czwartek, 3 marca 2022

Wizje i proroctwa na czas wojny

 

  Dziś ktoś w necie przypomniał mało znane objawienie Matki Bożej Fatimskiej s. Łucji.: „Niech będzie wiadomo Ojcu Świętemu, że zawsze oczekuję poświęcenia Rosji Mojemu Niepokalanemu Sercu. Bez konsekracji Rosja nie będzie mogła się nawrócić, a świat nie będzie miał pokoju”. Dlaczego do tej pory żaden papież, nawet Jan Paweł II tego nie zrobił? Mam swoja prywatną teorię, dlatego się nią nie podzielę. Niemniej, mając na uwadze pewne komentarze na moim blogu postanowiłem przybliżyć moim Czytelnikom niektóre ciekawsze proroctwa i wizje, szczególnie te, które dotyczą Polski. W końcu jest wojna (proszę o wybaczenie za ten drobny sarkazm), więc będzie to notka na czasie. Postaram się bez ironii, co będzie dla mnie katorgą, przez innych zwaną pokutą.

  Na początek bł. Bronisław Markiewicz przez całe życie kapłańskie nieustannie karmił swoich parafian, a następnie ubogie dzieci i młodzież, ziarnem słowa Bożego. Oprócz wnikliwego spojrzenia na teraźniejszość, posiadał dar „patrzenia” w daleką przyszłość. Prorokował: „Gdy narody powalone i upokorzone grozą wojny wytrzeźwieją, ujrzą w nas [Polakach – dopisek mój] mistrzów i wzory gotowe do naśladowania1. W dramacie scenicznym, „Bój bezkrwawy” jest jego najsłynniejsze proroctwo: „Wy, Polacy, przez niniejszy ucisk oczyszczeni i miłością wspólną silni, nie tylko będziecie się wzajem wspomagali, nadto poniesiecie ratunek innym narodom i ludom nawet wam niegdyś wrogim. (...) Szukajcie przede wszystkim Królestwa niebieskiego, dóbr duchowych, które trwają na wieki, bo co nie trwa na wieki, nie jest dobrem prawdziwym. Tym sposobem zapełnicie niebo, a na tej ziemi znajdziecie szczęście, jakiego świat dać nie może2.

  Włoski franciszkanin, brat Ludovic Rocca w 1849 roku przepowiedział: „Polska powstanie wolna i będzie jednym z najpotężniejszych mocarstw w Europie. Pod hegemonią Polski Słowianie połączą się i utworzą własne katolicko-Słowiańskie mocarstwo Europy, którego granicami będą: Odra, Nysa, Adriatyk, Bałtyk, Morze Czarne, Dniepr i Dźwina. (...) Przy końcu wojny europejskiej czarny lud przyjdzie Polsce z pomocą, w czasie gdy liście z drzew opadać zaczną. Z gruzów i popiołów powstanie Polska i dojdzie wreszcie do porządku i spokoju w sprawach wewnętrznych, a języka polskiego uczyć się będą na wszystkich uczelniach świata. (...) Wielki mąż z Ameryki roztoczy nad jej granicami swoją przemożną opiekę, pod którą w wielkiej szczęśliwości królować będzie3. Niestety, w tydzień po tej przepowiedni brat Rocca zmarł, a przyczyna śmierci nie jest mi znana.

 Przepowiednia samego kardynała i prymasa Polski – Augusta Hlonda: „Polska nie zwycięży bronią, ale modlitwą, pokutą, wielką miłością bliźniego i Różańcem. Trzeba ufać i modlić się. Jedyną broń, której Polska używając, odniesie zwycięstwo – jest Różaniec. On tylko uratuje Polskę od tych strasznych chwil, jakimi może narody będą karane za swą niewierność względem Boga. Polska będzie pierwsza, która dozna opieki Matki Bożej. Maryja obroni świat od zagłady zupełnej. (...) Nastąpi wielki triumf Serca Matki Bożej, po którym dopiero zakróluje Zbawiciel nad światem przez Polskę4.

