wtorek, 19 maja 2020

Panegiryk ku czci


  Na blogu Zrzędy ledwie wspomniałem o tym wydarzeniu – setna rocznica urodzin Jana Pawła II – i to w kontekście wdzięczności, do której mam bardzo ambiwalentny stosunek. Trzeba też sobie jasno powiedzieć, że dziś narasta ruch odczarowania świętości tej postaci, która to świętość przez wielu wciąż jest uznawana za niepodważalną. W gruncie rzeczy ja się o tą świętość nie będę wykłócał, gdyż nie mam zielonego pojęcia, co przez nią rozumieć. Mam złe skojarzenia, ale o tym cicho, o tym sza...

  Natomiast mam pretensje o cały ten patetyczny blichtr i próbę uczynienia z Jana Pawła II autorytetu moralnego i narodowego. Tak, tak, wyrasta nam powoli na bohatera narodowego. Na potwierdzenie pozwolę sobie przytoczyć kilka przykładów z ostatnich dwóch dni:
- Bogusław Chrobota na łamach Rzeczpospolitej pisze: „Wszystko się skończyło w te straszne dni kwietnia 2005 roku, kiedy odchodził. To była wielka strata dla świata, ale jeszcze większa dla Polaków. Z dnia na dzień, z gasnącymi oczami Karola Wojtyły traciliśmy najlepszego człowieka, jakiego wydała Polska, i autorytet, który pomógł nam przejść przez trudne lata transformacji”1.
- Papież Franciszek podczas mszy z okazji setnej rocznicy urodzin JP II: „Pan nawiedził lud swój. Posłał Pasterza. A jakie są cechy dobrego pasterza, które możemy znaleźć w św. Janie Pawle II? Jest ich wiele, ale powiedzmy chociaż o trzech, bo jak się mawia, jezuici zawsze chętnie mówią o trzech rzeczach: modlitwa, bliskość wobec ludu oraz umiłowanie sprawiedliwości”2.
- Abp Jędraszewski: „Nie możemy zrozumieć go bez Wadowic, które stały się prawdziwym odbiciem Nazaretu. (...) Przy zachowaniu koniecznych i właściwych proporcji zachodzących między Wadowicami a Nazaretem, spróbujmy zatem pojąć życie Karola Wojtyły poprzez tę niezwykłą szkołę, jaką jest jego rodzinne miasto”3.
- Premier Morawiecki: „100 lat temu przyszedł na świat Karol Wojtyła; był ojcem dla naszych pragnień wolności, niepodległości i demokracji”4.
- Prezydent Andrzej Duda: „
Obrońca fundamentalnych wartości moralnych i chrześcijańskiej tożsamości Europy. Zwierzchnik Kościoła katolickiego, odważnie i twórczo wdrażający reformy Soboru Watykańskiego II. Niestrudzony pontifex – budowniczy mostów w świecie trapionym podziałami i konfliktami”5.
- Minister Spraw Zagranicznych Czaputowicz: „Życie i posługa Karola Wojtyły jako człowieka, kapłana, biskupa krakowskiego i wreszcie następcy świętego Piotra to poruszające świadectwo powołania do świętości i prawdziwej miłości Boga i człowieka. Jako duszpasterz kierował swoje orędzie do całego świata. Jako niestrudzony pielgrzym z Dobrą Nowiną docierał do najdalszych zakątków kuli ziemskiej”6.
- już na koniec, chyba najmocniejsze, abp Mokrzycki: „Pokazał, że Kościół to nie instytucja, ale wspólnota ludzi, to my wszyscy ochrzczeni. Uczył nas odpowiedzialności za dobro wspólne, za wiarę, za uświęcenie człowieka, który jest obok nas”7.

