Nie chodzi o mnie. Nawet gdyby były
trzy pandemie koronowirusa, się nie ugnę i na wiarę nie przejdę. A wczoraj to
miałem nawet wątpliwości, czy mnie ten wirus nie dopadł. Kaszel się pojawił,
ale gorączki nie miałem. To znaczy, nie mam termometru i temperatury nie
mierzyłem. A skoro nie ma faktu potwierdzającego gorączkę, gorączki nie ma.
Choć jakieś dziwne dreszcze mnie dopadły. Miałem do południa kilka spraw do
załatwienia i po powrocie do domu opadłem z sił. Napiłem się kawy, a mimo to
musiałem się położyć i zasnąłem niczym niemowlę. Na szczęście obudziłem się w
sam raz, aby obejrzeć pierwszy odcinek trzeciego sezonu „Westworld”. Zapowiada
się ciekawie...
Piszę o tym serialu w kontekście
propozycji portalu Pch24.pl jaką zaoferowano mi na fb: „Wykorzystaj dobrze czas spędzany w domu i zadbaj o rozwój swojej wiedzy
i pobożności. Zobacz wyjątkowe filmy od PCH24.pl, m.in. o objawieniach w
Fatimie, Mszy Trydenckiej czy ideologii ekologizmu!”. Nie, nie wyśmiewam,
może to faktycznie dobry sposób, aby odciągnąć wiernych od udziału w Mszy św.,
gdzie łatwiej się zarazić niż w przychodni lekarskiej. Hierarchowie nie
potrafią się zdecydować. Zamknąć te kościoły, czy nie zamykać. Była opcja żeby
zamknąć, ale coś poszło nie tak. Drastycznie zmalały dochody z tacy. Jednak
cokolwiek myśleć o wierzących, a staram się myśleć pozytywnie, zdecydowana
większość z nich poszła po rozum do głowy. W pewnym sondażu z 13-go marca, aż
80 procent ankietowanych uznało, że zamknięcie kościołów, to rozsądne
posunięcie. Wprawdzie w środkach komunikacji miejskiej też można się zarazić,
ale po co dodatkowo w kościołach?
Abp Depo wystosował do wiernych apel,
aby w oknach wystawiać obrazy Najświętszej Marii Panny Częstochowskiej. W
pierwszej chwili pomyślałem, że to idiotyzm, bo co za różnica czy ten obraz
wisi na ścianie, czy w oknie? Ale on dodał, że ten obraz nie należy traktować
jako magiczny amulet, lecz jako świadectwo, że jest się katolikiem. I ten
argument mnie przekonuje. Ja tam prawie w ogóle nie chodzę po sąsiadach, ale
teraz, gdyby mnie naszła ochota, najpierw sprawdzę okno. Będzie obraz, nie
wchodzę pod żadnym pozorem, bo tacy katolicy to grupa podwyższonego ryzyka. W
tych kościołach, jeśli nawet ich mało i zachowują między sobą odstęp, to
przecież mają kontakt z konfesjonałem i Komunią świętą podawaną do ust, gdyż
jak twierdzi abp. Dzięga: „Najlepszym rozwiązaniem wydaje się zatem
przyjmowanie Komunii do ust – zgodnie z wielowiekową Tradycją Kościoła”. A ławek
w kościele przecież nie dezynfekuje się po każdej mszy. Ale gwoli ścisłości i
prawdy, autobusów i tramwajów też się nie dezynfekuje po każdym kursie. Czy
wobec tego można coś zrobić, poza siedzeniem w domu, aby zaraza się nie
rozpowszechniała, kiedy wierny potrzebuje Bożego błogosławieństwa?
Okazuje się, że można. Niejaki ks. Cezary
Chwilczyński, proboszcz podwrocławskie parafii, wsiadł do samolotu i z
przestworzy błogosławił wszystkich mieszkańców Wrocławia relikwiami św. Jana
Pawła II, figurką Matki Boskiej i Najświętszym Sakramentem. Co trzy to nie jedno. Już wypadłem z tej
grupy, więc nie do końca wiem, czy wiernych ta forma błogosławieństwa satysfakcjonuje,
ale zawsze to jakiś pomysł.

Pani Hanna Lis, tak, ta sama, która
zawsze wrogo do Kościoła, napisała do Terlikowskiego ostry w tonie twitt: „Tam gdzie jest zagrożenie życia i zdrowia
nie ma wolności kościoła. Chcecie popełnić zbiorowe samobójstwo, to się pozamykajcie
w tych kościołach od środka, i nie wychodźcie z nich, żeby zakażać innych. W
Korei Płd. Pacjent nr 31 podczas dwóch wizyt w kościele zaraził 1100 osób”.
Sprawdziłem i odetchnąłem z ulgą. Jeszcze mnie do Korei Płd. nie deportowano...