  Śląska mistyczka Katarzyna Szymon, miała dobre relacje nie tylko z Matką Boską ale i z Janem Pawłem II. W 1986 roku wizjonerka, pozostając w stanie ekstazy, przepowiedziała wydarzenia, których charakter był bardzo zbliżony do apokaliptycznej przepowiedni świętego Ojca Pio. Matka Boska poinformowała ją o nadchodzących dniach ciemności, podczas których przez świat przetoczą się niewyobrażalne katastrofy. Ratunkiem przed śmiercią i szaleństwem miała być żarliwa modlitwa i odosobnienie od świata za naszymi oknami: „A gdy to będzie się działo, zatykajcie i zaciemniajcie okna. Nie wychodźcie na podwórko i nie wyglądajcie na zewnątrz, bo nie wytrzymacie grozy, która będzie szła. Tylko w pokojach bądźcie, uklęknijcie i módlcie się szczerze. Ze łzami w oczach proście: Jezu nie karz nas, Jezu ratuj nas. Jezu wysłuchaj nas. Trzeba dużo prosić. I straszna kara przejdzie po modlitwie i będzie jeszcze dobrze na Ziemi5. Dodała z pełną powagą, że region śląski pozostanie bezpieczny...

  Proroctwa Teresy Neumann, Niemki wieszczącej zaraz po II wojnie światowej świetlaną przyszłość Polski: „Światłych i mądrych Polsce nie odmówię. W języku polskim będą głoszone najmądrzejsze prawa i najsprawiedliwsze ustawy, zaś Warszawa stanie się stolicą Stanów Zjednoczonych Europy. Będzie mieć chwałę między narodami i skrzydła szeroko otwarte, rozszerzy też granice swoje. Weźmie narody wierne Kościołowi w nagrodę wierności swojej
6. Wyjątkowo jeszcze jedna wizja, choć nie dotycząca Polski, ale za to na czasie: „Kreml stanie się miejscem objawienia łacińskich krzyży, a tam gdzie była kiedyś cerkiew, nastanie Kościół Katolicki7.

  Prawdopodobnie jeden z najbardziej znanych proroków i wizjonerów w Polsce, kapłan, franciszkanin, zielarz, jasnowidz o. Czesław Klimuszko: „Polska będzie źródłem nowego prawa na świecie, zostanie tak uhonorowana wysoko, jak żaden kraj w Europie. (...) Polsce będą się kłaniać narody Europy. (...) Do nas będą przyjeżdżać inni, aby żyć tutaj i szczycić się tym. Nadchodzi czas Polski i upadku jej wrogów"8. Przed swoją śmiercią powiedział przyjacielowi, że gdyby mógł się drugi raz urodzić, to tylko w Polsce. "Niech Polacy z całego świata wracają nad Wisłę. Tu się im nic nie stanie9.

  Wreszcie polski pasterz i wizjoner Mikołaj Sikatka, któremu objawiła się Matka Boska tymi słowami: „Będę chodziła między wami, będę was bronić, będę wam pomagać, przez was pomogę światu. Ku zdumieniu wszystkich narodów świata – z Polski wyjdzie nadzieja udręczonej ludzkości. (...) Polskie serca rozniosą wiarę na Wschód i Zachód, Północ i Południe. Nastanie Boży pokój. Jeśli naród polski poprawi się, będzie pocieszony, ocalony, wywyższony, za przykład dawany innym narodom. Szatan będzie z nim walczył na wszelki sposób, aby nie dopuścić do jego odrodzenia, ale ostateczne zwycięstwo będzie ze mną. Nie dajcie się uwieść piekielnemu smokowi, ale dochowajcie wierności Bogu, ja was swym płaszczem okryję od śmiertelnych nieszczęść. Tego kraju, tego Narodu, ile razy będzie się do mnie uciekał, nigdy nie opuszczę, ale obronię i do swego serca przygarnę […]. Ja to będę królowała memu Narodowi na wieki […]. Na tym miejscu będzie zbudowany klasztor, gdzie mi służyć będą moi synowie10 – chodzi o świątynię w Licheniu.

  Tyle słów ewangelii, sorry, notki na dzień dzisiejszy. I tak przesadziłem, choć przyznajcie sami, ironii, sarkazmu w niej jak na lekarstwo. Myślę, że te proroctwa powinny wlać w nasze serca spokój i pocieszenie. Tuż za wschodnią granicą jest wojna, ale opatrzność zadba o to, abyśmy na tym wyszli nie tylko bez szwanku, ile jako światowe mocarstwo.

