wtorek, 13 sierpnia 2019

Do czego może służyć krzyż?


  Piętnastolatek stanął przed zwartym kordonem policji z uniesionym krzyżem owiniętym różańcem i..., i katoliban pieje z zachwytu. Tak trzeba bronić katolickiej Polski przed tęczową zarazą, którą tak dokładnie zdiagnozował abp Jędraszewski. Sam Jakub Baryła, bo tak nazywa się ów piętnastolatek tak pisze na facebooku o swoim czynie: „Pan Jezus z Krzyżem stanął na przeciw złu i grzechom. Nasza Wiara Święta nakazuje nam przeciwdziałać złym czynom. Ja także usiłowałem to zrobić”. I tu zaczynam nie rozumieć: kto mu takie durnoty nawciskał? Ksiądz na religii?


  Mnie się przypomniał pewien młodzian, który w czasie debaty młodzieżowego parlamentu ostentacyjnie dodarł flagę Unii Europejskiej. Ktoś go ewidentnie do takiego spektakularnego gestu namówił. Podobnie było z przypadkowym chłopcem, który zapytał Komorowskiego, o pracę dla siostry. Tym razem nie może być inaczej. Chłopak chwali się wprawdzie członkostwem w Młodzieżowej Radzie Miasta Płock, ale chyba nie czytał statutu, gdzie nie ma słowa na temat walki ideologicznej, a gdzie w paragrafie pierwszym pisze dosłownie tak: „4. Rada jest niezależna politycznie i światopoglądowo, jej członkowie nie mogą być związani partyjnie”. Tymczasem Jakub to pupil Kai Godek, Cejrowskiego, Jakubiaka i Korwina-Mikke. Sprawa jeszcze bardziej się wyjaśnia, gdy czyta się jego inny fecbookowy wpis: „Udało mi się zdobyć Krzyż Święty i z nim blokowałem trzykroć marsz, zostałem usunięty siłą i spisany. Po marszu niestety rozpocząć się miały przepychanki”, i wyjaśnienie obserwatora: „Chłopak nie miał od początku krzyża, wcześniej, przez dłuższy czas wykrzykiwał różne teksty razem z kolegą. Dostał go od któregoś z dorosłych”. Nie chcę wnikać, gdzie i kiedy Jakub zaopatrzył się w krzyż, ale to ewidentnie przypomina relację z pewnej wsi, gdzie dorośli uczyli dzieci okładać kukłę Żyda kijem.

  Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, o czym ledwie napomknąłem we wstępie. To dorośli zrobili chłopcu sieczkę z mózgu, skoro symbol śmierci Jezusa użył do walki z innymi. A podobno jest coś takiego jak obraza uczuć religijnych w stosunku do symboli religijnych. Gdyby ten sam krzyż znalazł się w rękach antyfaszysty, usiłującego powstrzymać marsz narodowców, zostałby okrzyknięty bluźniercą i na pewno nie skończyłoby się na spisaniu przez policję. Tyle, że dzisiejszych katolików cechuje wyjątkowa dwulicowość i jeszcze większa hipokryzja. Nikt z dorosłych wierzących, obserwujących marsz równości w Płocku nawet nie miał zamiaru wytłumaczyć chłopcu, że krzyż nie do tego służy, aby grozić innym ludziom, nawet jeśli się ich uważa za grzesznych. Nikt mu nie chciał wytłumaczyć, że podobno Jezus umarł na krzyżu za wszystkich bez wyjątków ludzi, przede wszystkim zaś grzesznych. Gdy Jezus mówił nierządnicy: „Idź a od tej chwili już nie grzesz” [J 8, 1-11] nie pogonił ją krzyżem, ani nawet kamieniem. Gdy łotr umierał na krzyżu, obiecał mu, że jeszcze tego samego dnia będzie w niebie. Wcielę się na chwilę w prawdziwie wierzącego (kiedyś nim byłem) i wykrzyczę: jeśli bierzesz krzyż do ręki, aby grozić nim innym, opętał cię diabeł – twoja dusza Jakubie, jest we władaniu szatana. A wszyscy ci, którzy robią z niego bohatera, zasługują na miano bluźnierców, którzy już dawno zapomnieli jaka Prawda płynie z Ewangelii.