  Wszystkie te cytaty cechuje jedno – to są panegiryki. Tu z kolei pozwolę sobie na definicję: „Panegiryk - gatunek literatury stosowanej, uroczysty tekst pochwalny sławiący jakąś osobę, czyn, wydarzenie; pełen przesadnego zachwytu, często o charakterze pochlebczym” (podkreślenia moje). A jak było naprawdę, i co z tej prawdy pozostało? De facto jego „wielkość”, jeśli w ogóle istniała, kończy się już w chwili, gdy zasiadł na Tronie Piotrowym. Autor wielu encyklik, których dziś już nikt prawie nie czyta, jeśli je w ogóle kiedyś ktokolwiek poza hierarchami czytał. Czy jest dziś coś z jego spuścizny, poza kremówkami i rocznicami, co trwale odcisnęłoby się na naszym współczesnym życiu w pozytywnym tego słowa znaczeniu? Tak ciągle silnie podkreślana jedność Kościoła to iluzja. Gdzie ta bliskość wobec ludzi, o której wspomina papież Franciszek? Gdzież wreszcie ta sprawiedliwość i poszanowanie prawdy? Gdzie idee ekumenizmu międzyreligijnego? Co pozostało z jego licznych pielgrzymek po całym świecie poza pomnikomanią? Na dobrą sprawę, nawet to jego umiłowanie modlitwy często przybiera karykaturalny charakter, skoro coraz częściej zdarzają się przypadki stosowania jej przeciw komuś. Gdy wspomnieć dziś o procederze pedofilii i jej ukrywaniu, czy o powstaniu lawendowej mafii w Watykanie, nader często słyszy się argument, że nie wszystko do papieża docierało. Z powodu licznego grona cenzorów, prawdziwe wieści z życia Kościoła nie można było mu przedstawiać. I choć argument jest mocny, wręcz prawdziwy, to tym samym jego autorytet jest bardziej niż wątpliwy. Cóż to bowiem za Pasterz, który nie wie, co się dzieje w owczarni i polega tylko na tym, co mu juhasi (pomocnicy pasterza, bacy) łaskawie doniosą? Ucieknę się do ulubionej ironii: zatroskany nienarodzonymi jagniątkami, nie wiedział, jak mu owi juhasi pokątnie narodzone już owieczki strzygą i bałamucą, a czasami w zboczony sposób wykorzystują.

  Czy jest w ogóle coś, za co Janowi Pawłowi II należy się jakikolwiek blichtr? Zdarza mi się też słyszeć, że Jan Paweł II był ojcem dla naszych pragnień wolności, niepodległości i demokracji (patrz panegiryk Morawieckiego powyżej). I to jest ostatnia z tischnerowskich definicji prawd, po świętej i tyż prawdzie. Papież przyłączył się do naszych pragnień wolności i demokracji, które obudziły się w nas kilka lat wcześniej. Widział w tym szansę dla wzrostu potencjału Kościoła i tu też się pomylił, gdyż ów wzrost okazał się krótkotrwały, a kto wie, czy nie skończy się katastrofą.

  Źle to wygląda, ale jestem otwarty na propozycje...




czwartek, 14 maja 2020

Oślica Balaama – czyli życie konsekrowane


  Świechna mnie zainspirowała. W jednym ze swych postów1 pokazała filmik2 z życia emerytowanych sióstr zakonnych. Mnie jest trudno orzec, jakie były intencje twórcy tego dokumentalnego filmu, ale nie trudno odgadnąć, że jest bardziej antyreklamą życia konsekrowanego niż jego pochwałą. Choć z drugiej strony jest też antyreklamą starości, i w tym aspekcie film jest bardziej sensowny. Bo też starość w żadnym razie nie nadaje się do reklamy, poza przypadkami reklam produktów rzekomo medycznych dla seniorów, którymi zalewa nas telewizja.