 

 

Przypisy:
1, 2 - https://michalici.pl/artykul/zycie-i-dzialalnosc-bl-bronislawa-markiewicza
3 - https://www.polskieradio.pl/7/5410/Artykul/1975654,Jaka-przyszlosc-czeka-Polske
4 - https://www.proroctwo.com.pl/pl/proroctwa/kard-august-hlond
5 - https://kobieta.interia.pl/zycie-i-styl/news-slaska-wizjonerka-i-ojciec-pio-przepowiedzieli-te-same-wydar,nId,5437669
6, 7 - https://www.proroctwo.com.pl/pl/proroctwa/teresa-neumann
8, 9 - http://www.spokoj-ducha.pl/blog/2020/10/17/przepowiednie-dla-polski-i-europy-cz-1-ojciec-klimuszko/
10 - https://wobroniewiary.com/2016/03/29/matka-boza-lichenska-przez-was-pomoge-swiatu-ku-zdumieniu-wszystkich-narodow-swiata-z-polski-wyjdzie-nadzieja-udreczonej-ludzkosci/

 

 

wtorek, 18 stycznia 2022

Pijmy za przyjaciół w wierze

 

  Mieliśmy ostatnio dwa wielkie wydarzenia w Kościele. Pierwsze to Dzień Judaizmu, ale o tym następnym razem, bo sprawa iście poważna i wymaga staranniejszego przygotowania. Natomiast drugie wydarzenie jest ciekawsze, bo rzecz dotyczy pierwszego cudu, jaki uczynił Jezus, czyli cud przemienienia wody w wino, opisany dość dokładnie w ewangelii św. Jana [2, 1-12]. Znamienne jest to, że pozostali Ewangeliści ani słowa i mam wrażenie, że oni byli abstynentami. Cud jak cud, sam też przemieniałem wodę w wino, choć potrzebowałem na to trochę więcej czasu. Bo przecież taki mamy klimat...

  Mnie w zasadzie cuda Jezusa nie fascynują. Jakby za dużo w nich kuglarstwa, a tamte czasy temu sprzyjały. Mnie się ten cud skojarzył z czymś zupełnie innym. Otóż, jak na ateistę przystało nie wierząc w istnienie Boga, co opieram na braku jakiejkolwiek Jego działalności, nie wierzę też w to, że Bóg kocha człowieka. Gdybym zadał pytanie wierzącemu o przejawy tej miłości, dowiem się wszystkiego, ale nie tego, co by coś z miłością miało wspólnego. Nawet narracja o tym, że Jezus z miłości oddał życie na krzyżu, a Bóg Ojciec Syna poświęcił z miłości, nie trzyma się logiki, skoro Jezus zmartwychwstał i Oni obaj o tym wiedzieli wcześniej, więc cała ta gadka, że Bóg stał się człowiekiem imieniem Jezus to pic na wodę fotomontaż. Gdyby był prawdziwym człowiekiem, nie mógłby czynić cudów i zmartwychwstać. Reasumując, nie widzę żadnych przejawów miłości Boga do człowieka, za to raz za razem czytam o karach, jakie zsyła na ludzkość. Tak myślałem do wczoraj, bo pewien artykuł na poświęconym portalu przekonał mnie, że się mylę. Tak, tak, DeLu da się przekonać, że czasami się myli.

  Przejawem tej Bożej miłości był właśnie cud w Kanie Galilejskiej. I o tym zaświadcza nie kto inny jak ks. Szymon Hiżycki OSB. Muszę zacytować: „Jak kocha Bóg? Najtrafniej byłoby powiedzieć chyba tak: Bóg kocha skutecznie, owocnie. Nasze miłości czasami są ślepe, może szkodliwe; miłość Boża odwrotnie – jest podnosząca, umacniającą, dźwigająca do góry całe stworzenie…1. To by się nawet zgadzało, bo gdy kiedyś się upiłem, czułem się nie tylko podniesiony na duchu, ale i wydawało mi się, że mogę latać, choć lądowania były raczej twarde. Gdy czytam: „Opis wesela w Kanie pokazuje Jezusa, który błogosławi prostemu ludzkiemu szczęściu i troszczy się o każdy szczegół. Tam, gdzie jest Jezus, wina nie zabraknie, nie zabraknie miłości, a jeśli nawet nasze stągwie wyschną, On pomoże, aby nasza woda stała się winem i by tak radość nasza, nasza miłość, były pełne2, to wiem dlaczego apostołowie krzyczeli, aby po wodę na kaca nie posyłać Jezusa. Mógłbym teraz, jako człowiek pijący rzadziej niż okazjonalnie rzec, że jedynym wyjściem, aby uniknąć alkoholizmu jest zerwanie z Jezusem. Wierzcie mi, mnie się to udało, i to nie jest żaden cud.