  Z ostatniej chwili. Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych zawiadomił prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa przez rodziców Jakuba Baryły. Piętnastolatek jest dzieckiem i podlega ścisłej opiece rodziców. Dopuścili do sytuacji, która zagrażała zdrowiu i życiu małoletniego. Przyznam, że to dość kuriozalne oskarżenie, ale akurat tu w pełni je popieram, tym bardziej, że Jakub oskarża publicznie własnych rodziców o lewactwo. Katolickim stalinizmem mi tu zaśmierdziało... Dzieci też donosiły na rodziców.




niedziela, 11 sierpnia 2019

Dług (?)


  Podobno podczas spontanicznej modlitwy w obronie abp Jędraszewskiego było kilka tysięcy wiernych z... całej Polski. Jego postać ma być podobna tej, jaka prezentował ks. Jerzy Popiełuszko, zaś wierni podobno chcą dobrem zło zwyciężać. Sytuacja jest tak tragiczna, że katolicy zdecydowali się wyjść na ulice, by przypomnieć, że też są Polakami, że też chroni ich prawo. I w tym miejscu już nie potrafię powstrzymać się przed sarkazmem, bo ja mam wrażenie, że tylko ich chroni to prawo, a w każdym razie, nikogo tak bardzo jak właśnie ich.

  Nawet abp Gądecki pochwalił się erudycją: „Fala krytyki, która dotknęła metropolitę krakowskiego, arcybiskupa i profesora, a także reakcje pracodawców wobec osób wyrażających swoją dezaprobatę wobec ideologii LGBT+, świadczą o zakorzenionym w pewnych środowiskach totalitaryzmie światopoglądowym, polegającym na usuwaniu poza sferę obszaru wolności ludzi myślących inaczej1. I w tym miejscu znów muszę sarkastycznie zapytać: czym wobec tego były słowa abp Jędraszewskiego, jeśli nie totalitaryzmem wobec osób inaczej myślących? Nasi biskupi i ortodoksyjni świeccy po prostu odjechali jak po ziołach, albo... nadmiaru kadzidła.  Niedawno czytałem artykuł, w którym udowadniano ponad wszelką wątpliwość, że Bóg musi zsyłać na wiernych przeciwności, aby docenili Jego wielkość i miłość, a teraz oni chcą Boga poprawiać uznając, że On popełnia błąd. Nazywając krytykę totalitaryzmem, nie chcą się godzić na Wolę Bożą. Coś mi się zdaje, że żal im czasów, kiedy chrześcijan dawano lwom na pożarcie, więc sobie ów totalitaryzm wymyślili.

  Ale ja nie o tym miałem. Inny artykuł2 mnie wzruszył, gdyż idealnie wpisuje się w tę narrację biskupów. Właściwie nie lubię się naigrywać z dogmatów wiary, ale tu już nie potrafię się oprzeć pokusie (to sprawka diabła), tym bardziej, że to nie tyle dogmat, co fantazje czarownika z krainy Oz: „Prawda (święta) jest następująca: Jesteśmy dłużnikami Boga, bankrutami. Posłuchaliśmy głosu węża”. Nie będę streszczał, dość, że autor uznał się za świętego, a raczej bardziej porównał się do boga, gdyż zapłacił dług w sklepie pewnej wielodzietnej rodzinie (uchodźczej). To dziwne porównanie odnosi się do ukrzyżowania Jezusa, który też odkupił (wykupił) nasze grzechy u Boga Ojca. To tak, jak nasz ukochany abp Jędraszewski, który narażając się na słowa męczeńskiej krytyki, odkupił winy wiernych za nienawiść do ludzi inaczej myślących. Trzeba przyznać, że uregulowanie długów innych to dość powszechna postawa wiernych. Sprawia, że czują się święci za życia. A to, że takie działanie nic nie znaczy dowodzi skutek takich programów jak 500 plus, emerytura plus, czy szturmów modlitewnych – czyli żaden.