  Mam mieszane uczucia do życia konsekrowanego, szczególnie żeńskiego. Autentycznie śmieszą mnie ich stroje, mające być symbolem przynależności do danego zakonu. Nie mogę się też wyzbyć przekonania, że to jest publiczna demonstracja pewnej formy dewiacji religijnej. Taki przerost formy nad treścią, mogący skutkować w skrajnych przypadkach zaburzeniami psychicznymi. A jednak mam świadomość, że nie mam prawa ostentacyjnie emanować tą swoją opinią, bo poza nielicznymi przypadkami, de facto z tymi siostrzyczkami jest wszystko w należytym porządku. Wprawdzie nie rozumiem sensu takiego życia, ale przecież mojego też nie wszyscy muszą rozumieć. Jak wspomniałem, śmieszy mnie ich strój, ale jednocześnie wyjątkowo nie śmieszą mnie żadne, ale to żadne dowcipy na temat ich życia. A już kompletnie brak we mnie tolerancji na słowne napaści, połączone z obelgami pod ich adresem. Jedynym wyjątkiem są sytuacje, gdy ich działania wykazują cechy nadużyć, lub szaleństwa. Uważam, że z jednej strony dobrze, że zniknęły z większości szpitali, z drugiej, nie sposób przecenić ich zaangażowanie w opiekę nad osobami dotkniętymi różnego rodzaju zaburzeniami rozwoju, domów dziecka czy hospicjów. Mam pretensje, że jako katechetki indoktrynują dzieci i młodzież, ale to są pretensje bardziej skierowane do zatwierdzonego przez państwo systemu edukacji, a nie bezpośrednio do nich. Nie one ten system stworzyły.

  Nie ma im też czego zazdrościć, choć z drugiej strony tak nie do końca potrafię je żałować. Wszystko za sprawą benedyktynki s. Małgorzaty Borkowskiej (absolwentka filologii polskiej i filozofii na Uniwersytecie im. Mikołaja Kopernika w Toruniu, oraz teologii na KUL-u), która odważyła się napisać i wydać książkę pod dość wymownym tytułem: „Oślica Balaama. Apel do duchownych panów”3. Dla niezorientowanych, opisuje w niej stosunek kleru do sióstr zakonnych. Pozwolę sobie na jeden cytat: „Przez kilkanaście wieków zakonnice słuchały kazań, konferencji, rekolekcji, pouczeń, a zawsze w pokornym milczeniu, jak te nieme bydlątka: cokolwiek im mówiono, umiały tylko potakiwać.  (...) Założenie ze strony kaznodziejów było niewątpliwie takie, że zawsze, w każdej sprawie i w każdych okolicznościach, oni wiedzą lepiej; zakonnice zaś nauczyły się to akceptować, najpierw dlatego, że potrzebują celebransa i muszą przyjmować jego warunki; a potem już z tradycji i z przyzwyczajenia”4. Autorka opowiada, w jaki sposób duchowni traktują zakonnice – jako głupie kobiety, nic nierozumiejące, niewykształcone, przeznaczone do pokornego słuchania, usługiwania i siedzenia cicho. Miałem niezłą zagwozdkę, bowiem trudno Autorkę i jej książkę traktować w kategoriach antyklerykalizmu, a przecież nie opisuje nic innego, niż to, o czym mówi i pisze antyklerykalizm.

  Znamienny jest epizod z pewnym wywiadem5, który przeprowadził Dawid Gospodarek na zlecenie agencji KAI, a który szybko zniknął po jego się ukazaniu na stronach tej Agencji. Tak jakby z czyjegoś nakazu. Na szczęście jego przedruk się zachował i gorąco go polecam jednym krótkim cytatem: „Zakonnica w przekonaniu szeregowego kaznodziei jest głupia. Gdyby głupia nie była, to by zakonnicą nie została”6.





sobota, 9 maja 2020

Gdzie ci mężczyźni, prawdziwi tacy


  Jako wstęp tym razem stary przebój, niekoniecznie z tych moich ulubionych, który ma wprowadzić Czytelników w temat:


  Z przesłaniem tego przeboju zupełnie nie zgadza się popularny youtuber Adam Szustak OP. I wcale nie dlatego, że Danuta Rinn przesadziła z tezą, że prawdziwych facetów już nie ma. O nie, on stwierdza autorytatywnie, że kobietom tacy mężczyźni nie są do niczego potrzebni, a już tym bardziej do tego, aby być szczęśliwą. Według niego obraz mężczyzny malowany przez wokalistkę (do niej się akurat nie odnosi, co jest bez znaczenia), to nie jest prawdziwy mężczyzna i nie warto takiego szukać. To, że są jednak kobiety poszukujące tych rzekomo „prawdziwych” wynika po prostu z grzechu pierworodnego. Bóg wypędzają Adam i Ewę z Raju, powiedział do Ewy: „ku twemu mężowi będziesz kierowała swe pragnienia, on zaś będzie panował nad tobą” [Rdz 2 16], więc w konsekwencji kobiety szukają mężczyzn, którzy będą nad nimi panować. Tymczasem prawdziwym mężczyzną był tylko jeden facet – Jezus Chrystus. Miał dwie niezaprzeczalne zalety: po pierwsze, nie był herosem, nikogo nie pobił i tylko raz w życiu (ziemskim) się zdenerwował, w świątyni, z której wygonił kupców. Po drugie, i chyba najważniejsze, pomimo tłumu wielbicielek, do końca pozostał... czysty. Oczywiście, dziś każdy facet jest jak Kain, owoc grzechu pierworodnego, więc nie sposób znaleźć kogoś na podobieństwo Jezusa. Niemniej prawdziwy ideałem dla dzisiejszej kobiety powinien być ktoś, kto jest Jemu najbardziej podobny: uległy wszystkim, w miarę wolny od myślenia o seksie, za to kontemplujący Boga. Trudno nie odnieść wrażenia, że Adam Szustak OP – promuje siebie. Za nim też tłumy kobiet szaleją...

  Na nieszczęście (dla kobiet) to nie koniec. W drugim wideoklipie Szustak mówi: „Jeżeli chcecie wrócić do bycia kobietami z pierwotnego zamysłu Stwórcy, to musicie się całkowicie uwolnić od wszystkich mężczyzn” (sic!) Nie do końca aż tak dosłownie, bo on nie namawia kobiet do pójścia w klasztory. Choć tak z ręką na sercu, to nie jestem pewien, skoro on za wzór przytacza Judytę. To mocno kontrowersyjna postać. Szybko owdowiała, tak że nie do końca wiadomo, czy choć raz zakosztowała uciech małżeńskiego łoża, była bowiem bezdzietną, choć o tym Biblia nie pisze. Ale skoro odziedziczyła po mężu majątek, tak musiało być, gdyż Prawo stawiało ją na ostatnim miejscu w dziedziczeniu po zmarłym małżonku. A ona odziedziczyła nie tylko majątek, ale i władzę. Otóż ta Judyta uratowała Betulii przed oblężeniem przez Holofernesa. Wyszła z miasta, pozwoliła się mu w sobie zakochać, a w nocy... odcięła mu głowę. Wróćmy do Szustaka i jego gloryfikacji Judyty. Twierdzi, że ta kochała tylko Boga, dzięki temu wszyscy mężczyźni byli jej posłuszni. Oto rada świętobliwego kaznodziei dla kobiet, które nie bardzo wiedzą, jakich chcą mieć partnerów. Tak nie do końca wiem, czy tę radę powinienem polecać, za to polecam obejrzenie dwóch audioklipów ze spotkania Szustaka z kobietami, sorry – z tłumem wielbicielek! Można bowiem bez kozery uznać, że on jest takim męskim uosobieniem Judyty. Nie ma żony, słucha Boga, a i tak wszystkie kobiety się go słuchają...