  Trzeba przyznać, że ten Jezus był bardzo hojny w tej miłości do ludzi. Policzmy. Grecka jednostka miary płynów to „μετρητς” (metras). W czasach Jezusa była powszechnie stosowana na terenie Imperium Rzymskiego i była równa 39,39 litrom płynu. Jedno naczynie do obmywań to od 78,78 do 118 litrów. Mnożąc to przez ilość stągwi mamy w wersji minimum 472,68 litrów wina, a wersji maksimum 709 litrów. Ile to daje butelek wina, każda po 0,75 litra? Od minimum 630 butelek do 945. Nie wiem ile było gości weselnych w Kanie Galilejskiej, ale na bank było tam bardzo wesoło. Nawet jeśli przyjąć, że wesele żydowskie trwało tydzień, to przez ten tydzień goście musieli być totalnie nawaleni, bo wina zabrakło pod koniec weselnej uroczystości. Cudem nie jest więc sama przemiana wody w wino, cudem jest to, że goście weselni w ogóle przeżyli...

 

 

Przypisy:
1 - https://www.fronda.pl/a/jak-czlowieka-kocha-bog-2,172323.html
2 - ibidem.

 

sobota, 15 stycznia 2022

A w fotelu siedzi leń

 

  Jedna z moich czytelniczek zarzuciła mi, że jestem jak narcyz, że nic tylko się chwalę jaki to ze mnie wspaniały i tolerancyjny liberał na dodatek pacyfista. Pisałem już kiedyś, że narcyzem to ja byłem od zawsze i go pochwalam. Pochwalam u siebie. Już będąc przedszkolakiem walczyłem o względy dziadków, większe względy niż miała moja siostra, czy kuzynostwo. Z pozytywnym skutkiem i tak mi zostało do dziś. Mimo to postanowiłem przyznać się do pewnej wady, żeby nie było, że taki ze mnie ideał. Gdy przeszedłem na emeryturę jako młody wiekiem górnik, jeszcze tak przez ponad piętnaście lat byłbym nie zniósł sytuacji nic nie robienia. Tylko, że w końcu tak jakoś siły i werwa mnie odeszły, zaś net stał się bardziej przyjazny. I od tego momentu prześladuje mnie tytuł tej notki, to znaczy lekko sumienie mnie gryzie, choć rzadko, nie częściej niż raz do roku. Większość czasu spędzam w fotelu przed laptopem. Czyste (to eufemizm), skrajne lenistwo. Gdyby nie głód pewnie cały dzień z tego fotela bym się nie ruszył. Niemniej dzięki tym dwom wynalazkom – fotel i laptop – pandemia mi specjalnie nie straszna, a ile ciekawych rzeczy się człowiek dowie, choć do magla nie chodzi. Dzięki nim często sobie coś tam piszę, a ta pisanina czasami skutkuje felietonami. I może to nieładnie, ale te felietony stały się pasją mojego już mocno sfatygowanego wiekiem życia. Nieładnie, bo te teksty doprowadzają czasami niektórych do szewskiej pasji, ale ja lubię tak działać – raz na zmysły, raz na nerwy...

  Jednak nie ma tak dobrze, żeby nie mogło być gorzej. Jakiś katolik wymyślił „Dzień Sprzątania Biurka” i dorobił do tego ideologię. Ściślej, to pani Marta Łysek, teolożka, która ma dobre relacje z ewangelicznym Słowem. Wymienia aż pięć powodów, dla których ludzie bałaganią, co jest jakby odniesieniem do siedmiu grzechów głównych. Jednym z tych powód jest – lenistwo – i nie ukrywam, że temu mojemu lenistwu czasami trafia się bałagan. Równie kochany jak moja Hava, bo ja lubię jak coś jest moje i tylko moje. Nawet bałagan. Niestety, pani Łysek mnie przestrzega: „Takie lenistwo w sferze "materialnej" może być sygnałem, że zaczynamy ulegać lenistwu duchowemu i nie potrafimy się zmusić do rzeczy, które wymagają trochę samozaparcia, silnej woli, wytrwałości – jak wieczorny rachunek sumienia1. Taki duchowy leń jak ja: „Nie umie się modlić, nie umie czytać Pisma Świętego, nie umie pościć, nie umie robić dobrych uczynków”, ma też poważne braki dobrej organizacji. I komu ona to mówi? Nigdy w życiu nie miałem tak zorganizowanego życie jak teraz, gdy wiem, kiedy jest czas na robienie bałaganu, a kiedy trzeba posprzątać.

