Było o feminizmie, więc niejako z rozpędu
będzie o patriarchacie. Komuś obiecałem. Mój dyżurny blogowy oponent, Radek, stwierdził autorytatywnie: „Zestaw nazwany rodziną w konfiguracji
mężczyzna i kobieta rodząca dziecko jest po prostu naturalnym i oczywistym
rodzajem więzi społecznej, nie związanym z żadnym patriarchatem już od dobrych
paru lat. Nie przeczę, że są takie rodziny oparte na nadrzędnej roli mężczyzny,
ale twierdzenie że dąży do tego współczesny konserwatyzm to paranoiczne
urojenie liberałów”1.
Pominę Kościół, dla którego żona choć nie
jest dodatkiem do męża, to jednak jej podstawową rolą w małżeństwie jest służebność
wobec męża i dzieci. Inna sprawa, że taki status żony jest również kreowany
przez środowiska konserwatywne, i tu nie ma się czemu dziwić. W tym miejscu
przypomnę słowa, deklarację Jarosława Kaczyńskiego, który sam nie ma rodziny: „Trwały związek między kobietą
a mężczyzną i dziećmi, które przychodzą na świat, jest czymś
niezwykle cennym w wymiarze naszej cywilizacji chrześcijańskiej, która
niewątpliwie w dziejach świata jest najbardziej życzliwa człowiekowi”.
Cóż, sam z tej życzliwości nie skorzystał, ale przecież nie o to chodzi.
Niemniej to przykład czystej, konserwatywnej hipokryzji.W notce mało miejsca, ale w komentarzach chętnie wyjaśnię tę kwestię.
Oto znalazłem tekst autorstwa Kamila
Kisiela, konserwatysty pełną gębą, redaktora „Myśli Konserwatywnej” z hasłem „Tradycja
ma przyszłość”, i Józefa Jabłońskiego, którego bliżej nie znam, ale skoro się
pod tekstem podpisał... Zacytuję wybrane
fragmenty, które mogą podnieść kobietom niebezpiecznie ciśnienie, ale zaryzykuję:
„Mężczyzna ma przewodzić rodzinie.
Mężczyzna powinien kontrolować domowy budżet. Większość kobiet jest, i to
niestety nie jest stereotypem, rozrzutna i mocniej ulega pokusom współczesnej
reklamie i technikom marketingowym. Mężczyzna powinien rozsądzać spory między
dziećmi. Większość kobiet ma tendencję do prawienia
długich kazań i szantaży emocjonalnych. Mąż, wedle oczywiście ekonomicznych
możliwości, powinien odciągać kobietę od pracy zarobkowej. Bo czyż nie pracą na
cały etat jest trójka dzieci przy jednoczesnej trosce o dom, własną urodę i
męża? Posłuszeństwo żony wobec męża nie ma nic wspólnego z równością wobec
prawa stanowionego. Podkreślamy: najpierw Bóg, potem najpierw maż, potem dzieci, potem dom i dopiero na piątym miejscu praca (ja bym powiedział, na szóstym, bo wcześniej powinno być dbanie o urodę)”2. Dodam, że tekst pochodzi z 2017 roku,
czyli nie z czasów prehistorycznych, a stricte współczesnych. Czyż to nie jest ewidentnie chęć przywrócenia
patriarchatu?
Mnie najbardziej zdumiewa określenie „tradycyjna rodzina”. Ten kto wymyślił
tę frazeologiczną zbitkę słowną, ale i ci, którzy jej dziś używają, pewnie nie
mają pojęcia o czym mówią. Bo ja zapytam: do jakiej tradycji ta rodzina się ma odnosić?
