to, jakiego wyznania są jego rodzice, tak owi murzyni sami nie mogli decydować o wyborze religii.

  Ja bym temu J. Wolakowi darował, ale on najbardziej przyczepił się do mojego ulubionego bluesa i to w sposób bardziej niż haniebny. Ci „pomarszczeni Afroamerykanie” oparli swoją muzykę na najbardziej diabolicznym instrumencie jaki podsunął człowiekowi diabeł – bęben. (sic!)  Owóż ten bęben za „podstawowe zadanie ma wprowadzić słuchacza w trans. A trans to jeden z odmiennych stanów świadomości. A to już domena demona”. Przyznam, że w tym miejscu lektury tekstu, musiałem włączyć sobie bluesy Muddy Watersa. On nie był pomarszczony, bo miał zbyt pulchną buzię. Włączyłem bo: „wzbudzony rytmicznym łoskotem trans ułatwia transfer wszelkich treści do odrętwiałego serca, ogłupionego mózgu i uśpionej świadomości”. Inaczej tekstu do końca bym nie strawił. A dalej jest równie inspirująco: „Książę Ciemności ma bezpośredni dostęp do duszy każdego człowieka i od nas samych wyłącznie zależy, czy pozwolimy, by Master of Puppets uczynił z nas swoje marionetki. (...) wspomniane powyżej gremia bezsprzecznie istnieją – diabeł bowiem jako wytrawny totalitarysta nie może się przecież oprzeć żądzy szeregowania swoich wyznawców, karcerowania swych ofiar”. Ok, ok, jestem owładnięty tym diabłem, więc pozostawmy tę muzykę pomarszczonych murzynów, którą i tak nie każdy lubi.

  I teraz najważniejsze. Diabeł jest świadom, że są różne upodobania, więc zaczął mieszać również w muzyce łatwiejszej i bielszej (w sensie skóry wykonawców), w dodatku bez zmarszczek. „Kiedy zatem rozpoczął się szatański marsz przez muzykę? W połowie XX stulecia, gdy Lucyfer wyczerpał możliwości trzech swych najwierniejszych żołnierzy: Włodzimierza Iljicza, Adolfa i Józefa Wissarionowicza, a Zachód wciąż trzymał się chrześcijańskiego dziedzictwa przodków. Wtedy sięgnął po piątą kolumnę” (sic!) Kim jest ta piąta kolumna? Jej początkiem byli tacy agenci Lucyfera jak: The Beatles, Elvis Presley, Scott McKenzie, The Eagles, Bob Dylan oraz już bardziej jawni jak: The Rolling, King Crimson, Ozzy Osbourne. Jeśli któryś z tych wykonawców ci się podobał, wiedz, że coś się dzieje..., opętał cię diabeł. Jeszcze dwa cytaty: „Plan Belzebuba jest prosty. (...) Muzyka młodzieżowa od samego swego zarania stanowi wyraz buntu nowego przeciw tradycyjnemu, młodych przeciw starszym. Więcej, jest tego buntu zarzewiem, narzędziem i owocem. A gdzie bunt choćby najsłabiej się tli, tam się demona spodziewajcie”, nic innego, następne pokolenia buntowników muzycznych, to też dzieło Szatana. Na koniec ostateczna diagnoza: „Książę Ciemności odpowiada za stworzenie nowej kategorii socjologicznej – młodzieży, rozumianej jako grupa całkowicie odrębna od pokolenia rodziców, oddzielona odeń barierą kulturową, nieczerpiąca z jego doświadczenia, a wręcz przeciwnie – przekonana o własnej wyższości nad „wapniakami”, pełna pretensji i roszczeń. Gwałtownie domagająca się wyzwolenia z „ucisku” rodziny, Kościoła, cywilizacji. Odpowiednio przygotowana do zbliżenia z Kozłem.”

  Z oczywistych względów musiałem pominąć wiele innych ciekawych kwestii nawiedzonego katolika, Jerzego Wolaka. Szczerze polecam lekturę w całości. Choć ja przez cały czas ryczałem ze śmiechu, naszła mnie jednak na koniec bardzo smutna refleksja. Gdyby ten gość pisał takie teksty na swoim blogu, pewnie bym się tylko uśmiechnął. Ale on je publikuje na dość poczytnym i żywotnym portalu katolickim! Ośmiesza ten Kościół w sposób skandaliczny i bardziej skuteczny, niż by to robiło dziesięciu Dawkinsów. Jeśli się promuje takie głupoty, to mnie nie dziwi postępująca sekularyzacja. Kto z rozsądnych wierzących zechce się identyfikować z takimi oszołomami, namaszczonymi przez Kościół?