Pozwolę sobie popuścić na krótko wodze fantazji.
Będzie mały horror, bo jak przypuszczam, wielu z nas lubi horrory. Aby nie
przynudzać zbyt długim wstępem, od razu z grubej rury, czyli pewna deklaracja:
„Wierzę w siebie. Wierzę w tych, którzy ze mną pracują.
Wierzę w mojego pracodawcę. Wierzę w moich przyjaciół. Wierzę w moją rodzinę.
Wierzę, że Bóg udzieli mi wszystkiego, czego potrzebuję, aby odnieść sukces,
jeśli postaram się najlepiej, jak umiem, zasłużyć na to wierną i uczciwą
służbą. Wierzę w modlitwę i nigdy nie zamknę oczu do snu, nie pomodliwszy się o
boskie przewodnictwo, ażebym był cierpliwy wobec ludzi i nietolerancyjny na
tych, którzy nie wierzą tak jak ja. Wierzę, że sukces jest wynikiem
inteligentnego wysiłku i nie zależy od szczęścia ani od ostrych praktyk, ani od
oszukiwania przyjaciół, bliźnich, ani mojego pracodawcy”1. Tę
deklarację powinien podpisać każdy pracownik przyjmujący się do firmy. Tak jak
w Wyższej Szkole dyr. Rydzyka, potrzebne też będzie zaświadczenie od
proboszcza, że chodzisz na Msze św. i do spowiedzi. Inaczej nie ma zmiłuj się, chyba że w sądzie będziesz domagał się swoich praw. Póki co, są jeszcze sądy w Polsce wolne od Ziobry.
Napiszę szczerze, ździebko się nałykałem
strachu przed fanatyzmem religijnym z filmu „Opowieści podręcznej” jak opium, filmu, który w wyolbrzymiony sposób
opisuje wynaturzenia państwa wyznaniowego. Na szczęście chyba powoli fabuła
zbliża się do happy endu, bo wśród
przywódców tego, na szczęście fikcyjnego państwa, pojawiają się coraz wyraźniejsze rysy, zapowiadające
krach. W filmie, co niektórzy rozumieją, kim są i do czego prowadzi ich ideologiczny
fanatyzm, czego w naszym Ministerstwie Sprawiedliwości nie uświadczysz. U nas
jeszcze cel uświęca najbardziej ohydne środki, a te środki błogosławi święty
Kościół katolicki. Tylko ja powoli tracę rozeznanie, gdzie w naszym kraju
kończy się rzeczywistość, a gdzie zaczyna horror religijnego science-fiction. Tu muszę bowiem wyjaśnić, że ową deklarację ja
sobie nie wymyśliłem chorą wyobraźnią. Ona, deklaracja, istnieje naprawdę w
jednym z przedsiębiorstw w naszym kraju nad Wisłą, niczym Disneyland i ma
służyć motywacji do osiągnięcia sukcesu. Zresztą nawet nazwa podobna –
Energylandia – duży park rozrywki w Zatorze (Małopolska). Jeśli tej deklaracji
nie podpiszesz, nie zostaniesz przyjęty.
Ktoś może porównać to do sytuacji w
Ikei, ale to porównanie będzie nietrafne. Tak jak różni się pojęcie „wolności
od” od „wolności do”, tak żądanie Ikei opiera się na szacunku do wszystkich, a w
Energylandii żąda się dyktatu jedynie słusznego światopoglądu. Ogólne rzecz
ujmując, ciekawych czasów dożyłem. Tego pewnie sam Herbert George Wells2
by nie wymyślił3.
Przypisy:
1 - dopuściłem się świadomie jednego przekłamania. W oryginale jest słowo „tolerancyjny”. Rzecz w tym, że dla tej ideologii tolerancja jest pojęciem enigmatycznym i odnosi się tylko do tych, którzy tę ideologię podzielają;
2 - Herbert George Wells, autor „Wojny światów”;
3 - pomysł notki na podstawie: http://krakow.wyborcza.pl/krakow/7,44425,25109268,energylandia-pracownicy-podpisuja-zobowiazanie-do-wiary-w-boga.html#S.main_topic-K.C-B.3-L.2.maly
1 - dopuściłem się świadomie jednego przekłamania. W oryginale jest słowo „tolerancyjny”. Rzecz w tym, że dla tej ideologii tolerancja jest pojęciem enigmatycznym i odnosi się tylko do tych, którzy tę ideologię podzielają;
2 - Herbert George Wells, autor „Wojny światów”;
3 - pomysł notki na podstawie: http://krakow.wyborcza.pl/krakow/7,44425,25109268,energylandia-pracownicy-podpisuja-zobowiazanie-do-wiary-w-boga.html#S.main_topic-K.C-B.3-L.2.maly