  Według pani Łysak życie opiera się na dobrych nawykach, takich jak na przykład: poranna modlitwa, która przybliża nas do Boga. Do nich też należy natychmiastowe umycie szklanki po wypitej kawie i ciągłe sprzątanie. Jak twierdzi: „Nawyk utrzymywania porządku daje nam bonusy: „dodatkowy” czas, którego nie marnujemy na szukanie zaginionej papierowej taśmy, „dodatkowy” spokój, którego nie tracimy, gdy szukamy w nerwach tej faktury, którą do dziś trzeba opłacić. Więcej możliwości budowania relacji – bo nieustanny bałagan w domu sprawia, że niechętnie zapraszamy gości”. Ja to kręcę, przecież stałe utrzymanie porządku zabiera jeszcze więcej czasu niż szukanie zaginionej faktury, co mi się zdarza najwyżej raz na rok. A dziś goście w domu to niemal stuprocentowa gwarancja przymusowej kwarantanny z możliwością podłapania covida. „Te bonusy też mają duży wpływ na stan naszego życia duchowego. Spokojny człowiek, mający dobre relacje z ważnymi ludźmi i dodatkowy wolny kwadrans dziennie” (sic!) Pani Marto, te wolne kwadranse u mnie sumują się do kilku godzin dziennie, zaś znam z autopsji ten stan dobrych relacji, bo ojca pedanta miałem. Sam sobie się dziwię, że się nerwicy na całe życie nie nabawiłem, albo nie wpadłem w nieuleczalną depresję.

  Na dziś wystarczy, choć tekst krótszy niż zwykle. Właśnie leń mnie dopadł, a muszę wybrać między zmywaniem naczyń a wygodną wersalką by obejrzeć snookera. Zgadnijcie, co wybrałem? 

 

Przypisy:
1 – cytaty za: https://deon.pl/wiara/piec-duchowych-problemow-o-ktorych-mowi-twoj-balagan,1799171

 

poniedziałek, 10 stycznia 2022

A jednak grzeszny, choć święty Kościół katolicki

 

  W młodości kochałem się na zabój w pięknej i zgrabnej dziewczynie, choć jednocześnie, jak to się wtedy mówiło moralnie do cna zepsutej. Ale nawet dziś trudno mi żałować tamtego związku skoro spędziłem przy niej „dni obfite w rozkosz”1. Tym samym mnie specjalnie nie dziwi wypowiedź ks. Jarosława Wąsowicza SDB, który z godną pochwały szczerością wyznaje: „Miłość do Kościoła musi przechodzić przez doświadczenia, przez trudności, przez różne próby. Także przez zmierzenie się z jego grzesznością, bo jesteśmy świętym Kościołem grzeszników2. Chyba rozumiecie, że z pewnych względów nie mogłem sobie odmowić tej przyjemności, he, he, aby tego kaznodzieję, duszpasterza środowisk kibicowskich, zacytować. Tak na marginesie, ciekawe z kim Wam się kojarzą środowiska kibicowskie3?

