Jeśli
rządzi Wami ktoś inny niż Bóg, to jest to forma ucisku. Należy usunąć wszystkie
opresyjne, niekatolickie reżymy, w tym również w Polsce. Jeśli się je usunie, ludzie będą
naprawdę szczęśliwi. Mamy dziś dwie sprzeczne ze sobą cywilizacje. Jedną z nich
jest laicyzm, opierający się paradoksalnie na biblijnej zasadzie „co cesarskie
cesarzowi, co boskie Bogu”, a wystarczy przyjąć że Bóg jest naszym Panem (i cesarzem,
bo królem to jakby za mało), a wszystko stanie się... boskie. Jezus mówił coś o
nadstawianiu drugiego policzka, ale powiedział też: „jeżeli
nie uwierzycie, że Ja Jestem, pomrzecie w grzechach swoich" [J 8, 24]. Wynika
z tego, że za obrazę uczuć religijnych i odstępstwa od wiary, należy się najsurowsza kara. Świętym
obowiązkiem wiernych jest nawracać i jak wykazała historia i tradycja –
wszystkie metody powinny być dozwolone.
Ten
wstęp to parafraza... religii islamskiego dżihadu, ale założę się, że bez tej
informacji większość moich Czytelników przyjęłaby ją jako oczywistość. No, może
zbyt przesadzoną, o co łatwo mnie, ateistę posądzić. Gdyby się tak jednak
zastanowić, okazałoby się, że podstawy teoretyczne chrześcijańskiego dżihadu niczym
specjalnie nie różnią się od islamskiego. Przynajmniej na naszym rodzimym
podwórku. Może jeszcze nie jest tak impulsywny i drastyczny, może jeszcze ja
mogę sobie spokojnie być tym ateistą i nikt mi za to głowy nie zetnie, ale
trzeba przyznać, że robi się „ciekawie”. Mamy już od ośmiu lat dziesiętnicę smoleńską,
teraz nastał czas nowej, którą opisuje Greta na swoim blogu, grozi nam
całkowity zakaz aborcji, klauzula sumienia w aptekach, tak jakby ta u lekarzy
nie wystarczała, rośnie potrzeba wprowadzania kolejnych świąt
katolicko-państwowych, księża obejmują funkcje świeckie, przedszkola przechodzą
na własność zakonów, w szkołach wymagają paciorka przed jedzeniem, rośnie
imperium Rydzyka, każda uroczystość państwowa wymaga obecności arcybiskupów i
biskupów, wprowadza się już cenzurę treści kulturalnych i historycznych, mnożą się publiczne różańce itd., itp.
Ostatnio wyczytałem jako promocję (reklamę) pewnego wydarzenia, jeszcze na
szczęście nie u nas, ale z podtekstem, że i u nas by się przydało. Wszystkim
parlamentarzystom powinna grozić ekskomunika za głosowanie w sprzeczności do
nauk Jezusa.
Jestem
przekonany, że w pewnych aspektach naszego życia, taki katolicki dżihad byłby wręcz
wskazany. Jezus mówił: „Prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne...”, co
sugeruje, że lepiej być biednym niż bogatym. Mędrcy też nie mają w Ewangelii
dobrej prasy, a o nasze zdrowie zdecydowanie bardziej skutecznie zabiegać poprzez
modlitwę. Ileż to oszczędności dla kasy państwowej i pewniejsza droga do stania
się katolickim mocarstwem na arenie międzynarodowej. W wymiarze osobistym –
prosta droga do Zbawienia. Ostatnio jest też głośny lament z powodu rosnącej
liczby rozwodów i malejącej dzietności. Może warto wprowadzić całkowity zakaz tych
rozwodów i konieczność posiadania minimum trójki potomstwa? Jest jeszcze sprawa
przywrócenia kary śmierci, za którą optuje większość wierzących w tym
kraju. W tym układzie wydaje się ze
wszech miar koniecznością. Może jeszcze nie kamieniowanie, bo to źle się
kojarzy, ale szubienica jak najbardziej. W majestacie boskiego prawa naturalnego
powiesi się niewiernych, ze mną włącznie. Nawet nie będę miał pretensji, swoje
już przeżyłem i użyłem. Gorące uczucie z młodą kochanką mi już raczej nie grozi.
Religijni teolodzy zapewniają nas na każdym kroku, że prawdziwa wolność jest w
wierze, i choć mam się za zwolennika wolności, nijak nie mogę pogodzić jej z tą
wiarą. Chyba czas na mnie...
Mam
świadomość, że ten felieton jest mocno przerysowany, choć wystarczy trochę
więcej niż pobieżnie przejrzeć katolickie portale. Niech mnie jednak ktoś
przekona, że my dziś powolutku, tak krok po kroku, nie idziemy w stronę chrześcijańskiego
dżihadu. Może będę spał spokojnie, bez sennych koszmarów.