  Jak dla mnie coś w tym jest na rzeczy, gdyż większość kobiet pragnie mieć za partnerów herosów, prawdziwie męskich facetów, ale z tym zastrzeżeniem, że mają być im we wszystkim ulegli. Ares, Eros i pantoflarz w jednej osobie. Nasuwa mi się jedna smutna refleksja, choć ogólnie jest wesoło. Jak, niby inteligentny facet, za jakiego ma się Szustak, może opierać swoje wywody na baśniach z tysiąca i jednej nocy, jaką jest Stary Testament, i na ich bazie tworzyć drogowskaz etyczny dla współczesnych kobiet? Zamiast bardziej rozwlekłej puenty jeszcze jeden stary wideoklip, który też mnie nie za bardzo zachwyca...




Przypisy:
całość na podstawie: https://deon.pl/inteligentne-zycie/ona-i-on/szustak-op-szukacie-nieodpowiednich-facetow,453275 - Tam też znajdują się audioklipy Szustaka OP


wtorek, 5 maja 2020

Jeszcze jeden głos w kwestii duchowości


  Czy można sobie wyobrazić bardziej uduchowiony poranek? Nie sądzę.
Budzisz się rano, jeszcze lekko rozespany i rozleniwiony zaparzasz kawę w porcelanowej filiżance. Zatapiając się w jej błogim aromacie, odpalasz laptop i zaglądasz na Facebook. A tam, Ktoś ze znajomych raczy cię duchową, muzyczną ucztą, czyli przebojem mojej dojrzałej młodości, o którym już prawie zapomniałem.


  Jeśli do tego dodać, że tym Kimś jest piękna i olśniewająca Karina Trapezanidu-Skrzeszewska (sopran koloraturowy) ze swym najpiękniejszym z uśmiechów, na widok którego topnieją serca najbardziej zatwardziałych tyranów, zgryźliwców i zrzęd – szara rzeczywistość przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie. Bez względu na to, co się wydarzy, już wiesz, że ten dzień będzie należał do tych najbardziej udanych.


  Aby nie było wątpliwości, chodzi o miłość do opery wyrażoną bluesem. Trudno o lepsze i bardziej smakowite połączenie. 

PS. Wszelkie prawa do fotografii zastrzeżone

 

środa, 29 kwietnia 2020

Rola diabła w życiu intymnym


  Bynajmniej nie chodzi tylko o życie intymne, ale o pokusę, przez niektórych zwaną pożądaniem. Ja to wyjaśnię na podstawie dwóch artykułów, z dwóch różnych portali katolickich i przyznam się jak na spowiedzi, że takiego obrazu Boga jeszcze nikt mi nie namalował. Chyba jakieś specjalne czytanie jest – pomyślałem. Szukam i znajduję: święto św. Katarzyny z Sieny. Analfabetka, a mimo to została Doktorem Kościoła, i to w dodatku druga z najmłodszych po św. Teresie z Lisieux, gdyż dokonała żywota w wieku lat trzydzieści trzy. Jak Jezus. Nie wnikam, wszak niezbadane są ścieżki, po których chodzi Kościół. Za to posiadała charyzmat wypędzania diabłów z niewiernych. Mimo swego analfabetyzmy napisała wspaniałe dzieło „Dialog o Bożej Opatrzności”. I na to dzieło powołują się dziś kaznodzieje w swoich naukach, choć akurat nie o kaznodziejach będę pisał.