  Ale nie tylko te dwa zdania ks. Wąsowicza są ciekawostką przyrodniczo-socjologiczną. Już początek tekstu, relacji z XIV pielgrzymki kibiców poraża patosem: „Patriotyczna Pielgrzymka Kibiców już po raz czternasty przybyła do duchowej stolicy narodu, na Jasną Górę. Polonia semper fidelis – Polska zawsze wierna”. Dalej jest już tylko lepiej (albo gorzej, zależy jak kto uważa). Wyłuszczę co ciekawsze kawałki z tej homilii i guzik mnie obchodzi, czy ktoś posądzi mnie o manipulację. Czytam: „przybywamy tutaj ponieważ potrzebujemy oczyszczenia. Mamy świadomość, że w tym życiu często się gubimy i teraz musimy się odnaleźć. Odnaleźć źródło nadziei, poczuć na nowo smak żywej wiary (...)”. Pomyśleć, że oni tak co roku, ale jestem od razu spokojny. Nawet jeśli kibice odnajdą pod obrazem Najświętszej Panienki źródło nadziei i smak żywej wiary, gdy ich drużyna będzie przegrywać na własnym boisku, oni nie tyle się pogubią ile znajdą swój właściwy sens życia – stek najróżniejszych przekleństw pod adresem swoich ulubieńców, ich trenera a przede wszystkim sędziego. Przeciwnicy będą najwyżej... pedałami. Ks. Wąsowicz przypomniał również, że kiedy pierwsi chrześcijanie byli wyprowadzani na cyrkowe areny, gdzie zostali pozbawieni życia za wiarę w Chrystusa, wykrzykiwali swoim oprawcom: „My nie możemy żyć bez Eucharystii!”, kibice na polskich boiskach też krzyczą, no dobrze, nie będę tu na blogu powtarzał ich wulgaryzmów, ale to nie przypomina krzyków chrześcijan, prędzej okrzyki Rzymian na widowni. Na razie jest fajnie, no nie?

  Wielokrotnie w historii pojawiały się momenty, kiedy od przelanej przez nas krwi i determinacji zależała przyszłość Europy. Dzisiaj także odgrywamy taką rolę. Zlaicyzowany świat Zachodu, który skutecznie podciął swoje korzenie i Wschodu, który z kolei skutecznie tę samozagładę wykorzystuje, uczynił Polskę areną totalnej wojny. Gra toczy się o wszystko - nie tylko o to, jaka i czyja będzie Polska, ale też czy w ogóle będzie, dalej także o to, czyja i jaka będzie Europa, czy uda się w przyszłości odbudować fundamenty, które ją stanowiły?”. Właściwie to żałuję, że nie znam kwiecistego slangu kibiców. Tu już bym go chętnie użył, bo do czego ks. Wąsowicz namawia? Już niech ci kibice siedzą na trybunach stadionów i tam rozładowują swoje emocje. Do krucjaty przeciw neopogańskiej Europie namawiam gorąco katolickie zakony wzmocnione Rycerzami Maryi i Rycerzami Chrystusa Króla. Przynajmniej na jakiś czas od nich w kraju odetchniemy. Zioła kadzideł musiały pewnie coraz bardziej grzać nozdrza ks. Wąsowicza skoro ten już prawie majaczył: „Tylko wierność fundamentalnym wartościom płynącym z Ewangelii może kolejny raz nas ocalić. Polonia semper fidelis to Polska wierna bożym przykazaniom, sprawiedliwa, wrażliwa na niedolę innych narodów, budująca w imię chrześcijańskiej miłości bliźniego braterskie więzi z narodami, z którymi przyszło nam przez wieki żyć”. Żydzi mogliby coś konkretnego na temat braterskich więzi powiedzieć, ale już sobie daruję. Aż się zapytam, czy tak na dobrą sprawę jest choć jeden naród z którymi łączą nas braterskie więzi? Nawet osławiony Viktor Mihály Orbán jakby gra z nami w kulki... Owszem Polak, Węgier dwa bratanki, ale tylko do szabli i tylko do szklanki. Wszak się z Węgrem nawet na migi ciężko się dogadać. 

  Na koniec to, co najważniejsze. „Polonia semper fidelis, Polska wierna Chrystusowi, to także Polska wierna Kościołowi. Dziś wiele złego mówi się o Kościele, przywołując w mediach tylko jego grzechy, zwłaszcza grzechy duchownych, ale miłość do Kościoła jest miłością ciężką i trudną”. No cóż, nie ulega wątpliwości, że tak właśnie jest – ciężko i trudno kochać – skoro Kościół to grzesznicy... 

 

 

Przypisy:
1 - z poetyckiej powieści „Giaur” G. Byrona
2 - wszystkie cytaty za: https://wpolityce.pl/kosciol/580973-xiv-pielgrzymka-kibicowks-wasowicz-toczy-sie-gra-o-polske
3 - Powinienem pisać „środowiska kibolskie”. Po głównych uroczystościach ci sami ludzie krzyczeli na błoniach: „raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę” oraz: „a na wiosnę na drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści”. Mam nadzieję, że te „modlitwy”, jakże miłe Bogu usłyszał też ks. Wąsowicz.