Dziś ma być luzacko, a jednocześnie ironicznie i prześmiewczo. Zero tematyki kościelnej, wszak jest adwent więc trzeba od kościoła i spraw religii odpocząć. Będzie też poważnie, jak w tytule, bo jak mówi podobno mądre powiedzenie – przysłowia są mądrością narodu. Choć akurat taki Kisielewski powiedział, że tak się dzieje, jeśli naród nie ma żadnych innych mądrości, co w przypadku Polski po części się zgadza. Przysłowia najczęściej biorą się z języka potocznego, często z tradycji ludowej, zwykle nie mają autora, są pouczeniem, przestrogą, nakazem, zakazem lub po prostu stwierdzeniem przekazywanym z pokolenia na pokolenie. Rzekłbym – jakże piękna tradycja...
Gdyby ktoś miał wątpliwości ta opina o tradycji jest ironią, bo chyba wszyscy wiedzą jaki jest mój do niej stosunek. Ironiczny styl dopadł mnie jak zwykle przypadkowo, gdy natrafiłem na taką oto przysłowiową mądrość: „mężczyźni starzeją się jak wino, kobiety jak mleko”. Tak się bowiem składa, że sporo polskich przysłów ma charakter stricte seksistowski, że wspomnę chyba najbardziej znane: „baba z wozu, koniom lżej”, czy „nie taka kobieta straszna jak się umaluje” lub „nie pomoże bielidło, kiedy baba straszydło”. I to najgorsze z najgorszych: „gdy chłop baby nie bije, to wątroba jej gnije”. Miedzy innymi takie przysłowia, przypomnę, przekazywane tradycyjnie z pokolenia na pokolenie wydają nam się oczywistą prawdą, czymś, co ma mieć głęboki sens a de facto jest zazwyczaj najzwyklejszą bzdurą. A już całkiem beznadziejnie się dzieje, gdy ktoś bierze je całkiem na serio, jak ów Bąkiewicz, który chciał ścigać mocą prawa i prokuratury za otwieranie się scyzoryka w kieszeni. Automatyczne powtarzanie przysłów zwalnia nas z myślenia i wstyd się przyznać, mnie to porzekadło o scyzoryku wręcz czasami prześladuje, choć przecież jest kilkanaście innych sposobów opisania własnego wzburzenia na jakieś bulwersujące wydarzenie. Co robić, jeśli człowiek przesiąkł tradycją przysłów wpajaną mu już w przedszkolu? Jedno zapamiętałem do dziś: „Kto przysłowia zna, ten się dobrze ma”. Do dziś mam tu poważne wątpliwości. Tak przy okazji postanowiłem się bliżej przyjrzeć słowu „tradycja”, bo często słyszę, że to są tradycyjne polskie przysłowia podobnie jak ma istnieć „tradycyjnie polska kuchnia”. Narzuca mi się jedno pytanie: jeśli przestanę oglądać się na tradycję, jak nie będę jadł tradycyjnych polskich potraw (np. pizza, kebab, hot-dog czy hamburger), to czy przestanę być śląskim Polakiem? Uważam wręcz, że tradycja, zamiast pozwalać nam zrozumieć teraźniejszość, może ją nam całkowicie zasłonić, czego mamy przykład w przypadku ministra Czarnka, który chce przywrócić młodzieży tradycyjnie polskie wartości – modlitwę i pielgrzymki.
No dobrze, poważnie już było, pozwolę sobie teraz na odrobinę fantazji w temacie tradycyjnych przysłów z poprawkami mającymi je unowocześnić, dodam tylko, że tylko dwa pierwsze są mojego autorstwa, pozostałe znalazłem w necie. Multum tego, ale nie będę Was przeciążał, bo jak mówi przysłowie „od przybytku głowa nie boli, ale wzdęcia są pewne”.
Żadna praca nie hańbi – poza robotą gulik-tauera;
Jeszcze się taki nie urodził, co by mu kózka nie skakała;
Gdzie kucharek sześć tam dwanaście cycków;
Czym chata bogata – tym goście rzygają;
Gość w dom – jeden Bóg wie po co?;
Jak cię widzą – to pracuj;
Kto rano wstaje, temu Pan Bóg rozum odbiera;
Na pochyłe drzewo... i Salomon nie naleje;
Biednemu zawsze wiatr w oczy. Bogatemu zresztą też;
Głupi ma zawsze szczęście..., być głupim(?);
Choć żona nie zając, do kochanka kica.
Jeśli ktoś zna takie przeróbki, chętnie się z nimi zapoznam. Może na tym blogu będzie się tworzyć, he, he, nowa tradycja?
Przypisy:
całość zainspirowana: https://www.wysokieobcasy.pl/akcje-specjalne/7,174350,27898111,michal-rusinek-w-polskich-przyslowiach-widac-przemoc-domowa.html?_ga=2.1242161.1673212879.1639142438-796863912.1639142437&disableRedirects=true#S.W-K.C-B.4-L.1.maly