  Jezus umarł za nasze grzechy i nic, ludzkość jak grzeszyła, tak grzeszy nadal, przy czym ci, którzy w tę tezę wierzą, grzeszą jakby podwójnie. Ów autor, który zapłacił dług w sklepie, nie przyczynił się wcale do tego, że ta wielodzietna rodzina nie musi zaciągać nowych. Modlitwa za abp Jędraszewskiego nie wyeliminuje nienawiści do LGBT, wręcz ją pogłębia i szerzy się już niczym prawdziwa zaraza (nie mylić z tęczową).

A propos tęczowej zarazy pozwolę sobie na jeszcze jeden znamienny fotomonatarz, który obrazuje, jak abp Jędraszewski spłaca dług wobec środowisk LGBT:

                                                                                   foto facebook






środa, 7 sierpnia 2019

Amok


  Obyś ciekawych czasów dożył, jako parafraza o wychowywaniu cudzych dzieci, ma tu znaczenie zdecydowanie pejoratywne. Wprawdzie dożyłem tych ciekawych czasów, ale absolutne zero w nich optymizmu. Mało, że rzekome autorytety kłamią na potęgę, to jeszcze udają wariatów, ściślej – nas mają za durniów. I to zarówno w sferze politycznej, co pewnie by jeszcze uszło, ale również ideologicznej, a to już nie ujdzie, gdyż czyni nas durniami dwójnasób.

  Wspomniałem już o tęczowej zarazie, ale tym razem nie o abp Jędraszewskim będę pisał. Następcy tej chorej tezy mało, że rodzą się jak grzyby po deszczu, to jeszcze ją przebijają, sięgając szczytów Himalajów. Oto pojawił się nowy nawiedzony, bp Milewski i to na katolickim portalu, który do tej pory uważałem za „rozsądny”. Biskup modli się: „Maryjo - Ocalenie Ludu - ocal nas od zła, które chce zawojować umysły i dusze Polaków, zaradź rozprzestrzenianiu się chorej ideologii LGBT, która uderza w tradycyjną rodzinę1 (sic!) Cóż, intencje modlitw bywają różne, według KKK powinny służyć zbawieniu duszy modlącego się wiernego, ale bądźmy szczerzy, już dawno o tym zapomniano. Kto by tam się stosował do reguł, kiedy chętniej wierni życzą jak najgorzej innym. Wszystkim innym. A podobno Jezus modlił się na krzyżu słowami: "Boże przebacz im, bo niewiedzą co czynią" [Łk 23, 34]. Podobno życie doczesne wiernych ma służyć przygotowaniu do tego zbawienia, a wszystkie jego rzekomo złe aspekty mają ich hartować, gdyż taki jest zamiar Boga, aby poddawać ich próbie. Tymczasem ta modlitwa biskupa, mało że kierowana jest do Maryi, która przecież nie jest bogiem, to jeszcze napomina Boga, bo Jego poczynania są zbyt trudne (chore? tak by wynikało z modlitwy bp. Milewskiego). Modlitwa w dodatku kłamliwa. Nikt wiernym nie broni zachować tradycyjnego charakteru rodziny, to raczej oni sami dybią na jej świętość przez alkoholizm, przemoc, dulszczyznę i rozwody.

