W
poprzedniej notce, w komentarzach, na krótko pojawił się problem autorytetu.
Pozwoliłem sobie napisać, że nie ma nic
gorszego, jak autorytety, głoszące co jest dobre, a co złe. Mam zamiar to
rozwinąć z powodu artykułu prof. Magdaleny Środy, zaczynający się tak: „Tam gdzie znika autorytet, tam pojawia się
siła, a tam gdzie i siła znika, rządzi rozpaczliwy nakaz”1. Ze
zrozumiałych względów nie będę udawał, że jestem mądrzejszy od profesor
nadzwyczajnej Uniwersytetu Warszawskiego takich kierunków jak etyka i
filozofia. Niemniej wyjątkowo nie potrafię się z tą myślą zgodzić.
Słowo
„autorytet” ma kilka znaczeń, ja zwrócę uwagę na dwa istotne w kontekście
społecznym. Po pierwsze, to osoba lub instytucja ciesząca się uznaniem, mająca
kredyt zaufania, co do profesjonalizmu, prawdomówności i bezstronności. Po
drugie, obdarzona posiadaniem roli przywódczej o charakterze moralnym. W tym
miejscu napiszę zupełnie szczerze, w tych definicjach jest zawarta stricte teoretyczna prawda. Mamy tu do
czynienia z absolutem, nieosiągalnym
w ludzkim życiu społecznym. Bo ja chciałbym zapytać, a raczej prosić: wskażcie
mi w historii ludzkości choć jeden osobowy lub instytucjonalny autorytet, który
byłby uznawany przez wszystkich. Oczywiście, narzuca się osoba Jezusa
Chrystusa, który uczył moralnego życia, bardziej moralnego niż nakazywał to Bóg
ojciec. Ja mam jednak dwa zastrzeżenia. Pierwsze dotyczy konsekwencji
nietolerowania tych, którym nie po drodze było z uznaniem Go za mesjasza. Otóż
te konsekwencje spełniają wszystkie znamiona przymusu pod groźbą kary wiecznego
potępienia, co z definicji jest amoralne. Jeśli bowiem coś ma być moralnie
słuszne, powinno to wynikać z naszych, osobistych przemyśleń bez czynników nakazowych
i bez straszenia. Drugie zastrzeżenie dotyczy sposobu propagowania tej podobno
jedynie słusznej moralności. Jezus posługiwał się w swych naukach (jeśli
wierzyć apostołom) prostymi przykładami, z gatunku zero-jedynkowych. Konia z
rzędem temu, kto nie zetknął się z moralnymi dylematami daleko bardziej
złożonymi, niż ta zero-jedynkowa konstrukcja. Jeśli dodać do tego rzekome cuda,
które nic wspólnego z moralnością nie mają, a jedynie służyły wzmocnieniu samego
autorytetu, ów autorytet staje się, co najmniej wątpliwy, o czym zresztą świadczą
dzieje chrześcijaństwa.
O
tym jak groźne może być uznanie kogoś za autorytet w kwestiach
moralno-społecznych niech świadczą takie postaci jak: Hitler, Lenin, Stalin, Mao,
a obecnie przykład Korei Pn. Czy wobec tego twierdzenie pani prof. M. Środy, że
brak autorytetu generuje siłę ma rację bytu? Owszem, może wywoływać anarchię,
ale po to tworzy się prawo i władzę różnych szczebli, aby tej anarchii uniknąć,
przy czym ani prawo, ani władza nie jest z założenia autorytetem. Trudno mi się
też zgodzić z twierdzeniem, że brak siły generuje rozpaczliwy nakaz. Wręcz przeciwnie, to świadomość własnej siły
tworzy nakazy i zakazy. Możemy najwyżej mamić się chciejstwem, gdy nie będąc
autorytetem, zupełnie bezsilni, wymagamy od innych określonych postaw i
postępowań. Prof. M. Środa odnosi konkretnie swoją tezę do ogłoszonego nakazu
uczestnictwa we Mszy św. w Nowy Rok, jaki ogłosił Episkopat Polski. Niby ten
Episkopat przestał być autorytetem, niby nie ma siły egzekwować rytuałów
religijnych, dlatego posługuje się rozpaczliwymi
nakazami. Pani profesor zdaje się jednak zapominać, że ów nakaz istnieje niemal
od zawsze, brak siły jest iluzoryczny, a autorytet Episkopatu ma się dobrze
biorąc pod uwagę fakt, że wciąż w tym kraju blisko połowa wiernych za autorytet
go uznaje. Ów „nakaz” nie był skierowany do niewiernych lub wiernych
zsekuleryzowanych, był li tylko przypomnieniem o tym obowiązku. A przypomnienie
w takiej formie ma pełną rację bytu.
Za
to zdecydowanie bardziej kontrowersyjne wydają się naciski (nakazy) tegoż
Episkopatu w kwestii zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej, gdzie mamy do czynienia
z prawdziwym, wręcz klasycznym pomieszaniem zgubnego autorytetu i rzekomej siły.
Rzecz w tym, że moralność jakieś grupy społecznej, nawet będącej w większości (a
w tym przypadku nawet takiej większości nie ma) nie może w żaden sposób być nakazana
innym, o innych zapatrywaniach na to zagadnienie. Choć jednocześnie nie wolno
odbierać Kościołowi (tu: Episkopat) prawa wymagania i spełniania określonych postaw
moralnych, ale tylko w stosunku do tych, którzy uznają nad sobą władzę Kościoła.
Przypisy:
1 - https://koduj24.pl/do-kosciola-marsz/
1 - https://koduj24.pl/do-kosciola-marsz/