Tu polecam, szczególnie miłośnikom książki tytuły: „Historia żony” Marilyn Yalom:
oraz „Historia rodziny” Jean-Luisa Flandrina:
Po takiej lekturze bez wątpienia czytelnik może dostać wstrętu do tradycji, albo jeśli ma usposobienie sadysty, potraktuje ją jako nieodzowny podręcznik. Wracając do sedna, oczywiście, można owe określenie spłycić tylko do modelu liczbowego rodziny: mąż, żona i dzieci, ale to nie wyjaśnia, kim ma być mąż, kim żona, a już najbardziej niejasna jest ilość tych dzieci w rodzinie. Co się takiego porobiło, że to pojęcie „tradycyjnej rodziny” w jakimś sensie się zdewaluowało? Właściwie nic specjalnego. Od zarania dziejów ludzkości, towarzyszy nam ewolucja na dwóch płaszczyznach: zmieniające się warunki bytowe i społeczne. Tego nie zatrzyma nawet największa tęsknota za wczorajszą tradycją. Westchnienie „drzewiej to było dopiero fajnie” jest tak samo irracjonalne, jak jakakolwiek próba narzucenia ludziom (nawet przez prawo stanowione) iluzji powrotu do tradycyjnej rodziny. Tu trzeba jednak równocześnie dodać – nic nie dzieje się na siłę. Nikt, a już tym bardziej liberalizm czy feminizm, nikomu nie zabrania tworzyć modelu rodziny jaki mu się zamarzy. Choć we współczesnej Europie jest jeden model zabroniony – bigamia3 (też wynikająca z tradycji, choć nie europejskiej).
oraz „Historia rodziny” Jean-Luisa Flandrina:
Po takiej lekturze bez wątpienia czytelnik może dostać wstrętu do tradycji, albo jeśli ma usposobienie sadysty, potraktuje ją jako nieodzowny podręcznik. Wracając do sedna, oczywiście, można owe określenie spłycić tylko do modelu liczbowego rodziny: mąż, żona i dzieci, ale to nie wyjaśnia, kim ma być mąż, kim żona, a już najbardziej niejasna jest ilość tych dzieci w rodzinie. Co się takiego porobiło, że to pojęcie „tradycyjnej rodziny” w jakimś sensie się zdewaluowało? Właściwie nic specjalnego. Od zarania dziejów ludzkości, towarzyszy nam ewolucja na dwóch płaszczyznach: zmieniające się warunki bytowe i społeczne. Tego nie zatrzyma nawet największa tęsknota za wczorajszą tradycją. Westchnienie „drzewiej to było dopiero fajnie” jest tak samo irracjonalne, jak jakakolwiek próba narzucenia ludziom (nawet przez prawo stanowione) iluzji powrotu do tradycyjnej rodziny. Tu trzeba jednak równocześnie dodać – nic nie dzieje się na siłę. Nikt, a już tym bardziej liberalizm czy feminizm, nikomu nie zabrania tworzyć modelu rodziny jaki mu się zamarzy. Choć we współczesnej Europie jest jeden model zabroniony – bigamia3 (też wynikająca z tradycji, choć nie europejskiej).
Właściwie powinienem się odnieść do
argumentów Kościoła na rzecz „tradycyjnej rodziny”, gdyż konserwatyzm opiera
się przede wszystkim na wartościach chrześcijańskich. Miałbym zdecydowanie
więcej przykładów prób przywrócenia patriarchatu, aby podważyć, z kapelusza wyjętą tezę o paranoicznych urojeniach liberałów.
Tylko po co, skoro nasi konserwatywni przywódcy już się zbłaźnili ideą przywrócenia
chrześcijańskich korzeni w zlaicyzowanej Europie. Podobną błazenadą jest
twierdzenie, że są jakieś zewnętrzne i wewnętrzne zagrożenia dla rodziny.
Rodzinie nic nie zagraża, ona ulega przemianom związanym z rozwojem
cywilizacji. Aby tym przemianom zapobiec, trzeba by zrezygnować z jej dobrodziejstw.
A tego konserwatyści nie zaproponują. Za dużo sami mają do stracenia. Materialnie.
Przypisy:
1 – komentarz z 8 marca godz. 18:55 https://antyfronda.blogspot.com/2020/03/iii-wojna-swiatowa-na-dzien-kobiet.html
2 - https://myslkonserwatywna.pl/kisiel-jablonski-bozy-porzadek-w-rodzinie/
2 - https://myslkonserwatywna.pl/kisiel-jablonski-bozy-porzadek-w-rodzinie/
3 - gwoli ścisłości. De
facto bigamia jest możliwa, jeśli związek nie jest zalegalizowany.