  W tym artykule autor posługuje się jeszcze jednym zadziwiającym kłamstwem: „Przez wieki Polacy modlili się do Niej, gdy choroby i zarazy dziesiątkowały Polaków, gdy wybuchały powstania i wojny, gdy zdarzały się klęski żywiołowe i katastrofy. Maryja nigdy nie zawodziła [podkreślenie moje]2. Tu znów kreowany jest wizerunek Maryi jako boga. Otóż, w mojej ocenie Maryja nie zawiodła Polaków tyko w dwóch przypadkach, a oba mają charakter cudownych mitów, nie mających żadnego związku z rzeczywistością. Pierwszy, to cudowne ocalenie klasztoru na Jasnej Górze przed szwedzkim potopem, drugi, Jej rzekomy wkład w zwycięstwo bitwy o Warszawę, tak zwany „cud nad Wisłą”. Nie napiszę dosłownie, co myślę o tym nie zawodzeniu Polaków w ciężkich, tragicznych czasach. Pewnie niejedna śmiertelna ofiara każdej wojny i zarazy, które przetoczyły się przez nasz kraj, mocno by się zdziwiła, gdyby miała świadomość tego, że to za sprawą Matki Boskiej przyszło jej zginąć lub umrzeć w męczarniach. A przecież: „Przez wieki rodacy wtulali się swoimi modlitwami w Jej matczyne ramiona, pielgrzymowali do Częstochowy czy innych sanktuariów, a w Radzyminie klękano przed Jej Świętym Wizerunkiem zaledwie kilka lat temu, podczas peregrynacji po diecezji płockiej Jasnogórskiej Ikony3, i co? I nic. Polski naród i tak cierpiał wojny i upokorzenia, płacąc za to najwyższą cenę. Nawet dziś, gdy nie ma wojny, gdy nie gnębią nas śmiertelne pandemie, jedynym realnym skutkiem Jej kultu jest narastająca nienawiść, połączona z totalną głupotą. O ciemnocie nawet nie wspomnę.

  Na koniec jeszcze jeden znamienny cytat: „Trudno nie odnieść się do tego, co dzieje się aktualnie w naszej Ojczyźnie. Ze smutkiem i bólem patrzymy na to, co ludzie bezbożni robią z tym świętym wizerunkiem: malują wokół jej głowy tęczę, znak ruchów gejowskich, a potem naklejają go na koszach na śmieci i toaletach, publikują w sieci filmiki z «tęczową» Maryją, na swoich niemoralnych marszach, ubrani w «tęczowe» ornaty parodiują Eucharystię4. Tu, donośnie tęczowego ornatu polecam notkę na blogu Zrzęda. Ale ważniejsze jest w tej zbitce słów coś innego. Jeśli bowiem Maryja jest tak małostkowa, że obraża się na dorobioną tęczę w Jej aureoli, a jest, o czym świadczą Jej rzekome objawienia w Fatimie, to ja się mocno dziwię, że takiej bogini wierni oddają hołd niczym Albrecht Hohenzollern Zygmuntowi Staremu. Tu przypomnę: Zygmunt Stary wydał edykt, w którym czytamy: „kto by owe dzieła luterskie wprowadzał, sprzedawał, kupował, czytał; albo zasady Lutra głosił, bronił lub pochwalał, aby prócz spalenia samychże książek, on także śmiercią na stosie i konfiskatą dóbr wszystkich ukarany został5. Czyż to się nie wpisuje w amok naszych współczesnych hierarchów oddanych Maryi? Jakie były (krótkotrwałe) skutki tego hołdu, już lepiej nie wspominać.







niedziela, 4 sierpnia 2019

Radykalizm


  Serial filmowy „Opowieści podręcznej” nie podoba mi się od samego początku za sprawą jednego z wątków, który wysuwał się na plan pierwszy. W świecie gdzie niepłodność jest powszechną chorobą, wyłapuje się kobiety płodne, wciela do zakonu i traktuje jak surogatki (matki zastępcze), które mają rodzić dzieci szanowanym i pobożnym małżeństwom chrześcijańskim. Drugi sezon kładzie już nacisk na terror, jakiemu poddane są zarówno surogatki, jak i zwykli ludzie, nie stanowiący tak zwanej elity. Rzecz bardziej przypomina protestantyzm, choć... Początkowo oglądałem serial przed zaśnięciem, jako doskonałą kołysankę, teraz nie ma mowy bym zasnął. Łatwiej mi przy jakimś horrorze o duchach.