  Najpierw ta łagodniejsza wersja z portalu Katolik.pl, w moim mniemaniu, jedyny sensowny, niezbzikowany do końca portal katolicki. Tytuł z lekka bulwersujący „Myśli nieuczesane, czyli o kłopotach z pożądaniem”1. Zresztą treść, na swój sposób jest również intrygująca. Z oczywistych względów nie odniosę się do całego artykułu (ciekawym polecam, bo napisane lekko i bez odniesień do straszliwych diabłów). Właściwie samo życie, choć odnosi się przede wszystkim do natury mężczyzny, ale za to napisany przez kobietę. One więcej wiedzą o męskiej naturze niż my sami. Mowa oczywiście o naturze męskiej seksualności, ściślej – o pożądaniu. Autorka Podaje przykład męża, który utrudzony pracą kładzie się spać, jak przystało na katolika, po wieczornym paciorku. Budzi się w środku nocy, właśnie z powodu nieuczesanych myśli, które wywołują pożądanie. Jest bezsilny, wie, że pożądanie to wróg, który bierze w niewolę jego ciało. Ów religijny facet rezygnuje z dalszej walki, wstaje z łóżka i..., i idzie włączyć komputer (?!)  W drugiej wersji, tej prawidłowej, owo pożądanie nie jest już wrogiem, jest czymś, czym obdarzył go Bóg na swoje podobieństwo.  Owo pożądanie sprawia, że „znowu czuje się silny i męski, ma chęć do działania, zdobywania świata, działania na większą chwałę Bożą. Więc wstaje, robi sobie herbatę, włącza muzykę, relaksuje się. Poczyta książkę, potem idzie spać. Spokojny i szczęśliwy”2... Zdradzę puentę artykułu: „nie zapomnijmy, że pożądanie też do Boga należy”3.

  Do innej, choć w gruncie rzeczy podobnej konkluzji, dochodzi wspomniana we wstępie św. Katarzyna z Sieny. Opisuje to portal Pch24.pl w artykule „Diabeł wykonawcą woli Boga”4. Tekst w całości jest ostry, bardziej obrazowy i jednoznaczny w swym moralizatorskim przekazie. Tak jak przystało na ortodoksję. Odnosi się ogólnie do wszystkich pokus, co nie wyklucza pokus cielesnych, wszak dziś Kościół widzi w seksualnym pożadaniu największe zagrożenie. Zawsze twierdziłem, że Bóg jest również twórcą zła, ale nikt z wierzących nie chciał mi w tym przyznać racji. Kto by zresztą wierzył Asmodeuszowi? Przecież to diabeł wcielony ateizmu. Tymczasem ta święta z tytułem Doktora Kościoła w pełni to potwierdza. To jej Bóg powiedział, że „Diabeł został wykonawcą sprawiedliwości mojej, ażeby dręczyć dusze, które nędznie Mnie obraziły. Umieściłem go w tym życiu, iżby kusił stworzenia moje. (...) Do cnoty dochodzi się jedynie przez poznanie samego siebie i przez poznanie Mnie. Poznanie to zdobywa się przede wszystkim w czasie pokusy. Widzisz więc, że diabli są moimi sługami, aby dręczyć potępionych w piekle, a w tym życiu ćwiczyć i doświadczać cnotę w duszy”5. Zdania wprawdzie są wyrwane z kontekstu, ale to nie zmienia ich sensu. Bóg dręczy nas pokusami, wysługując się diabłem...

  Cóż nam nędznym pozostaje? Walczyć z każdą pokusą do upadłego, bo liczy się tylko dość dziwaczna miłość Boga do swego stworzenia. Nie wiem jak komu, mnie się to kojarzy z sadyzmem i perwersją. W prawie karnym takie znęcanie się jest karalne, że przypomnę odpowiedni artykuł KK: „207 k.k. §1. Kto znęca się fizycznie lub psychicznie nad osobą najbliższą lub nad inną osobą pozostającą w stałym lub przemijającym stosunku zależności od sprawcy albo nad małoletnim lub osobą nieporadną ze względu na jej stan psychiczny lub fizyczny, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5, [oraz] §2. Jeżeli czyn określony w § 1 połączony jest ze stosowaniem szczególnego okrucieństwa, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10”6. Ciekawe, czy ktoś odważy się oskarżyć i osądzić Boga, bo według mnie Jego działanie z wykorzystaniem diabłów, jak to opisuje św. Katarzyna z Sieny, spełnia kryteria obu paragrafów. Uspokoję wierzących. Ponieważ nie wierzę w tego Boga, z mojej strony nic Mu nie grozi...