  Pastorzy opracowali system norm moralnych oparty w całości na Piśmie Świętym, z którego wyeliminowano pojęcie miłości bliźniego i godności człowieka. Każda inność jest karana – z okrutną karą śmierci włącznie. Nawet zdrada małżeńska skutkuje utopieniem podczas ceremonialnego nabożeństwa, w czasie którego chóralnie cytuje się słowa Biblii. Błahe nieposłuszeństwo żony może być karane obcięciem jej palca, a jeśli pan, świętobliwy mąż ma dobry humor, w przypływie jego dobroci może się skończyć w najlepszym razie na chłoście. Ponury nastrój potęgują ujednolicone ubiory, zależne od przynależności do kasty w hierarchii. Ten system tyranii religijnej bezsprzecznie kojarzy się z islamem Chomeiniego, ale gdy się popatrzy na nasze, katolicko-konserwatywne podwórko, jakoś tak nietrudno skojarzyć fikcyjne skutki radykalizmu fabuły filmu z dążeniami naszych pasterzy. Szczególnie po wypowiedzi abp. Jędraszewskiego i fali poparcia jego radykalnych tez oraz wzrostu fali nienawiści do inności wśród jego popleczników. Tej naszej ideologicznej wojnie na słowa już tylko krok do prawdziwej, krwawej wojny o rządy dla radykalnych imamów katolicyzmu. Przywódca ideologiczny, na miarę Chomeiniego już jest, w osobie krakowskiego metropolity. Białystok jest tu tylko pierwszą gwiazdką na niebie ciemności nocy, która powoli ogarnia ten kraj. Niby iskra rozpalająca ognisko. Można było się śmiać z nawoływania do „golenia na łyso” czy z pomysłów tworzenia obozów resocjalizacyjnych dla tych nieprawomyślnych – dziś raczej już do śmiechu nie ma. To nie jest żaden kabaret, to się dzieje naprawdę. Jeśli dziś władza już bez ogródek zapowiada likwidację niezależnych mediów i sądów, a polityczny guru jedynie słusznej partii J. Kaczyński ściśle współpracujący z ideologicznym, grożąc zmianą Konstytucji – mamy do czynienia z faktyczną, a nie urojoną radykalizacją w stronę tyrani katolicko-konserwatywnej.

  Niech nas nie zwiodą, niestety coraz mniej liczne i cichsze głosy rozsądku wśród kleru. Przypominają raczej zrzeszonych w klubie AA – anonimowych ateistów, z którymi ten radykalny i coraz bardziej radykalizujący się Kościół sobie poradzi. Żaden problem uznać ich za ideologów tęczowej zarazy, czy opętanych przez diabła. Wierny lud to kupi, bo wierny lud jest żądny krwi i igrzysk. Już go uzbrojono w broń „obrazy uczuć religijnych”. W kamienie, w butelki wypełnione moczem, w glany na nogach do kopania – zaopatrzy się sam. Nic to, że radykalny fundamentalizm Kościoła katolickiego opiera się na kłamstwie i pogardzie. Wystarczy mieć wroga, a wroga dał im na tacy guru katolickiego radykalizmu, sam abp. Jędraszewski.

                                                                                       foto: wp.pl


sobota, 27 lipca 2019

Diabeł samorozwoju


  Po raz drugi w krótkim odstępie czasu, trafiłem na ten sam artykuł1 Jacka Prusaka SJ, w którym demonizuje się samorozwój. „Ja”, „ego” – poczucie własnej wartości, zaufanie do samego siebie, rozwój osobisty – zostały w nich nakreślone jako błędne mity, które prowadzą w rzeczywistości do samozagłady, a w najlepszym razie do... piekła. Właściwie nie dziwię się tej nagonce, gdyż Kościół jest w Polsce, ostatniej ostoi katolicyzmu w Europie, coraz gorzej postrzegany2 i nie wiadomo, co z tym zrobić. Najlepiej więc szukać winy wszędzie, byle tylko nie w samym Kościele, gdyż ów Kościół a priori jest nieomylny.

  Mimo, że Kościół zaprzęga do tej walki z samorozwojem autorytety profesorskie z dziedziny psychologii chrześcijańskiej, cała sprawa rozbija się o jeden zasadniczy aspekt – cel naszego doczesnego życia. Gdy ze względu na warunki ekonomiczne, infrastrukturę i dostęp do informacji przeciętny człowiek dysponował tylko tym, czego dowiedział się od kaznodziei w kościele, cel życia był de facto jeden – zbawienie i wieczna szczęśliwość... po śmierci, jako warunek niezbędny i niezbywalny. Świat jednak nie stoi w miejscu, pojawiła się nowoczesność, do której najmniej przygotowany był właśnie Kościół i Jego doktryny. Ta nowoczesność nie tylko uczyniła życie łatwiejszym i znośnym, ale uświadomiła człowiekowi, że sam ma już nie tylko jakąś wartość jako jednostka, nie tylko dała mu poczucie godności, ale otwarła przed nim horyzonty wiedzy, dotychczas mu niedostępnej. Stała się jednak rzecz trudna do ogarnięcia. Goniąc za szczęściem tu i teraz, człowiek uzmysłowił sobie, że to szczęście wcale nie jest takie proste, a co najważniejsze – nie jest trwałe. Z chwilą gdy osiągniesz jakiś jego szczebel, natychmiast pragniesz osiągnąć następny. I tak rodzi się pogoń za króliczkiem. Jednak nie od dziś już wiadomo, że w całym tym kołowrotku, zwanym życiem, nie jest ważny ów króliczek, ale sama pogoń. To pogoń ma sens, a nie królik. Tymczasem Kościół oferuje tylko króliczka, na domiar złego..., już upieczonego według jednego i tego samego, tradycyjnego przepisu, gdzie w dodatku nie ma miejsca na żadne fantazje kucharza.

  Nie chcę być gołosłowny, więc odwołam się do jeszcze jednego artykułu, który gloryfikuje milczenie i ascezę na zdobycze dzisiejszego świata. „Trzeba ten świat uważać za największego nieprzyjaciela duszy świętej, na największego zwodziciela (...) Ćwiczenie się w umartwianiu wewnętrznym jest najskuteczniejszym i jedynym środkiem do tego doskonałego milczenia duszy, które jest przygotowaniem do ścisłego pojednania się z Bogiem3. Autentycznie mi żal tych, którzy do tych słów chcieliby się dostosować i nie być jednocześnie w katolickim zakonie Kartuzów (nie mylić z nazwą miasta i gminy), choć akurat do samych zakonników nic nie mam. Zastanawiam się tylko, jak taka oferta ma się do współczesności, nawet dla wiernych, którzy w niej żyją? Może ja jestem stary dziwak, ale gdy ktoś komuś proponuje, że powinienem się wyciszyć (cokolwiek to znaczy) i przestać gonić króliczka, to ja mam kontrpropozycję – połóż się do trumny i sam nasuń na nią wieko. Na amen.

                                     obraz z portalu Pch24.pl do artykułu: Jak oddalić się od świata

  Myślicie, że to mimo wszystko ciekawa propozycja z tym odizolowaniem się od współczesności? Nic bardziej mylnego. Kościół rydzykowy, ten bardziej radykalny i ortodoksyjny, za którym opowiada się większość hierarchów, proponuje dziś wiernym katolicyzm XIX-wieczny, z całym bagażem rytuałów, kultów, wiarą w cuda, z odwróceniem hierarchii wartości – z Boga na symbolikę przedmiotów kultu. Do tego stanowczy sprzeciw wobec zdobyczom nauki przy jednoczesnym propagowaniu jawnej ciemnoty (nie mam tu na myśli samej wiary w Boga, a gloryfikowanie diabła i jego możliwości), podpierając się tymi fragmentami Biblii, które stoją w jawnej sprzeczności do logiki i rozumu.

  Aby była jasność, nie neguję pewnych niebezpieczeństw związanych ze współczesnością, tyle że Kościół po pierwsze, nie potrafi dokładnie ich sprecyzować, kładąc nacisk na rzekomo grzeszną seksualność, po drugie, a co wynika z pierwszego, stając wobec tej nowoczesności w opozycji, próbuje się wręcz kopać z koniem. Jaki będzie tego skutek, widać już dziś. Sekularyzacja, która nie jest wcale odejściem od Boga, a jest tylko odejściem od skostniałych doktryn i dogmatów katolicyzmu, rozszerza się postępie geometrycznym. Dziś tylko radykalni ortodoksi, męczennicy katolicyzmu, są gotowi przelać krew za wiarę, przy czym ma to być krew tych, dla których samorozwój jest lekarstwem na katolicki... nihilizm.